sobota, 26 lutego 2011

"Piąte dziecko"

Autor: Doris Lessing
Tytuł:"Piąte dziecko"
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Okładka: miękka

Bardzo rzadko wystawiam książkom najwyższą z możliwych ocenę. Postąpiłam tak w tym przypadku z wielu względów. Po pierwsze - aby uhonorować świetny warsztat literacki autorki. Nic dziwnego, że została noblistką.
Narracja w tej książce robi niesamowite wrażenie; autorka zdaje się dystansować od opowiedzianej historii, choć nikt, kto jest w nią uwikłany, nie może i nie pozostaje obojętnym. Zabieg ten tylko potęguje poczucie grozy; uważam, że był to rewelacyjny i niebanalny pomysł. To jeden z powodów, dla których lektura pozostaje na długo w pamięci.

Po drugie - autorka odważnie podejmuje kontrowersyjny i ważny temat: czym jest miłość rodzicielska (a zwłaszcza macierzyńska), czy można ją jakoś zdefiniować, gdzie przebiegają jej granice i co się dzieje po ich przekroczeniu. Uparcie dąży do poznania tych granic, ukazuje klasyczny, tragiczny dramat matki połączonej z dzieckiem nierozerwalnym uczuciem miłości-nienawiści. Ukazuje długofalowe i szeroko pojęte skutki tego uczucia, różne jego aspekty oraz cały wachlarz emocji i refleksji, jakie ono budzi.

Młode małżeństwo, Harriet i David Lovattowie, ze szczęściem i ufnością patrzą w przyszłość. Kupują ogromny dom, pragną mieć mnóstwo dzieci i chcą im zapewnić beztroskie, szczęśliwe dzieciństwo i dobre życie. Przez długi czas los im sprzyja. Serdeczna i pełna ciepła atmosfera ich domostwa sprawia, że bardzo często i na długo przyjeżdżają w odwiedziny członkowie ich rodzin, którzy chwalą sobie tę błogość dającą wytchnienie od szarej codzienności. Harriet w krótkim czasie wydaje na świat czwórkę dzieci, co oprócz ogromnej radości i poczucia spełnienia rodzi także inne uczucie: kobieta jest wyczerpana psychicznie i fizycznie, co powoduje pierwsze drobne rysy na małżeńsko-rodzinnym obrazie doskonałego szczęścia. Oboje z Davidem postanawiają przez jakiś czas nie mieć następnych dzieci - głównie dlatego, żeby Harriet mogła się zregenerować i nacieszyć swoją gromadką. Nie bez znaczenia są także problemy finansowe wiążące się z utrzymaniem coraz liczniejszej rodziny.
Wydawałoby się, że wszystko zaczyna się powoli układać, jednak idylla nie trwa długo. Niespodziewanie Harriet ponownie zachodzi w ciążę, co kompletnie załamuje małżonków. Nie tak przecież planowali!
Na domiar złego Harriet czuje, że ta ciąża bardzo różni się od poprzednich. Czuje się dużo gorzej, dziecko, które nosi przysparza jej bólu; ma złe przeczucia. Dzieli się nimi ze swoim lekarzem, ten jednak uważa, że kobieta przesadza i histeryzuje.

I tu właśnie mamy pierwszy problem: Harriet ze swoimi obawami i cierpieniem jest właściwie pozostawiona sama sobie, nikt nie chce słuchać o jej wewnętrznych rozterkach i złych przeczuciach; przecież powinna się cieszyć, że wkrótce kolejne dziecko przyjdzie na świat, taka jest rola matki! Każde negatywne uczucie jest nie do pomyślenia! Otoczenie, w tym najbliższa rodzina surowo ją osądza, nie udzielając żadnego psychicznego wsparcia.
Kiedy rodzi się Ben, dla rodziny zaczyna się koszmar. Dziecko jest brzydkie, duże, silne, ale co najgorsze - jest złośliwe, wręcz złe. Harriet wie to od pierwszych chwil, jednak nikt nie chce uwierzyć jej słowom. Niemowlę od pierwszych chwil absorbuje jej całkowitą uwagę, co odbywa się kosztem pozostałych dzieci. Wyrasta na jednostkę pod każdym względem aspołeczną i okrutną, zło w najczystszej postaci.
Nikt nie potrafi wykrzesać z siebie jakichkolwiek pozytywnych uczuć do niego; nawet matka nie potrafi go pokochać, ani nawet polubić, co budzi w niej ogromne wyrzuty sumienia i paradoksalnie - litość i żal nad nim. Czuje milczące potępienie całej rodziny, że to ona wydała tego potwora na świat i że nie jest w stanie go ucywilizować, co głęboko podważa jej rodzicielskie umiejętności i podkopuje wiarę w siebie.

W trosce o bezpieczeństwo pozostałych dzieci, rodzina decyduje się na umieszczenie Bena w specjalnym zakładzie. Z bólem serca i z nadzieją na odzyskanie utraconego rodzinnego szczęścia, Harriet zgadza się na takie rozwiązanie. Znowu jest jak dawniej, zanim Ben wkroczył w ich życie niszcząc je swoim istnieniem. Zaniedbane i rozstrojone psychicznie dzieci odzyskały uśmiechniętą i troskliwą matkę.
Harriet jednak nie potrafi udawać, że wszystko jest w porządku.W poczuciu matczynego obowiązku odbiera syna z zakładu i przywozi z powrotem do domu. To jest początek końca jej rodziny.
Nikt, zwłaszcza mąż, nie może jej wybaczyć tego kroku. Postępek Harriet i jego konsekwencje trwale odsuwają od siebie małżonków i burzą szczęśliwy, dziecięcy świat oraz ich psychikę. Zaabsorbowana najmłodszym synem kobieta nie dostrzega zrazu,  że rodzinne więzi ulegają rozprzężeniu,że odrzucone dzieci same odsuwają się od niej, a jej dom staje się jałową pustynią, której nikt już nie ma ochoty odwiedzać.

