wtorek, 6 maja 2014

"Kobiety, które zawładnęły Europą" - recenzja przedpremierowa

Autor: Jean de Cars
Tytuł: "Kobiety, które zawładnęły Europą"
Wydawnictwo: Muza, 21. 05. 2014
Ilość stron: 333
Okładka: miękka

Jakże słaba jest królowa i jak niewiele znaczy, mawiał Victor Hugo i spoglądając na historię Europy trudno w pierwszym odruchu nie przyznać mu racji. Los królewskich małżonek był nie do pozazdroszczenia - ich zasadniczą rolą było obdarzenie władcy następcą tronu ewentualnie gromadą córek, podobnych matkom zakładniczek polityki dynastycznej, które w przyszłości, wydane za mąż za monarchów ościennych państw, byłyby gwarantkami sojuszów zawieranych przez panów tego świata. Większość utytułowanych królowych wykluczano od sprawowania władzy motywując to niedoskonałością intelektualną, moralną i psychiczną właściwą ich płci; pomimo tego, że wiele z nich często było większymi indywidualnościami i silniejszymi osobowościami niż ich królewscy mężowie, nie dane im było wykazać się na polu dyplomacji i polityki. Kobieta, nawet jeśli była królową, musiała być podległa mężczyźnie. Te bardziej ambitne i inteligentne znajdowały w końcu sposób, by móc, jeśli nie sprawować władzę bezpośrednio, to przynajmniej wpływać na decyzje swoich królewskich małżonków. Wychodząc poza narzuconą im, utrwaloną tradycją rolę, postrzegane są dziś nie tylko jako ozdobny dodatek i rozpłodowe klacze panujących monarchów, ale jako silne, nieprzeciętne kobiety, które poprzez własne czyny, inteligencję czy po prostu urok osobisty naznaczyły swoje czasy wykuwając przymierza, knując intrygi lub stawiając im czoła, wszczynając wojny tudzież przynosząc pokój, doprowadzając swój kraj do rozkwitu i potęgi, stając się tym samym symbolem monarchii i obrastając nieśmiertelną legendą.
Autor niniejszej publikacji postanowił opowiedzieć o dwunastu takich władczyniach, począwszy od Katarzyny Medycejskiej po Elżbietę II, które w ciągu ponad pięciu stuleci zapisały się nie tylko na kartach historii, ale też w zbiorowej świadomości. Wiele z nich do dziś wzbudza żywą fascynację stanowiąc zarazem potwierdzenie innego spostrzeżenia Victora Hugo: Kobieta ma wyjątkową władzę, na którą składa się rzeczywista siła i pozorna słabość.

Chronologicznie na pierwszy plan wysuwa się Katarzyna Medycejska, żona francuskiego władcy Henryka II, która została zapamiętana głównie dzięki potwornościom wojen religijnych i rzezi hugenotów w noc świętego Bartłomieja. Wcześnie owdowiała, nigdy nie posiadała jakiejkolwiek oficjalnej władzy i zaistniała tylko dzięki wpływowi, jakie miała na swe utytułowane dzieci: trzech królów Francji i królową Nawarry. Obdarzona nadzwyczajnym zmysłem politycznym potrafiła nie dopuścić do rozpadu królestwa pogrążonego w wojennym chaosie, choć do dziś jej rządy wzbudzają ogromne kontrowersje.
Des Cars opowiada również o Elżbiecie I Tudor, która stawiwszy czoło rodzinnej rywalizacji, religijnym konfliktom i politycznym zawirowaniom skupiła w swym ręku władzę absolutną i wykorzystała ją dla zapewnienia Anglii światowej potęgi. Wspomina o szwedzkiej królowej Krystynie, ostatniej z dynastii Wazów, która zasłynęła jako sawantka i kobieta zdecydowanie wyprzedzająca swoją epokę - jako jedna z niewielu przedstawicielek swojej płci zasłużyła sobie na pochówek w Watykanie. W tym panteonie nie mogło zabraknąć tak wybitnej osobowości, jaką była Maria Teresa Habsburg - nie tylko wielkiej reformatorki Oświecenia, ale i władczyni skutecznie walczącej o jedność i utrzymanie w granicach cesarstwa dwunastu narodów, jak i dominację w Europie oraz cesarzowej Katarzyny II, dzięki której Rosja stała się jedną z największych potęg, politycznych i kulturalnych, na kontynencie.

