Tytuł: "Bractwo Bang Bang"
Wydawnictwo: Sine Qua Non, 2012
Ilość stron: 282
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Dobre zdjęcia. Tragedia i przemoc z pewnością tworzą mocne obrazy. Ale przy każdym takim ujęciu ściągany jest haracz: trochę tych emocji, wrażliwości i empatii, które sprawiają, że jesteśmy ludźmi, ginie przy każdym zwolnieniu migawki.
Fotoreporter wojenny. Człowiek, który wbrew zdrowemu rozsądkowi i instynktowi przetrwania ryzykuje własnym życiem, by uwiecznić na kliszy fragment historii. Który ignorując kule świszczące nad głową, za wszelką cenę próbuje dostać się do miejsca, z którego dochodzą odgłosy strzelaniny, by zrobić jak najlepsze zdjęcia; jeśli nie są wystarczająco dobre, znaczy to tylko - jak mawiał Robert Capa, legenda fachu korespondenta wojennego - że nie podszedł wystarczająco blisko. To człowiek uzależniony od adrenaliny, jaką wyzwala znalezienie się w centrum historycznych wydarzeń, nieustanne obcowanie z niebezpieczeństwem, zaglądanie śmierci w oczy. Taki człowiek jest mistrzem w swoim fachu, zyskuje podziw i zazdrość kolegów z branży oraz międzynarodową sławę, a jego zdjęcia - uznanie i prestiż na całym świecie. A jaka jest cena za przyglądanie się śmierci z bliska?
