piątek, 28 października 2016

"Paradoks marionetki. Sprawa Klary B."

Autor: Anna Karnicka
Tytuł: "Paradoks marionetki. Sprawa Klary B."
Wydawnictwo: Genius Creations, 2016
Ilość stron: 255
Okładka: miękka

W teatrze lalek marionetka poruszana jest przez animatora za pomocą nitek zawieszonych na krzyżaku. Bezwolna, nie mająca na nic wpływu, pozostająca pod całkowitym wpływem marionetkarza, odgrywająca w przedstawieniu narzuconą jej rolę - nic dziwnego, że zarówno marionetka, jak i wprawiający ją w ruch lalkarz, prócz znaczenia dosłownego, dorobili się również metafory. W ciekawym kontekście z podwójnym znaczeniem tych słów czytelnik styka się na kartach powieści Anny Karnickiej Paradoks marionetki. Sprawa Klary B.

19-letni Martin Lubovic marzy o zostaniu lalkarzem. Od dzieciństwa fascynuje go teatr marionetek i to z nim łączy swą przyszłość. Kiedy dostaje zaproszenie na egzamin wstępny do elitarnej Praskiej Szkoły Lalkarzy, wydaje mu się, że chwycił Pana Boga za nogi. Aby spełnić wymogi stawiane kandydatom, musi zdobyć własną marionetkę, co jest kosztownym wydatkiem. 


Kiedy w poszukiwaniu pracy trafia do sklepu z antykami, nie przypuszcza nawet, że będzie to początek mrocznej, niebezpiecznej przygody, że dzięki temu zacznie odkrywać drugie, niepokojące oblicze Pragi skryte pod podszewką dobrze znanej, swojskiej rzeczywistości. Rekrutacja do szkoły dziwnym trafem zbiega się w czasie z tragiczną śmiercią przyjaciółki Martina, Klary, która była przeciwna jego planom, a wkrótce okazuje się, że chłopak i do sklepu nie trafił przypadkiem. A to dopiero początek serii dziwnych zdarzeń, w których centrum nieoczekiwanie znajdzie się dziewiętnastolatek.

Paradoks marionetki to całkiem przyzwoita, choć niepozbawiona pewnych mankamentów propozycja czytelnicza skierowana do młodszego odbiorcy. Mamy tu więc grupę nastoletnich bohaterów należących do dwóch różnych światów – i to dosłownie, gdyż oprócz swojskiej, dobrze znanej rzeczywistości, jest i alternatywna – baśniowa, przerażająca i tajemnicza. Bohaterowie, na czele z Martinem, poruszają się dość swobodnie po obrzeżach obu światów, rozwiązując kryminalną zagadkę, a jednocześnie wikłając się w sprawę dużo bardziej mroczną i niebezpieczną, o niespotykanym zasięgu; sprawę, której źródłem jest Praska Szkoła Lalkarzy, mająca zupełnie inny cel, niż kształcenie przyszłych marionetkarzy.

Na fabułę powieści składają się dwa wątki – poszukiwania mordercy Klary i rekrutacja do prestiżowej szkoły lalkarzy. Wątek kryminalny nie jest niestety zbyt finezyjny i wyrafinowany, wręcz przeciwnie. Cechuje go niezwykła prostota, próżno doszukiwać się trzymających w napięciu zwrotów akcji, jego konstrukcja ogranicza się do dość topornego i przewidywalnego marszu z punktu a do punktu b. Podrzucane przez autorkę tropy i wskazówki są zbyt oczywiste, tożsamość mordercy i jego motyw stają się dla czytelnika jasne na długo, zanim pozna je bohater. Przełomy w śledztwie prowadzonym przez Martina są zazwyczaj przypadkowe, nie wymagające ani od niego, ani od czytelnika specjalnej umysłowej gimnastyki. Kryminalna zagadka nie intryguje, nie przykuwa uwagi, nie wciąga, zbyt wiele elementów jest niedopracowanych, by śledzenie jej dawało satysfakcję.

