Tytuł: "Pan Darcy nie żyje"
Wydawnictwo: Czwarta Strona, 2015
Ilość stron: 340
Okładka: zintegrowana
Kiedy Magdalena Knedler, moja redakcyjna koleżanka z
Obliczy Kultury, autorka wielu znakomitych felietonów, recenzji i opowiadań,
zapytała mnie, czy zechciałabym przeczytać jej powieściowy debiut i napisać o
nim parę słów, nie wahałam się ani chwili. Zwykle bardzo ostrożnie i ze
zrozumiałym sceptycyzmem podchodzę do literackich debiutów, biorąc poprawkę na
wszelkie możliwe mankamenty i niedociągnięcia nieuchronnie w nich się pojawiające;
oceny utworu wcale nie ułatwia też fakt, że jego autor należy do grona
lubianych i cenionych znajomych - czasem naprawdę trudno jest krytycznie
ustosunkować się do dzieła autora, którego darzymy sympatią. Mnie szczęśliwie
podobne dylematy ominęły, gdyż znając lekkie pióro, świetny styl i znakomity
warsztat Magdaleny Knedler - czyli coś, o czym niejeden debiutant może tylko
pomarzyć - byłam przekonana, że autorka śpiewająco poradzi sobie z wyzwaniem,
jakim jest stworzenie dobrej powieści. Nie byłam jednak przygotowana na to, że
będzie to wykonanie nie tyle śpiewające, co... brawurowe!



