poniedziałek, 20 czerwca 2016

Queen i Adam Lambert na Life Oświęcim Festival 2016 - relacja



Rzadko zdarzają się u mnie relacje z wydarzeń muzycznych, ale tym razem nie mogłam sobie odpuścić. W końcu udział w koncercie gwiazdy światowego formatu i jednej z legend rocka, jaką jest zespół Queen (nawet, jeśli zabrakło w nim nieodżałowanego Freddiego) to wydarzenie, któremu warto poświęcić osobny post na blogu.

W jaki sposób w ogóle znaleźliśmy się na finałowym koncercie 7 edycji Life Oświęcim Festival? Udział w koncercie Queen od lat był wielkim marzeniem mojej córki. Kiedy zatem nadarzyła się okazja, bilet okazał się idealnym prezentem urodzinowym. Tak więc my  zostaliśmy za bramkami (wraz z potężnym tłumem innych fanów bez biletów :P) i obserwowaliśmy koncert dzięki telebimom (widok był całkiem niezły), córka w podskokach pomknęła na płytę stadionu .



trochę sfatygowany, bo ulewa porządnie dała nam się we znaki :)

Punktualnie o 23.00 muzycy Queen weszli na scenę - przy akompaniamencie nasilającego się deszczu (przez cały dzień była piękna pogoda...), który wkrótce przerodził się w ulewę, trwającą aż do końca występu, czyli bite dwie godziny. Nic to, że przemokliśmy do suchej nitki, ubrania można było wyżymać, a telefon córki dziś "suszy się" w misce pełnej ryżu. I z tego, co udało mi się zaobserwować, fani bawili się świetnie, pomimo skrajnie niesprzyjającej pogody - tańczyli i śpiewali w deszczu, niezapomniane przeżycie, polecam! ^^

Przy dźwiękach energetyzującego One Vision opadła kurtyna i na scenie pojawili się muzycy legendy rocka. Przez moment publiczność wstrzymała oddech - mogę zaryzykować stwierdzenie, że niemal każdy w pierwszym odruchu spodziewał się ujrzeć wybiegającego do fanów Freddiego... Ukłucie żalu jednak szybko minęło i wszyscy dali się porwać fantastycznemu widowisku, jakie zaserwowali Adam Lambert (prawdziwy showman, obdarzony poczuciem humoru, a przy tym pełen pokory do swego wielkiego poprzednika, zdający sobie sprawę, że na koncertach najważniejsza jest muzyka Queen) oraz członkowie grupy: Brian May (gitara, dodatkowy wokal), Roger Taylor (perkusja, dodatkowy wokal),  Spike Edney (klawisze), Neil Fairclough (gitara basowa) i Rufus Tiger Taylor (syn Rogera, towarzyszył ojcu na perkusji).


źródło

Dobrze tutaj wrócić. Dobry wieczór, Polsko! - tymi słowami (po polsku) Brian May przywitał oświęcimską publiczność, wywołując histeryczny aplauz fanów. Wszystkich poruszyły też słowa Adama Lamberta: Nie było drugiego takiego jak on, to dla niego tu dziś jesteśmy. Dobrze wiecie, że ta postać to Freddie Mercury. Trudno się z nim nie zgodzić...
A potem nastąpiło istne szaleństwo. Muzycy Queen zagrali największe hity zespołu, Adam Lambert stanął na wysokości zadania i choć mimo wszystko brakowało mu charyzmy Freddiego, zapewnił publiczności fantastyczne show. 


źródło

Trudno wskazać najlepsze momenty koncertu, który właściwie składa się z samych przebojów. Do najbardziej niezapomnianych z pewnością zaliczyłabym ten, w którym Brian wykonał akustycznie jedną z najpiękniejszych kompozycji Queen. Do wykonania Love of my Life dołączyła się publiczność, a po chwili wszyscy mieli okazję zobaczyć na telebimach nieodżałowanego Freddiego, który zaśpiewał fragment utworu. Wzruszenie - ze zrozumiałych powodów - wzbudziło wykonanie Under Pressure, nostalgiczne Who Wants To Live Forever oraz kolejny utwór, w którym można było posłuchać głosu Mercury'ego (dzięki możliwościom współczesnej techniki zaśpiewał w duecie z Adamem Lambertem) - genialne Bohemian Rhapsody. Żywiołowe, rock'n'rollowe kawałki w stylu Crazy Little Things Called Love, Don't Stop Me Now, Another One Bites The Dust czy I Want To Break Free przeplatały bardziej stonowane, nastrojowe utwory typu Lost Horizon (gitarowa solówka Briana Maya) czy Love of my Life