Autor prezentuje też losy ostatniej królowej Francji, lekkomyślnej i nieprzygotowanej na intrygi Wersalu, równie popularnej, co znienawidzonej Marii Antoniny, której tragiczny los i godność w obliczu śmierci do dziś poruszają zbiorową wyobraźnię oraz królowej Wiktorii ucieleśniającej i symbolizującej brytyjską potęgę; wspomina sylwetkę ostatniej cesarzowej Francuzów, żony Napoleona III, Eugenii, wizytówki swoich czasów, a także legendarną już za życia, tragiczną postać cesarzowej Sisi, która odegrała wielką, a niedocenianą rolę w tworzeniu monarchii austro-węgierskiej. De Cars opowiada o burzliwych losach ostatniej cesarzowej Austrii, Zyty, która po abdykacji męża i sześćdziesięciu latach na wygnaniu, powróciła tryumfalnie do Wiednia, a także o krótkim życiu i tragicznej śmierci Astrid, królowej Belgów, podziwianej za życia i budzącej fascynację po dziś dzień. Publikację kończy prezentacja władczyni, która dwa lata temu obchodziła swój diamentowy jubileusz, uważanej za najlepiej poinformowaną kobietę świata - królowej Elżbiety II - podobnie jak jej wielka poprzedniczka Wiktoria stanowiąca symbol brytyjskiej monarchii.

Bez wątpienia książka Jeana des Carsa jest lekturą intrygującą - właściwie nic w tym dziwnego, skoro opowiada o losach najwybitniejszych, najbardziej wyjątkowych i popularnych kobiecych osobowości, jakie zapisały się na kartach historii. Co prawda nie da się ukryć, że dobór bohaterek jest niezwykle subiektywny, i - jak zwykle w takich przypadkach - mocno dyskusyjny, przynajmniej dla mnie. Zupełnie nie rozumiem decyzji autora o włączeniu do tego panteonu postaci takich, jak królowa Krystyna czy Astrid oraz cesarzowe Eugenia i Zyta - które niczym szczególnym się raczej nie zasłużyły, a już na pewno nie wpłynęły na losy krajów i narodów w takim stopniu, jak pozostałe protagonistki. Nie można zaprzeczyć, że były to postaci barwne, ale raczej zawładnęły nie Europą, jak chce tytuł, lecz ludzkimi sercami i wyobraźnią i tylko w takim kontekście należy je rozpatrywać. W każdym razie stawianie ich w jednym szeregu z Elżbietą I, Katarzyną Medycejską czy Marią Teresą jest co najmniej dziwne i bezzasadne.

Rzeczą zrozumiałą jest, że nieco ponad trzystu stronicowa publikacja nie wyczerpuje tematu (niestety, nie posiada również bibliografii, co jest rzeczą karygodną w przypadku tego rodzaju książki), niemniej jednak jej opracowanie świadczy o bardzo dobrym przygotowaniu merytorycznym autora (opiera się on nie tylko na bliżej niesprecyzowanych źródłach historycznych, ale czerpie wiedzę z pierwszej ręki - na przykład sylwetkę cesarzowej Zyty kreśli w oparciu o wywiad, jaki miał okazję z nią przeprowadzić na kilka lat przed jej śmiercią); na kilkunastu stronicach poświęconych każdej bohaterce potrafił ująć najbardziej istotne i ciekawe fakty biograficzne, a także wpleść w nie zapadające w pamięć anegdoty i opinie współczesnych znacząco wzbogacające lekturę. Proza de Carsa jest idealnie wyważona - nie trzyma się on kurczowo tematu, ale też zbytnio od niego nie odbiega, pozwala sobie na swobodne dywagacje, ale tylko te, które wnoszą coś ważnego do lektury i pozwalają lepiej zrozumieć ówczesne realia czy warunki, jakie ukształtowały charaktery bohaterek i wpłynęły na ich losy. Dzięki temu portrety bohaterek są wyraźnie bogatsze i pełniejsze, a to z kolei przekłada się na lepsze ich zrozumienie.