Nieco lepiej wygląda sprawa drugiego wątku. Bardzo spodobał mi się pomysł autorki związany z rekrutacją do Praskiej Szkoły Lalkarzy, która okazuje się być czymś zupełnie innym, w ogóle sam motyw marionetek i Manipulatorów. Zasady rekrutacji, reguły rządzące uczelnią, związane z nią tajemnice, to, jak wraz z rozwojem fabuły bohater dowiaduje się, na co właściwie się zdecydował oraz jakie mogą być tego konsekwencje – w wątku tym zdecydowanie drzemie spory potencjał, który – mam nadzieję – autorka należycie wykorzysta w kolejnych tomach. Wiele kwestii z nim związanych zostało zasugerowanych czy zasygnalizowanych, cieszy fakt, że Karnicka nie wyłożyła wszystkich kart na stół i z pewnością czymś czytelnika jeszcze zaskoczy.

Uniwersum wykreowane przez młodą autorkę bardzo mocno przypomina gaimanowski Londyn Pod – alternatywną rzeczywistość brytyjskiej stolicy, tyle że mroczną, groźną, tajemniczą, zaludnianą przez przerażające, niebezpieczne istoty - w Paradoksie marionetki mamy natomiast do czynienia z Pragą. Most Karola, Złota Uliczka, Klementinum i inne znane lokalizacje, w których istnieją magiczne przejścia do drugiego wymiaru – świata baśni i miejskich legend – oraz ich związek z Praską Szkołą Lalkarzy – to coś, co niesamowicie intryguje. Pojawiające się i znikające lokalizacje, sekretne miejsca, zwyczajnie wyglądające portale do alternatywnej rzeczywistości całkiem nieźle się bronią, natomiast mam wrażenie, że autorce zabrakło pomysłu na wykreowanie tego drugiego świata, dość banalnego i pretensjonalnego – pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych częściach serii Anna Karnicka bardziej dopracuje te elementy.
Wyraźne nawiązania do Londynu Neila Gaimana zobowiązują – czytelnik nieustannie porównuje magiczne realia Brytyjczyka do tych wykreowanych przez polską autorkę. Klimat w jej powieści jest dość umowny – raczej wierzymy Karnickiej na słowo, niż czujemy jego magię, gdyż opisy nie są tak sugestywne i plastyczne, jak można by sobie życzyć.

Bohaterowie również pozostawiają nieco do życzenia. Protagonista jest mało charakterystyczny, niezbyt wyrazisty; nie budzi większych emocji, trudno się z nim identyfikować. Spiritus movens całej fabuły jest barwna, energiczna Canelle, rezolutna wielbicielka kryminałów z wątkiem kulinarnym. Zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych bohaterów, raczej zlewających się w całość i nie zapadających w pamięć; to jej działania najczęściej popychają akcję do przodu. Istnieje jednak realna szansa na pogłębienie charakterystyki bohaterów w następnych częściach cyklu.


Żeby nie zostać posądzoną o malkontenctwo -  dzięki dynamicznej, pozbawionej dłużyzn akcji i lekkiemu stylowi powieść czyta się szybko. Nie sposób nudzić się przy lekturze, choć prostota niektórych rozwiązań fabularnych rozczarowuje. Pojawiło się mnóstwo ciekawych pomysłów, które – mam nadzieję – autorka przekuje w kolejnych tomach serii w coś naprawdę intrygującego, gdyż są ku temu przesłanki. Paradoks marionetki to obiecujące, choć niepozbawione  wad – warsztatowych, fabularnych – połączenie urban fantasy i YA, oferujące przyjemnie lekką rozrywkę, chwilowe oderwanie od rzeczywistości. To mimo wszystko godna uwagi, ciekawa propozycja na dwa – trzy wieczory.

Moja ocena: 3/5



za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Genius Creations ;)

2 komentarze:

  1. Nie czytałam książek Gaimana, dlatego opis fabuły tej powieści skojarzył mi się trochę z historiami Zafona. Magia, tajemnice, nastoletni bohaterowie. Niestety widzę, że to nie ten poziom, chociaż nie skreślam utworu Karnickiej. A nuż nabiorę kiedyś ochoty na taką wycieczkę po Pradze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie niestety wspomniane przez Ciebie mankamenty raczej skreślają tę książkę, ale widzę, że nazwisko autorki warto mieć na uwadze, bo pomysł interesujący, może kolejne książki będą bardziej obiecujące :)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.