czwartek, 10 października 2013

"Uwięziona królowa"

Autor: Philippa Gregory
Tytuł: "Uwięziona królowa"
Wydawnictwo: Książnica - Grupa Wydawnicza Publicat, 2013
Ilość stron: 405
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Najnowsza książka niezrównanej mistrzyni powieści historycznej Philippy Gregory przenosi nas w czasy Złotego Wieku, do elżbietańskiej Anglii. Nieodrodna córka Henryka VIII od dziesięciu lat zasiada na tronie i z pomocą wiernego lorda kanclerza Williama Cecila umacnia swą władzę. Wszystko wskazuje na to, że dziewicza, niezamężna i bezdzietna królowa taką pozostanie, zaś jej zwlekanie z wyznaczeniem swego następcy i dziedzica korony martwi i niepokoi poddanych. Największe prawa do angielskiego tronu przysługują kuzynce ostatniej Tudorówny, Marii Stuart, potomkini starszej siostry Henryka VIII, królowej Szkotów i wdowie po królu Francji Franciszku II. Tak się jednak składa, że katolickiej władczyni nienawidzi wszechmocny doradca Elżbiety, Cecil, który zrobi wszystko, by Anglia pozostała protestancka i nigdy żaden papista nie zasiadł na jej tronie. Spiskuje i intryguje, byle tylko zdyskredytować Marię w oczach ludu, doprowadzić do jej uwięzienia i śmierci.
Nie jest to zadanie proste, wymaga nie lada talentu dyplomatycznego i dalekowzroczności, ale z pomocą kanclerzowi przychodzi zbieg okoliczności: oto Maria Stuart zostaje przez szkockich lordów zmuszona do ucieczki z własnego kraju i oskarżona o współudział w zabójstwie męża, lorda Darnleya. Szuka schronienia u swej kuzynki Elżbiety i zwraca się do niej o pomoc w odzyskaniu tronu. Cecil postanawia wykorzystać trudne położenie królowej Szkotów i raz na zawsze pozbyć się zagrożenia, jakie wedle jego mniemania - stanowi ona dla Anglii. Za jego poduszczeniem Elżbieta odsyła kuzynkę do zamku Tutbury, jednej z posiadłości lorda George'a Talbota, hrabiego Shrewsbury, oddając Marię pod jego opiekę do czasu rozpatrzenia sprawy. W tym właśnie momencie rozpoczyna się akcja Uwięzionej królowej, zaś długie lata niewoli Marii Stuart i jej losy poznajemy dzięki przeplatającej się narracji trójki głównych bohaterów powieści: samej władczyni Szkotów oraz hrabiny i hrabiego Shrewsbury - George'a i Bess Talbotów, jej gospodarzy i strażników zarazem.

Wprowadzenie trzytorowej narracji to zabieg, dzięki któremu mamy szansę w możliwie najpełniejszy sposób poznać bohaterów, gdyż oglądamy ich nie tylko ich własnymi oczami, ale też z perspektywy innych. Kontrast pomiędzy własnymi wyobrażeniami a opiniami otoczenia stanowi znaczący element w charakterystyce bohaterów i wiele nam mówi o ich osobowościach. Podobną rolę ten typ narracji odgrywa w przedstawieniu bieżących wydarzeń - wgląd czytelnika w położenie królowej Szkotów, jej skomplikowane relacje z kuzynką Elżbietą oraz polityczną sytuację Anglii jest szerszy, bardziej kompletny, wielowymiarowy - i niebywale intrygujący. Właściwie cała fabuła Uwięzionej królowej naszpikowana jest kontrastami i sprzecznościami - kolejnym przykładem jest tragiczna historia trójkąta Maria Stuart - George Talbot - Bess rozgrywająca się na tle dramatycznych wydarzeń, których inicjatorką i ofiarą jednocześnie jest królowa Szkotów. Ich kulminacyjnym momentem jest Rebelia Północy - powstanie, którego celem było uwolnienie Marii, przywrócenie jej na tron szkocki, zagwarantowanie angielskiej sukcesji i zapewnienie wolności wyznania katolikom. Bess, gorąca zwolenniczka protestantki Elżbiety i bliska przyjaciółka jej doradcy Cecila, której majątek powiększył się znacząco między innymi dzięki konfiskatom klasztornego mienia, upatruje w Marii Stuart i jej ewentualnych rządach zagrożenia dla swoich interesów.