Sporą zaletą publikacji jest swobodny, gawędziarski styl znacząco uprzyjemniający czytanie - lekkie pióro autora sprawia, że czytelnikowi obce będzie uczucie przesytu, jakże częste w przypadku podobnej lektury cechującej się natłokiem faktów, nazwisk i dat. Prawdziwą gratkę stanowi natomiast to, że autor przedstawia nieznane dotąd, a często zaskakujące fakty historyczne i rozwiewa dotychczasowe, wciąż pokutujące mity na temat konkretnej postaci. 
Bez wahania mogę uznać, że Kobiety, które zawładnęły Europą to nie tylko przystępnie, wręcz atrakcyjnie podany zbiór informacji w pewnym stopniu wzbogacający wiedzę czytelnika, ale przede wszystkim wspaniała inspiracja i zachęta do dalszego zgłębiania tematu oraz pasjonująca, tętniąca życiem opowieść o niezwykłych kobietach, które miały dość inteligencji, ambicji, determinacji, odwagi i siły, by wyłamać się z obowiązującego schematu i odcisnąć swoje piętno na dziejach swych krajów, nadawać bieg wydarzeniom i kształtować losy narodów zapisując się tym samym w ludzkiej świadomości i wyobraźni.

Moja ocena: 4/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/221966/kobiety-ktore-zawladnely-europa/opinia/18554355#opinia18554355 


za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza :)


recenzja bierze udział w wyzwaniu czytamy książki historyczne
 

31 komentarzy:

  1. W Twoich słowach prezentuje się ta książka autentycznie intrygująco, więc jestem pewna, że kiedyś się z nią zapoznam. Przepadam za tego typu powieściami o kobietach, które coś zrobiły (np Atomowe dziewczyny też mi się podobały). A wczoraj właśnie oglądałam również program o wybitnych kobietach starożytnego Egiptu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, "Atomowe dziewczyny" muszę odebrać od koleżanki, też mnie ta książka mocno intryguje, ciekawe, czy przypadnie mi do gustu:)

      Usuń
  2. Podejrzewam, że w wyborze swoich bohaterek autor kierował się raczej własnymi upodobaniami, bo gdzie tam cesarzowej Zycie do Katarzyny II. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej tak - a przyznam szczerze, że o niektórych chyba nawet nie słyszałam :S

      Usuń
  3. Autor zapewne wybrał te najbardziej popularne, a może i najbardziej przez siebie lubiane, kobiety. Tytuł dorzucam do tych, które chce kupić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widać, że ta książka jest dość ciekawa. Autor wybrał bardzo ciekawy temat :) Podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie zastanawiają okładki powieści/książek historycznych i to bez względu na wydawnictwo. Dlaczego na nich są zawsze kobiety z obciętą twarzą? ;-) Natomiast co do samej książki, to chętnie bym przeczytała. Z Muzy generalnie wychodzą dobre pozycję, więc ufam temu wydawnictwu. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam teorię! :) W każdej epoce kobiety miały trochę inną urodę, inne były kanony piękna, inne cechy charakterystyczne. Daleko sięgać nie trzeba - zauważ, jak bardzo największe aktorki lat 30-ych i 40-ych różniły się od współczesnych. Wydaje mi się, że ten specyficzny zabieg grafików ma sens - może modelki mają zbyt współczesną urodę, nie pasującą do naszych wyobrażeń i kobietach renesansowych? Mnie osobiście drażni, gdy na okładce książki, której akcja toczy się w szesnastym wieku pojawia się typowo współczesna dziewczyna. Porównywalne rozdrażnienie prezentowałam oglądając Annę Boleyn w serialu "The Tudors" - aktorka piękna, ale zupełnie niepasująca do epoki.

      Usuń
    2. Aniu, chyba masz rację! W tych współczesnych serialach historycznych to właśnie mnie drażni! A któryś to nawet przestałam oglądać właśnie z tego powodu. Moim zdaniem idealną urodę w kontekście epoki miała aktorka grająca lady Marion w serialu o Robin Hoodzie z 1986 roku - szczupła, z małym biustem, bez tego paskudnego makijażu, jaki teraz pojawia się dosłownie wszędzie. Od razu było łatwiej wczuć się w realia:)

      Usuń
    3. O tak, ona była idealna! Czasami trafia się taka perełka - ostatnio zachwycałam się Ofelią w ekranizacji "Hamleta" z Davidem Tennantem. Ale to naprawdę rzadkość...