Decyzja Harriet dramatycznie zaważyła na całym dalszym życiu całej rodziny. Z jednej strony można potępiać ją za to, że poświęciła dla z góry przegranej sprawy wszystko, co w jej życiu stanowiło jakąkolwiek wartość - szczęście, miłość i szacunek najbliższych; z drugiej strony - czy naprawdę można potępiać matkę za to, że nie potrafiła zrezygnować z jednego ze swych dzieci? Dobrze wiedziała, ile ta decyzja będzie ją kosztować, rozważyła wszelkie za i przeciw; przeanalizowała także własne uczucia i choć w stosunku do Bena czuła niemal wyłącznie strach i nienawiść za to, co jej odebrał, po prostu nie mogła całkowicie go odrzucić. Zapłaciła za to najwyższą cenę, żałowała tej decyzji przez całe życie, ale postąpiła zgodnie z własnym sumieniem. Postąpiła nie tylko wbrew najbliższym, ale przede wszystkim wbrew sobie nie mogąc jednocześnie postąpić inaczej. Konflikt tragiczny godny pióra Sofoklesa. I równie tragiczne jego konsekwencje.

Doris Lessing porusza ogromnie ważną sprawę - miłości matki do dziecka. A dokładniej - co w naszym społeczeństwie znaczy "być matką".
Według powszechnie panującej opinii (która na szczęście ulega powolnej przemianie) kobieta MUSI być szczęśliwa i zadowolona, kiedy zostaje matką; jest niejako zaprogramowana na miłość macierzyńską,  wszelkie negatywne uczucia,które ją nękają uważane są za nienaturalne i złe. Efektem "baby blues" jest społeczne potępienie i przyczepienie metki "wyrodnej matki". Im większa społeczna presja, tym gorsza kondycja psychiczna młodej matki, która nie dość, że musi stawiać czoło całemu światu, to jeszcze radzić sobie z wyrzutami sumienia, że nie kocha dziecka tak, jak powinna.
Z podobnymi problemami boryka się także Harriet; ani najbliższa rodzina, ani mąż, ani tym bardziej lekarz nie traktują poważnie jej obaw i wolą nie dostrzegać niepokojącego stanu psychicznego, w jakim się znalazła. Zostaje sama otoczona cichą krytyką.

Z biegiem czasu sprawy przybierają inny obrót; kiedy Ben dorasta i staje się jasne, że niczego dobrego nie można się po nim spodziewać, wszyscy nagle zmieniają front żądając od Harriet, by podobnie jak oni "dała sobie z nim spokój" i poświęciła czas i uwagę pozostałym dzieciom. Teraz obarcza się ją winą za to, że urodziła takiego odmieńca, potępia za jej zaangażowanie w jego wychowanie, a co za tym idzie - za zaniedbywanie starszych dzieci. Obwinia się właśnie ją za rozerwanie rodzinnych więzi i rozpad rodziny. To kobieta jest winna całemu złu, jakie spotyka jej najbliższych. Deprymujące, irytujące i smutne jest to, że bardzo często i w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z podobnym sposobem myślenia.
Jakie mamy prawo - nie znając pobudek lub wyobrażając sobie, że je znamy - krytykować i piętnować czyjeś postępowanie, podjęte decyzje?
Skąd w nas taka zawzięta umiejętność do znajdowania kozła ofiarnego i dlaczego nie potrafimy znaleźć winy w sobie? Dlaczego nie potrafimy wesprzeć psychicznie najbliższej osoby, kiedy ona najbardziej tego potrzebuje? Dlaczego odpowiedzialnością za nasze życie obarczamy innych zadowalając się użalaniem nad sobą?

Czy bycie matką to kompromis między własnymi pragnieniami a potrzebami dzieci? Jak daleko może sięgać matczyne poświęcenie? Czy macierzyństwo to także konieczność wyboru jeśli nie między dwiema równorzędnymi racjami, to chociaż między dwiema o różnej wartości - a jeśli tak, to która racja jest nadrzędna, słuszna moralnie? I jakie są konsekwencje tego wyboru, w jaki sposób odbiją się na życiu każdego członka rodziny, jak zaważą na jego psychice?
Takie pytania zadaje Lessing w swojej książce będącej wstrząsającym studium upadku rodziny. Jak do tego doszło? Czy można było temu przeciwdziałać, zminimalizować straty?
Niech każdy z nas sam sobie na nie odpowie. Ja ze swej strony dodam, że już dawno nie przeczytałam nic, co wstrząsnęło mną do tego stopnia, co wygenerowało taką różnorodność emocji i refleksji. Książka z pewnością na długo pozostanie w mojej pamięci. Gorąco polecam! 

Moja ocena - 5/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/24466/piate-dziecko/opinia/1898022#opinia1898022

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.