fot. Konrad Kubuśka/lfo

Dwugodzinna muzyczna uczta składająca się z samych evergreenów, przy akompaniamencie ulewnego deszczu i fanów w różnym wieku, zgodnie wyśpiewujących kolejne kawałki, wyklaskujących motyw przewodni We Will Rock You czy wznoszących do góry w finale, przy We Are The Champions,  biało-czerwone flagi - to coś, czego zwyczajnie nie da się wymazać z pamięci. Queen oczarowali publiczność, dali naprawdę niezapomniany show, zafundowali potężną dawkę wzruszeń - i zeszli ze sceny przy dźwiękach God Save the Queen, jak na królową przystało.


fot. Mateusz Moskała/lfo

Setlista:

  1. One Vision
  2. Hammer To Fall
  3. Seven Seas of Rhye
  4. Stone Cold Crazy
  5. Another One Bites The Dust
  6. Fat Bottomed Girl
  7. Play The Game
  8. Killer Queen
  9. Don't Stop Me Now
  10. Somebody To Love
  11. Love of my Life
  12. A Kind of Magic
  13. Under Pressure
  14. Crazy Little Things Called Love
  15. I Want To Break Free
  16. I Want It All
  17. Who Wants To Live Forever
  18. Lost Horizon
  19. Tie Your Mother Down
  20. Bohemian Rhapsody
  21. Radio Ga Ga
Bis:
  1. We Will Rock You
  2. We Are The Champions


Uwagi organizacyjne i techniczne:
  • problemy z parkowaniem, no ale to nic dziwnego przy imprezie tego typu;
  • problemy z nagłośnieniem: koncert momentami brzmiał nierówno, jak puszczony ze starego magnetofonu, naprawdę nie dało się nic z tym zrobić?
  • organizatorzy uważnie sprawdzali wchodzących za bramki i zawartość ich plecaków / toreb. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że wszelkie napoje w plastikowych butelkach musiały zostać na zewnątrz, o tyle nie mogę pojąć, dlaczego wpuszczono pana z parasolką z ostrym szpicem, stanowiącą potencjalnie większe zagrożenie, niż półtoralitrowa butelka wody...
  • dobra praca policji i służb organizacyjnych


Wróciliśmy do domu o czwartej nad ranem, ubrania wciąż schną, a ja po prostu musiałam dać ujście buzującym we mnie emocjom.


źródło

11 komentarzy:

  1. Pozazdrościć widowiska, ale moknąć to bym nie chciała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie chciał, ale cóż było robić? Nie mogłam sobie pójść stamtąd tylko dlatego, że zmokłam :P :)

      Usuń
  2. Problemy z nagłośnieniem? 100 m od sceny w deszczu? Praw fizyki się nie przeskoczy. Gdy pada i wieje to dźwięk musi falować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Freddie to Freddie, niezastąpiony, ale posłuchałam kiedyś w necie Queen z Lambertem i byłam całkiem pozytywnie zaskoczona. A jeszcze skoro piszesz o pokorze wokalisty, to w sumie zazdroszczę Ci tego koncertu;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie w tym roku nie było :( Ale rodzina godnie reprezentowała, siostra uznała, że to był najszczęśliwszy dzień w jej życiu, więc zgodzę się, że koncert musiał być udany :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie właśnie o Tobie myślałam... No, ale skoro siostra była, to już coś ;) Może w przyszłym roku Ci się uda wpaść? ;)

      Usuń
  5. Trochę szkoda, że pogoda nie dopisała. Ale widzę, że warto było pójść na ten koncert :)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.