      Usuń
  6. Ta książka szalenie mnie intryguje, chętnie poczytałabym o takich silnych kobiecych osobowościach. A skoro w dodatku autor ma lekkie pióro to biorę w ciemno :-) No, nie tak zupełnie w ciemno, bo przecież Twoja recenzja zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, ta pozycja mogłaby mi się spodobać. Widzę, że autor przedstawił sporo sylwetek królowych- czytałam już o Katarzynie Medycejskiej i Elżbiecie I, a resztę też z chęcią bym w ten sposób poznała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam przekonania do tej książki, a to dziwne, ponieważ od zawsze lubię ten typ literatury :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Rewelacyjna okładka! :) Z chęcią przeczytam tę książkę, jak tylko wpadnie mi w ręce. Ciekawe czy dostanę ją w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłam ciekawa tej pozycji ale widzę że bohaterkami- w większości- są najbardziej znane władczynie. Zresztą do niektórych rzeczywiscie trudno dopasować tytuł książki.
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz doskonale, że ta książka niesamowicie mnie interesuje :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem czy wiesz, ale dzięki Tobie czytam książki, które dawniej ochrzciłabym jako "zalatujące historią" i wywaliła z pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że udało mi się zainspirować Cię do sięgania po historyczną tematykę:)

      Usuń
  13. Nie przepadam za tego typu lekturą, chociaż nie powiem staram się sięgać ostatnio również po historię.
    Jak będę miała okazję to sięgnę, bo zainteresowałaś mnie strasznie tą historią.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pewnie takie książki są potrzebne, bo - jak piszesz - mogą one inspirować do dalszej lektury, ale ja zraziłam się już do pozycji typu "all in one". Nie lubię takich zestawień i omawiania tematów po łebkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie miałam wrażenia, że poszczególne sylwetki są omawiane pobieżnie, a jestem dość wymagająca, jeśli chodzi o powierzchowne prezentowanie bohaterów.

      Usuń
  15. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać i nie będę ukrywać, że ciekawią mnie właśnie te postaci, co do których sensu umieszczenia ich w publikacji masz wątpliwości. A to z tego względu, że moja wiedza o nich jest znikoma.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak tylko zobaczyłam tytuł to już mi się spodobała, a po Twojej recenzji jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Widzę, że literatura stawia ostatnio na kobiety prawda? To już któraś z kolei książka, która w tytule ma "kobiety". Podoba mi się to:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również, i to bardzo! Inna rzecz, że ja zwykle wyszukuję takie książki, więc nie wiem, czy to jakaś najnowsza tendencja na rynku wydawniczym, choć mam nadzieję, że tak:)

      Usuń
  18. Lubię gawędziarski styl w książkach, bądź co bądź, historycznych, a " rozpłodowe klacze panujących monarchów" powaliły mnie na łopatki. W tej książce moją uwagę przykuwa też okładka - jest ujmująca, nie ma co. Sama chętnie bym poczytała o tych wszystkich kobietach - można się nieco podbudować moralnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zainteresowałaś mnie tą książka, co prawda kiedyś nie pociągały mnie biografie czy też książki historyczne, ale ostatnio to się zmienia :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeczytałam tylko ostatni akapit, gdyż książka jest w drodze do mnie i nie chce psuć sobie przyjemności czytania, a także się sugerować Twoim zdaniem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale nasz wydawca nie podał w stopce tytułu oryginalnego. A ja nie znalazłam w bibliografii autora (widziałaś, co on napisał? - ślinka cieknie!!) żadnej książki, która by miała takie same miano. Owszem, jest "La saga des Reines" sprzed kilku lat i to jest zapewne właśnie ta książka, ale jak widzisz, tytuł zdecydowanie bardziej odpowiada temu, co jest wewnątrz. I wówczas już postaci Zyty, Eugenii czy Astrid tak nie rażą. Ja bym osobiście usunęła Katarzynę Medycejską czy Elżbietę I na rzecz kilku jeszcze mniej znanych królowych.
    Książka bardzo przydatna, jeśli chodzi o mnie, bo już mi się marzy cykl artykułów o królowych :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, kiedy dodawałam recenzję na portalu :D
      Mój ranking też by pewnie wyglądał nieco inaczej - mam kilka swoich ulubionych monarchiń, a kiedy pomyślę, ile jeszcze przede mną, to w głowie mi się kręci:)
      Mam nadzieję, że pokusisz się o ten cykl artykułów, masz we mnie wierną czytelniczkę!

      Usuń
    2. Od wieków chodzą za mną głównie nasze polskie monarchinie. Teraz mam więcej czasu, bo sobie trochę wolnego zrobiłam, więc kto wie... jak nadrobię wszystkie zaległości... :)

      Usuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.