Po drugiej stronie stoi dumna władczyni Szkotów, przekonana o własnej supremacji nad starzejącą się kuzynką, uważająca ją za bękarta i heretyczkę i przeświadczona o tym, że jej przeznaczeniem jest nie tylko tron szkocki, ale też angielski. Pomiędzy tymi dwiema kobietami zajmuje miejsce George Talbot - członek królewskiej rady, człowiek stateczny, szlachetny, prawy i honorowy, wewnętrznie rozdarty między poczuciem obowiązku wobec własnej monarchini a współczuciem i uczuciem do pięknej królowej Szkotów. Ambiwalentne relacje między tą trójką skazanych na siebie ludzi stanowią jeden z najmocniejszych i najbardziej intrygujących elementów powieści. Sytuacja, w jakiej się znaleźli jest nie do pozazdroszczenia - bohaterowie uwikłani są w tragiczny konflikt pomiędzy sobą, ale nie tylko. Maria Stuart dobrze wie, że jest więźniem swojej kuzynki, a nie przywykła do bezczynności i zdania się na czyjąś łaskę - pragnie sama kształtować swój los, działać, nie godzi się ze swym losem. Nieustannie spiskuje pod okiem hrabiego narażając go na podejrzenia o zdradę stanu, manipulując jego uczuciami i doprowadzając do finansowej ruiny - nie ma skrupułów, kiedy w grę wchodzi jej życie i przyszłość. Jest zdeterminowana powrócić do Szkocji, do synka i zapewnić mu sukcesję nie tylko tam, ale i w Anglii.

Maria Stuart została przez Philippę Gregory przedstawiona inaczej, niż to bywało do tej pory - zgodnie z najnowszymi odkryciami i ustaleniami biografów, tak różnymi od powszechnej opinii ugruntowanej przez stulecia, która prezentowała ją jako niezbyt mądrą, romantyczną, kierującą się sercem, nie rozumem władczynię, przeciwstawiając te cechy bystrej inteligencji, sprytowi i męskiemu wyrachowaniu Elżbiety. W powieści Maria Stuart jest odważną i zdeterminowaną kobietą - musiała taka być, skoro skutecznie rządziła w kraju tak krnąbrnym jak Szkocja. To kobieta, która jest świadoma własnej wielkości, potrafi wykorzystać swoje największe atuty, jest bezwzględną manipulatorką i intrygantką, która nie cofnie się przed niczym, by dostać to, co jej się należy. Jednocześnie świadomość jej burzliwych losów, tragicznej sytuacji i przyszłości, którą znamy z kart historii nie pozwala oceniać jej zbyt surowo; królowa Szkotów jest wzruszająca w swoim przekonaniu o obowiązku walki o własne dziedzictwo, budzi współczucie i litość, ale sympatii... już nie bardzo. Philippa Gregory napisała, że różnica pomiędzy nią a jej kuzynką polegała na tym, że Elżbieta miała mądrych doradców i więcej szczęścia; trudno nie przyznać jej w pewnym stopniu racji. Moją sympatię i ciepłe myśli skradła inna bohaterka powieści.

