wtorek, 31 maja 2016

"Złodziej z mgły"

Autor: Lavinia Petti
Tytuł: "Złodziej z mgły"
Wydawnictwo: Filia, 2016
Ilość stron: 471
Okładka: miękka

Dziś będzie krótko, bo zwyczajnie czuję zniechęcenie na samą myśl, że jednak wypada napisać parę słów na temat mojej ostatniej lektury, a tak się niefortunnie złożyło, że dawno nie czytałam tak beznadziejnie słabej książki. Emil Cioran był zdania, że "książka powinna w duszy czytelnika wywoływać obrażenia". Twór Lavinii Petti właśnie to robi z odbiorcą - i, wbrew intencjom rumuńskiego pisarza i filozofa, nie jest to komplement. Złodziej z mgły to bzdurna, chaotycznie pomyślana, koślawo skonstruowana, źle napisana książka, naszpikowana motywami rodem z Zafona, Gaimana, Carrolla, a nawet - o zgrozo! - z Bułhakowa, ale przetworzonymi tak żałośnie nieumiejętnie, potraktowanymi tak powierzchownie, banalnie i wtórnie, że każdy, kto zna, lubi i ceni prozę wyżej wymienionych klasyków, powinien zazgrzytać ze złości zębami - podobnie jak ja na samo wspomnienie debiutanckiej powieści niespełna 30-letniej Neapolitanki.


 Złodziej z mgły opowiada historię starzejącego się pisarza, Antonia Marii Fonte, roztargnionego dziwaka i samotnika, niemal całkowicie oderwanego od rzeczywistości, którego jedyną towarzyszką jest kotka, a wyłącznym łącznikiem ze światem zewnętrznym - agent literacki. Pewnego dnia, w stosie korespondencji od wielbicieli, Antonio znajduje list sprzed piętnastu lat; jego nadawcą jest... on sam, adresatką - nieznana mu kobieta o imieniu Geneve, którą - jak wynika z listu - niegdyś kochał i utracił. Próbując rozwikłać zagadkę tajemniczego listu, pisarz trafia do równoległego świata zwanego Tirnail - Królestwa Rzeczy Utraconych, gdzie będzie musiał podjąć poszukiwania własnej tożsamości, wspomnień i przeszłości, skrywającej pewien sekret, kładący się cieniem na jego życiu.

Zarys fabuły brzmi intrygująco, nie przeczę, w koncu to właśnie on, w połączeniu z nawiązaniami do prozy Zafona, Gaimana czy Carrolla przekonał mnie do lektury, ale uwierzcie mi, że to wszystko, co można dobrego powiedzieć o literackim debiucie Lavinii Petti.
Próżno w Złodzieju z mgły doszukiwać się głębszych powiązań z prozą pisarzy, którymi inspirowała się włoska autorka. Cechy charakterystyczne dla ich twórczości - oniryzm, absurd, groteska, groza, baśniowość, tajemniczość, nostalgia, bogata symbolika i metaforyka, kluczowe motywy: poszukiwanie własnej tożsamości, próby rozliczenia się z przeszłością i odzyskania utraconych wspomnień, nierozwikłane tajemnice kładące się cieniem na życiu bohaterów - Lavinia Petti wykorzystała bez odrobiny finezji, subtelności i polotu, ordynarnie i bez większych ceregieli przenosząc je na grunt swojej powieści. Odniesienia i aluzje do prozy wyżej wymienionych pisarzy - czy to w kwestii konstrukcji fabuły, rozwiązań fabularnych, kreacji postaci bohaterów, tematyki i motywów przewodnich, czy też budowania klimatu lub wreszcie przesłania - są tak oczywiste, bezmyślnie wtórne, nawiązujące w swojej najbardziej podstawowej warstwie, że zamiast stanowić wyzwanie dla czytelnika i zapewniać intelektualną rozrywkę polegającą na rozszyfrowaniu ukrytych znaczeń i związków z literackimi źródłami inspiracji, zwyczajnie irytują i rozczarowują swoją dosłownością i powierzchownością. 

Co gorsza, zostały one wplecione w kompletnie nieprzemyślaną, nieskładną, chaotyczną fabułę, najeżoną nielogicznościami i okraszoną dziwacznymi, wydumanymi, pseudofilozoficznymi przemyśleniami autorki, co w zestawieniu z oryginalnością, głębią i fabularnym bogactwem twórczości literatów, na której Włoszka próbuje się wzorować, wypada nad wyraz żałośnie. Wymieszanie motywów, fabularny chaos i brak logiki, drewniani, nieautentyczni bohaterowie, dialogi jak ze szkolnego wypracowania, pseudomądrości pisane ze śmiertelną powagą emo gimnazjalistki, za grosz oryginalności i wrażenie, że sama autorka kompletnie nie panuje nad fabułą, gubiąc się w jej zawiłościach, a przede wszystkim - koszmarny warsztat i styl egzaltowanej nastolatki, uczyniły lekturę nużącą, męczącą i skrajnie irytującą. 

