wtorek, 21 lutego 2017

"Ród wyklętych"

Autor: Maggie Moon
Tytuł: "Ród wyklętych"
Cykl: "Zara Dormer", t. II
Wydawnictwo: Novae Res, 2016
Ilość stron: 381
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Minęło sporo czasu od lektury Posiadłości - debiutanckiej powieści autorstwa Maggie Moon, nim sięgnęłam po jej kontynuację, Ród wyklętych. Moje obawy dotyczące tego, czy pomimo przerwy między lekturą obu tomów uda mi się ponownie wczuć w niesamowity klimat powieści, zorientować na powrót w fabule i przypomnieć poszczególne wątki bez zaglądania do poprzedniej części, okazały się bezpodstawne. Już pierwsze zdania Rodu wyklętych potwierdzają talent autorki do operowania słowem, budowania napięcia i tworzenia nastroju budzącego skojarzenia z twórczością Edgara Allana Poe, zaś konstrukcja fabuły, która unikając nużących streszczeń przebiegu wydarzeń z Posiadłości,  nienachalnie przypomina losy najważniejszych bohaterów, pozwala czytelnikowi płynnie i bez zgrzytów przejść do wydarzeń opisanych w bieżącym tomie.


A dzieje się całkiem sporo. Zara Dormer, utalentowana studentka malarstwa na Wyższej Akademii Sztuki, powoli dochodzi do siebie po koszmarnych przeżyciach w posiadłości Debrettów w Charlottshire. Na traumę sprzed kilku lat, związaną z tragiczną, niewyjaśnioną śmiercią młodszej siostry, nakładają się dramatyczne wydarzenia, których źródłem był Vincent Debrett i upiorna tajemnica jego rodu, jak i zagęszczająca się atmosfera wokół dziewczyny: Zara ma wrażenie, że jest śledzona i że grozi jej niebezpieczeństwo. Kiedy w pokoju siostry znajduje serię niepokojących rysunków, zaczyna domyślać się, kto może być sprawcą zbrodni; historia jej prześladowców nabiera nowego wymiaru, kiedy pod opiekę zakochanego w Zarze Franka trafia nieoczekiwanie uciekinierka z Posiadłości, a zarazem członkini owianego złą sławą rodu. Wydaje się, że konfrontacja dziewczyny z pałającym żądzą zemsty bratem Vincenta Debretta jest nieunikniona, a jej wynik  z góry przesądzony.

Ród wyklętych okazał się godną kontynuacją Posiadłości. Autorka świetnie poradziła sobie z rozplanowaniem fabuły na dwa tomy: dyskretnie pobudza ciekawość i należycie stopniuje napięcie, wydzielając czytelnikowi informacje, drażniąc go niedopowiedzeniami, kolejnymi zagadkami i sekretami rodu Debrettów, by wreszcie ostatecznie wyjaśnić wszelkie niedomówienia, nagradzając wytrwałość i zaspokajając ciekawość odbiorcy. Można mieć wrażenie, że autorka, w swojej chęci rozwiania jakichkolwiek wątpliwości i wyklarowania niejasności związanych z Debrettami posuwa się cokolwiek za daleko, nie pozostawiając czytelnikowi żadnego pola manewru dla własnych domysłów czy interpretacji, co w jakimś stopniu odziera fabułę z nimbu tajemnicy i niesamowitości; z drugiej jednak strony, dzięki wyjaśnieniu natury choroby nękającej kolejne pokolenia członków rodu, mroczny, pełen grozy klimat zyskuje nowy, bardziej realistyczny wymiar. I w ostatecznym rozrachunku fabuła na tym zyskuje.

Maggie Moon doskonale zapanowała nad swoją historią. Dominuje poczucie, że dokładnie zrealizowała pierwotny zamysł i nic nie wymknęło się jej spod kontroli. Zwraca uwagę idealne wyważenie proporcji: mroczne sekrety, fatalne dziedzictwo, upiorny proceder, gotycka otoczka, wiktoriańskie rekwizyty – natężenie niesamowitości i grozy mogłoby budzić przesyt, gdyby nie mocne osadzenie fabuły we współczesności; Debrettowie, mimo staroświeckiego trybu życia i kultywowania rodzinnych tradycji są doskonale przystosowani do życia we współczesnym świecie i potrafią wykorzystać potęgę i wpływy rodu do kształtowania rzeczywistości według własnych potrzeb. Niejakie zastrzeżenia może budzić przejście do porządku dziennego nad faktem zbyt łatwego tuszowania przez Debrettów ich procederu, zwłaszcza, że ma się wrażenie, że mimo wszystko działali oni dość ostentacyjnie i beztrosko na przestrzeni wieków.

Także na wskroś współczesny, prozaiczny wątek Zary, studentki malarstwa, która przypadkiem staje na drodze potężnym Debrettom i odkrywa ich ponury sekret, znakomicie równoważy dawkę niesamowitości.  Trauma po śmierci siostry, emocjonalne komplikacje związane z Frankiem, ekscytacja wynikająca z organizacji jej pierwszej wystawy – zwyczajny świat, w który niepostrzeżenie wkrada się groza i niebezpieczeństwo to motyw, który wywołuje dreszczyk emocji i – o dziwo – nie trąci banałem. Jedynym zgrzytem w wątku Zary jest niepotrzebne powiązanie kwestii zamordowanej siostry ze sprawą Debrettów – zbyt duży jest to zbieg okoliczności, by wydawał się wiarygodny.


Fabuła Rodu wyklętych jest dość przewidywalna; czytelnik wyczuwa, że prędzej czy później dojdzie do konfrontacji bohaterki z jej prześladowcą i jaki będzie jej wynik, jednak nie przeszkadza to w śledzeniu toku akcji z zainteresowaniem – zwłaszcza, że krok po kroku wyjaśnia się tajemnica rodu. Największymi atutami powieści jest niesamowity, sugestywny, działający na wyobraźnię klimat, no i sam pomysł na fabułę, gdzie wymyślny, osobliwy proceder jest jednym z przejawów zła drzemiącego w ludzkiej duszy. Spodobało mi się to, że autorka „zeszła głębiej”, nie poprzestając na kryminalnej otoczce i gotyckich rekwizytach, przydała fabule dramatyzmu i fatalizmu, budząc delikatne skojarzenia  z Zagładą domu Usherów Edgara Allana Poe. Jeśli macie ochotę na mroczną, ekscytującą, niebanalną a jednocześnie lekką lekturę, powieść Maggie Moon będzie doskonałym wyborem. 

Moja ocena: 4/5

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu oraz Autorce :)

7 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze wspominam "Posiadłość" i cieszę się, że ukazała się jej kontynuacja, w dodatku utrzymująca niezły poziom :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie klimaty ^^ będę się za nią rozglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba ominęła mnie pierwsza część, bo nawet średnio kojarzę tytuł i nazwisko autorki, ale na pewno nadrobię. A przynajmniej postaram się, bo z Twojej recenzji wynika, że kontynuacja jest historią, która może mi się podobać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba muszę jednak zacząć od "Posiadłości", by czerpać prawdziwą satysfakcję z lektury tej opowieści. Póki co, dopisuję obie książki na listę "must have". ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż, nie znam poerwszej części, w ogóle jestem strasznie w tyle z nowościami, ale okładka do tego tomu przyciągnęła moją uwagę. Aż szok, że ten tytuł wydało NR xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa mieszanka thrillera i sensacji, oprawiona w wiktoriańskie arystokratyczne akcenty i wzbogacona romantyczną nutką. Przyjemnie wspominam tę czytelniczą przygodę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.