Bess Talbot, hrabina Shrewsbury, to jedna z najbardziej fascynujących kobiet swojej epoki, która dzięki własnej determinacji, zapobiegliwości i inteligencji wyrwała się z biedy i wspięła na szczyt drabiny społecznej. Oczywiście w czasach, kiedy kobieta nie mogła posiadać na własność majątku, siła rzeczy dokonała tego dzięki trzem kolejnym mężom, którzy bardzo szybko docenili jej wrodzony talent do interesów, zarządzania i finansów - Bess doprowadzała mężowskie posiadłości do rozkwitu, dziedziczyła je, wnosiła w wianie; jej społeczny awans był wynikiem nie tyle wyrachowania łowczyni posagów, ale sukcesem kobiety interesu, która najlepiej, jak potrafiła wykorzystała daną jej przez los szansę. Małżeństwo z hrabią Shrewsbury było ukoronowaniem jej ambicji - jak wiele innych zostało zawarte z rozsądku, Bess stanowiła bowiem partię nie do pogardzenia. Rozkaz królowej Elżbiety, w myśl którego Talbotowie mieli stać się gospodarzami i strażnikami Marii Stuart, początkowo traktowała jako ogromny zaszczyt - bardzo szybko przekonała się jednak, że to raczej kłopotliwy ciężar, którego nie można się pozbyć. Bess czuje niechęć do królowej Szkotów - nie tylko dlatego, że jest młoda i tak piękna, że przewraca w głowie każdemu mężczyźnie, jaki znajdzie się w pobliżu, nie tylko dlatego, że goszczenie jej powoli doprowadza Talbotów do bankructwa, ale także z obawy, że wraz z jej wstąpieniem na tron Anglii czekałaby ich finansowa ruina. Dlatego też wiernie służy Elżbiecie i szpieguje dla Williama Cecila - co w ostateczności uratowało jej męża przed oskarżeniem o zdradę.

Można by zarzucać Bess, że jest przyziemna i nieczuła stawiając troskę o majątek i ziemie ponad uczucie do męża. Początkowo jej postać budziła we mnie irytację, drażniła jej kupiecka natura, jej bezwzględność wobec królewskiego gościa, ale wkrótce ze zdziwieniem stwierdziłam, że zaczynam ją zwyczajnie lubić, kibicować jej poczynaniom. Bess na wszystko, do czego doszła, zapracowała sama, ukształtowała swój los, zadbała o przyszłość swoich dzieci - trudno więc dziwić się jej niechęci do wydawania fortuny na zachcianki i potrzeby kłopotliwego gościa, trudno potępiać jej nielojalność wobec męża, który, choć jest członkiem królewskiej rady, pozbawiony jest dalekowzroczności i zapobiegliwości, jaka powinna cechować kogoś na jego stanowisku - godny podziwu jest za to jej zmysł polityczny, umiejętność przewidywania i przedsiębiorczość, które ratują życie i majątek przed całkowitą ruiną. Nie sposób nie trzymać strony kobiety, która musi każdego dnia, przez kilkanaście lat, patrzeć, jak jej mąż oddala się od niej i narażając ją na śmieszność, daje się zauroczyć pięknej królowej Szkotów, być świadkiem tego, jak jej nadskakuje, daje się omotać i wciągnąć w sieć jej intryg o mały włos nie przypłacając tego życiem, szafując własnym majątkiem, zaprzepaszczając dziedzictwo ich dzieci i dorobek kilku pokoleń. To rycerskość George'a Talbota, jego prostolinijność, naiwność, ślepa wiara w honor i niczym nieuzasadnione poczucie wyższości względem żony - nuworyszki irytują i drażnią. Można mu współczuć, kiedy Maria Stuart zadaje mu ostateczny cios, kiedy burzy jego idealne wyobrażenie o sobie i niemal doprowadza do jego upadku, ale raczej dominuje wrażenie, że sam sobie na taki los zasłużył. Niezwykle obrazowa scena, która przeszła do historii, a która ukazuje hrabiego Shrewsbury asystującego przy egzekucji Marii Stuart z łzami spływającymi po policzkach, świadczy o wielkim, skomplikowanym, rozwijającym się przez kilkanaście lat uczuciu, jakie żywił do królowej Szkotów, o tragicznym konflikcie sumienia, jakiego stała się ona przyczyną i o spustoszeniach, jakie dokonały się w jego psychice. Moim zdaniem to nie Maria Stuart, ale właśnie George Talbot był największym przegranym spośród bohaterów Uwięzionej królowej. Nie pozostały mu nawet złudzenia, nadwerężył swoje dobre imię, stracił przywileje, majątek, rodzinę. Stał się nikim - a wszystko to zawdzięczał swojej słabości do królowej Szkotów.