Lavinia Petti porwała się z motyką na słońce; każdy aspekt jej literackiego debiutu woła o pomstę do nieba: autorka (jeszcze) nie potrafi wymyślić spójnej, zajmującej historii, nie wie, co tak naprawdę chce przekazać swoim czytelnikom, miota się, próbując dorównać swoim  literackim ideałom, co zaowocowało książką wyjątkowo nieautentyczną, niestrawną i niedojrzałą. Jej lektura okazała się zwyczajną stratą czasu, nie polecam, wręcz odradzam. Czas potrzebny na przebrnięcie przez niemal pięćset stron tego tworu można spożytkować znacznie, znacznie lepiej.

Moja ocena: 1/5


recenzja napisana dla portalu DużeKa :)

24 komentarze:

  1. Widzę, że autorka nie tylko nie umie pisać, ale i streszczać się nie potrafi, bo 500 stron to bardzo dużo. Nigdy nie zrozumiem, po co przekładać takie książki na polski. Lepsze książki zostają pominięte, a przekłada się takie coś :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. I na tych 500 stronach autorka gubi się niemiłosiernie, gdzie był redaktor, ja się pytam -_-

      Usuń
  2. O raju... nigdy w życiu. A szkoda, bo już mi się w tytułu nawet podobała ta książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie właśnie skusiło kilka czynników: tytuł, okładka w klimacie nawiązująca do powieści Zafona, opis wydawcy... A tu taka kicha.

      Usuń
  3. Właśnie wylałaś mi na głowę kubeł zimnej, a nawet lodowatej wody. Byłam o krok od kupienia tej książki na TK w Warszawie. Dobrze, że się nie zdecydowałam Szkoda niewykorzystanego potencjału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako miłośniczka Zafona byłabyś pewnie bardziej rozczarowana niż ja. Zwykle staram się znaleźć jakieś plusy, zwłaszcza, kiedy mam do czynienia z debiutem, no ale w tym przypadku sprawa mnie przerosła.

      Usuń
    2. U mnie podobnie. Przed zakupem tej książki uratowało mnie tylko to, że zabrakło mi gotówki, a nie można było płacić kartą. A zapowiadało się tak ciekawie...

      Usuń
  4. Bezczelnie skorzystam z Twojego czasu poświęconego na lekturę. Tobie on uciekł, a ja dzięki temu zyskałam bezcenne godziny na jakąś pożyteczniejszą lekturę. Bo przyznać muszę, że "Złodziej z mgły" już czekał w kolejce do czytania, a teraz z tej kolejki z hukiem wyleciał. Jetem Ci więc bardzo wdzięczna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś wymagającą i oczytaną czytelniczką, moim zdaniem ta lektura i jej niedoróbki tylko by Cię zirytowały. :)

      Usuń
  5. Aż się zaczęłam zastanawiać nad swoją grafomańską naturą haha ;) Książka mi się podobała, o zgrozo :) Autorka co prawda nie potrafi tworzyć i utrzymywać napięcia, ale naprawdę spodobał mi się język i styl, oraz sam pomysł na fabułę. Faktem jest, że nie mogę odnieść fabularnych rozwiązań do klasyków. Szczera opinia, a to najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, widocznie znalazłaś w książce coś, czego ja nie potrafiłam się dopatrzyć, tyle ;)

      Usuń
  6. Wielka szkoda, że książka tak Cię rozczarowała, bo fabuła faktycznie brzmi intrygująco. Powieść wydaje się klimatyczna, a tu taki zonk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje się klimatyczna, bo bazuje na naszych skojarzeniach z Zafonem czy Gaimanem chociażby. Autorka próbowała stworzyć coś w ich stylu i zupełnie jej nie wyszło.

      Usuń
  7. Auć, aż mnie za bolało. Naprawdę aż żal tracić czas na książki, które są tak wielkim nieporozumieniem. Zastanawia mnie tylko jedno - przecież ktoś z wydawnictwa musiał tę powieść przeczytać, skoro zostały do niej zakupione prawa i została u nas wydana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to zastanawia. Ktoś ją czytał, wziął do redakcji... i nic? 0.o

      Usuń
  8. Współczuję męczarni z tą książką. Nie słyszałam o niej, ale teraz na pewno będę ją omijać z daleka. Jak widać, nie każdy może bezkarnie czerpać z uznanych twórców.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale Twoja recenzja jest bardzo ciekawa. Aż wsadziłam głowę w monitor. A jestem senna, więc to sztuka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Aż spuchłam z dumy, takie miłe słowa! :)

      Usuń
  10. Sporo potencjalnych czytelników poczuło się rozczarowanych po Twojej recenzji:) Też do nich należę, bo liczyłam na emocjonującą lekturę;p Szkoda, bo okładka bardzo przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, jeszcze więcej czytelników byłoby zawiedzionych, gdybym zachwalała książkę, która okazała się potężnym rozczarowaniem :P

      Usuń
  11. Miło mi się zrobiło, że wspomniałaś Ciorana (mój obiekt badań i miłości od wielu lat:)). A co do książki, mogę tylko powiedzieć, że to naprawdę przykre, że wydaje się takie słabizny. Jeszcze bardziej, że komuś mogą się podobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, jakich ciekawych rzeczy się dowiaduję! :)
      Zgadzam się, to przykre, tyle drzew musiało umrzeć, żeby toto wydrukować -_-

      Usuń
  12. Po przeczytaniu zarysu fabuły mogłabym poczuć się zachęcona, ale skutecznie wybiłaś mi tę lekturę z głowy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem w trakcie czytania, zobaczymy czy uda mi się dobrnąć do końca...

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.