Philippa Gregory znów nie zawiodła swoich czytelników - po raz kolejny stworzyła niezwykle barwną, intrygującą, zachwycającą bogactwem szczegółów i wiernością historycznym przekazom opowieść o dramatycznych i burzliwych losach jednej z ikon angielskiej historii. Jak zwykle ukazuje wydarzenia polityczne z kilku różnych perspektyw, przedstawia racje wszystkich zaangażowanych stron, a co więcej - prezentuje różne wersje wydarzeń tych samych postaci, co paradoksalnie nie gmatwa całej sytuacji, ale umożliwia ich pełniejszą ocenę. Dzięki temu wcześniejsze losy królowej Szkotów - śmierć lorda Darnleya, porwanie przez Bothwella, ucieczka z kraju - nie tylko intrygują, ale również umożliwiają wyrobienie sobie własnego zdania o bohaterce. Jak było naprawdę, jakie były motywacje i prawdziwe kulisy czynów - można się tylko domyślać. Gregory wypełnia istniejącą lukę w materiale źródłowym bez sugerowania własnej wersji wydarzeń, a robi to po mistrzowsku i z klasą. Portrety psychologiczne jej bohaterów, głębokie i wnikliwe jak zawsze, zachwycają wielowymiarowością i niejednoznacznością; trzytorowa narracja gwarantuje w miarę pełny i złożony wgląd w skomplikowaną sytuację polityczną oraz relacje między królewskimi kuzynkami, przy czym żaden z bohaterów nie został potraktowany po macoszemu; umiejętność autorki do tworzenia prawdopodobnych i barwnych postaci, z których każda zdaje się żyć własnym życiem, zachwyca intensywnością emocji, wykazuje się zadziwiającą spójnością motywacji i czynów oraz głębią refleksji współgrających z charakterem i osobowością, jest niewiarygodna, choć jakże znamienna! Nawet portret Elżbiety I, konsekwentnie odmalowywany na kartach kolejnych powieści - wystarczy wspomnieć Błazna królowej czy Kochanka dziewicy - uzupełniony tym razem o inne cechy, ukazujący królową po dziesięciu latach panowania, próbującą rozwikłać sprawę swej kuzynki Marii i uporać się z bardziej niebezpieczną od hiszpańskiej armady Rebelią Północy, doskonale wpisuje się w charakterystyczny dla Gregory schemat i jest świadectwem sprostania trudnemu wyzwaniu, jakim była kompleksowa i wieloaspektowa charakterystyka chimerycznej władczyni i rzetelna ocena jej rządów. Mam nadzieję, że Philippa Gregory nie poprzestanie na Uwięzionej królowej i stworzy kolejny cykl powieściowy koncentrujący się na ostatnich latach panowania Tudorówny oraz losach dynastii Stuartów. Póki co - jestem totalnie zauroczona jej prozą i czekam na więcej!

Moja ocena: 5/5



recenzja bierze udział w wyzwaniu Tudorowie w literaturze

za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Książnica :)

44 komentarze:

  1. Chciałabym tak pisać jak Ty:)
    I oczywiście zazdroszczę, że tak świetną lekturę masz już za sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciała pisać jak Karolina:)

      Usuń
    2. Dziewczyny, a mnie się podoba jak Wy piszecie, i co z tym zrobimy? :D

      Usuń
    3. Podpisuję się pod przedmówczyniami ;) A tak na marginesie to powinnaś napisać chyba biografię Philippy :)

      Usuń
  2. Ale się zgrałyśmy z recenzją tej książki! Niemal co do minuty :)
    Nie dziwię się, że powieść Ci się podobała, Gregory trzyma formę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia - niesamowite! Jak my to robimy? :D

      Usuń
    2. Ja nie wiem, ale tych wspólnych punktów mamy niepokojąco dużo :D

      Usuń
  3. Ech...ty to potrafisz wspaniale przelewać na klawiaturę swoje wrażenia po danej lekturze. Jestem po wrażeniem. Co do samej książki wiesz... chyba się na nią skuszę skoro tyle dobrego piszesz na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Elżbietańska Anglia, muszę przeczytać tym bardziej, ze także jestem fanką twórczości Gregory. Może nie aż tak wielką jak Ty, ale bardzo, bardzo lubię jej powieści. Tylko wszystkie książki wydane przez Książnicę mają jedną wadę-są nieporęczne, do damskiej torebki się nie nadadzą, niestety:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anetapzn - za to pięknie prezentują się na półce:)
      W mojej torebce, która jest ogromna jak stodoła i hula w niej wiatr, mieszczą się bez problemu, musisz też sobie taką sprawić :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Musisz kiedyś pokazać na zdjęciu całą kolekcje jej książek! wyobrażam sobie, że wygląda bajecznie!

      Usuń
    3. Ha! Właśnie skończyłam porządkować półki, bo mi się najnowsza Gregory już nie zmieściła :D

      Usuń
  5. Paula - no coś ty, ja to bym chciała wszystkie przemyślenia zmieścić w jakichś rozsądnych granicach - tym razem wyszło mi coś bardziej podobnego do eseju niż recenzji :/ Ale dziękuję:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Esej czy recenzja, w Twoim wydaniu czyta się świetnie:)

      Usuń
    2. I tu też muszę się zgodzić z Paulą:)

      Usuń
  6. Jak dla mnie to o książkach Gregory możesz nawet całe tomy pisać. Ja jeszcze książki nie mam, a pewnie jak przyjdzie, to i tak zostawię ją sobie na zimę - jakoś wtedy mi się najlepiej czyta Gregory. A to już ostatni tom z cyklu tudorowskiego, ciekawe czy autorka napisze coś jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda - nie mam pojęcia, w sumie wypadałoby teraz napisać o następnym królu, czyli Jakubie Stuarcie, synu Marii :D
      Ale ponoć w przygotowaniu jest historia córki Elżbiety Woodville, matki Henryka VIII:)
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. No to słyszałam, pasowałoby w końcu połączyć Wojny Kuzynów i cykl tudorowski:)

      Usuń
  7. Kolejna bardzo pozytywna recenzja oraz najwyższa ocena tej powieści. Muszę przejść się do biblioteki, aby poszukać pierwszej części. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwuch - koniecznie! Jeśli chcesz zacząć od cyklu tudorowskiego, wypożycz sobie "Wieczną księżniczkę":)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Już wiem, że sięgnę po ta książkę :) Zachęcona Twoimi recenzjami książek Phillipy Gregory, przeczytałam już cały cykl tudorowski :) A, ze mi się spodobała, zapragnęłam więcej :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edyta - bardzo się cieszę! Zatem teraz kolej na cykl wojen kuzynów i "Władczynię rzek"!
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  9. mam w domu. nareszcie dorobiłam się książki "dorosłej" Gregory. ciekawe czy przypadnie mi do gustu, tak jak Odmieniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Varia - widzisz, ja jeszcze Odmieńca nie czytałam - zbiera skrajne opinie, a "dorosłe" powieści Gregory właściwie same pozytywne, a to już jakaś wskazówka:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Widzę, że trafiła Ci się kolejna świetna lektura :) Chociaż mając na względzie autorkę - nic dziwnego. Przecież to było do rozkosznego przewidzenia :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Z jednej strony chętnie bym sięgnęła, ale z drugiej patrząc na to, ile mam już książek na półce, zastanawiam się czy na pewno już ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po Twojej recenzji chcę już przeczytać :) Gregory mnie zafascynowała poprzez "Kochanice króla"

    OdpowiedzUsuń
  13. Ty to musisz mieć mega słabość do Gregory :) Ja właśnie zamówiłam w biblio trzecią część cyklu tudorowskiego - "Dwie królowe". Z niecierpliwością wypatruję lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatriz - ooo, już przy trzecim tomie jesteś! Bardzo jestem ciekawa, czy książka przypadnie ci do gustu bardziej, niż poprzednie:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  14. Gdybym miała trochę więcej miejsca na półce na pewno sięgnęłabym po tę książkę. Niestety, na razie nie jest to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Franca - jak ja rozumiem twój ból! Ostatnio nawet zaczęłam upychać swoje książki w biblioteczce córki, ale i tam wolna przestrzeń powoli się kończy i nie mam pojęcia, co będzie dalej...:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  15. Dziś się troszkę bardziej rozpisałaś, ale trudno się dziwić, skoro jesteś taką wielką fanką tej pisarki - temu też trudno się dziwić :) Ja mam niestety duże zaległości jeśli chodzi o jej twórczość, ale obiecuję rzetelnie je nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miqaisonfire - no właśnie, tak jakoś samo wyszło :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  16. Ostatnio łapię się na tym, że wchodzę na Twojego bloga, patrzę na autora książki i zgaduję jaką ocenę dałaś :). I tym razem mi się udało.
    Dzięki Tobie zaczynam przekonywać się do książek historycznych, tą oczywiście dopisuję do listy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mani - w przypadku powieści Gregory zgadywanka chyba nie jest specjalnie trudna :D
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  17. świetna recenzja, bardzo drobiazgowa :) też jestem po lekturze "Uwięzionej....", zgadzam się z Tobą, że książka warta uwagi, zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicja - czytałam twoją recenzję - bardzo się cieszę, że również na tobie powieść Gregory wywarła takie wielkie wrażenie i zachęcam do sięgnięcia po pozostałe książki:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  18. Jakoś do książek Philippy Gregory nie mogę się przekonać...

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam takie książki, a losy Marii Stuart są mi niezwykle bliskie z racji studiów. Z przyjemnością przeczytałabym tę powieść. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. No, wreszcie mogłam przeczytać Twoją recenzję - staram się nie zaglądać na opinie książek, które i tak planuję przeczytać, żeby podświadomie nie czytać pod kątem wskazówek recenzującego. Ale po lekturze i po napisaniu własnej recenzji - zawsze czytam. Wydaje mi się, że jakbym najpierw zapoznała się z Twoim tekstem, to czytając inaczej patrzyłabym na Bess, szukałabym w niej czegoś, co można polubić, a tak - nie zapałałam do niej sympatią wcale, ale to wcale. Bardzo drażniła mnie jej małostkowość i materializm do przesady.
    Piszesz o konsekwentnym ukazywaniu przez Gregory postaci Elżbiety I - też zwróciłam na to uwagę, ale bardzo mi się podobało to, że Philippa nie idzie utartym przez niektórych torem i nie opisuje jej jako wielkiej, wspaniałej i nieomylnej. Tutaj Elżbieta, na tym etapie swojego życia, jest niezwykle zależna od Cecila, robi wszystko, co on jej każe, jakby nie miała własnego zdania. Fajnie się to pokrywa z tym, co pisał Bidwell w "Najcenniejszym klejnocie".

    Ja osobiście wolałabym, żeby Gregory na razie nie wychodziła poza ramy, których się trzyma, poza Marię Szkocką. Na przestrzeni panowania Plantagenetów i Tudorów jest tyle jeszcze kobiet do opisania, tyle wspaniałych postaci do odkrycia (marzy mi się zupełnie osobna powieść o Eleonorze Cobham). I widzę, że chyba autorka też tak się na to zapatruje - w tym roku wydaje książkę o Margaret Pole. U nas jeszcze nie ma "Białej księżniczki", a ja już się nie mogę doczekać kolejnej:):):)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.