wtorek, 24 maja 2016

"Uroki"

Autor: Kathryn Harrison
Tytuł: "Uroki"
Wydawnictwo: Marginesy, 2016
Ilość stron: 334
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Tragedia, jaka stała się udziałem ostatnich Romanowów: cara Mikołaja II, carycy Aleksandry, ich czterech córek i syna Aleksego, kończąca w Rosji epokę monarchii, jej okoliczności, przebieg i to, co nastąpiło bezpośrednio po niej, stała się źródłem mniej lub bardziej wiarygodnych teorii spiskowych i mitów na temat losów członków carskiej rodziny, z których wiele pokutuje po dziś dzień, stając się pożywką dla masowej wyobraźni i motywem chętnie wykorzystywanym przez twórców literackich czy filmowych.
Kathryn Harrison, amerykańska autorka znana polskiemu czytelnikowi z powieści Tysiąc drzewek pomarańczowych, również uległa temu trendowi, wykorzystując legendę i upadek rodziny Romanowów w fabule swojej najnowszej książki, Uroki. Żeby było ciekawiej, ujęła je w ramy fikcyjnych wspomnień i opowieści Maszy, starszej córki Rasputina - rzekomego mnicha, szarlatana, faworyta pary cesarskiej i jednego z najbardziej wpływowych ludzi w Rosji w przededniu rewolucji.


Obranie takiej perspektywy - spojrzenie na postać tak kontrowersyjną jak Rasputin oczami kochającej i oddanej córki - niejako wymusza przyjęcie punktu widzenia odmiennego od tego, jaki znamy z przekazów historycznych; obalanie mitów narosłych wokół jego postaci, portret rodziny Mikołaja II z perspektywy jego podopiecznej, która towarzyszyła Romanowom niemal do ostatnich chwil życia to nie lada wyzwanie - czy autorka mu sprostała, o tym za chwilę.

Petersburg, 1917 rok.
W dzień Nowego Roku z Newy zostaje wyłowione zmasakrowane ciało Grigorija Rasputina - faworyta carskiej rodziny, uznawanego za cudotwórcę i uzdrowiciela. Tego samego dnia dwie córki rzekomego mnicha, Masza i Waria, trafiają pod opiekę cara i zamieszkują wraz z Romanowami w ich posiadłości w Carskim Siole. Caryca, licząc na to, że Masza, podobnie jak ojciec, posiada dar uzdrawiania, zleca jej opiekę nad chorym na hemofilię carewiczem Aleksym. Kiedy siostry zostają wraz z carską rodziną uwięzione przez bolszewików w podpetersburskim majątku, Masza, spełniając życzenie carycy, opiekuje się młodszym o cztery lata Aloszą. Zabawia go barwnymi opowieściami, w których prawda miesza się z fantazją; opowiada o własnym dzieciństwie i swoim ojcu, przywołuje ludowe baśnie, których to carewicz jest głównych bohaterem pokonującym wszelkie przeszkody i niebezpieczeństwa, jakby na przekór dramatycznej rzeczywistości. Historie te narratorka przeplata relacjami z bieżących wydarzeń, których jest świadkiem (aresztowanie Romanowów, abdykacja cara, uwięzienie w Carskim Siole)  lub też strzępami informacji, które docierają do jej uszu w późniejszym okresie życia (przeniesienie do Tobolska, do Domu Ipatiewa, egzekucja, zbezczeszczenie zwłok), ubarwiając je opowieściami o członkach carskiej rodziny i nieudolnych rządach Mikołaja II, które miały tak tragiczne zakończenie.

Masza opowiada również o dalszych losach jej własnej rodziny: matki, która pozostała w rodzinnej wsi na Syberii, siostry Warii, która padła ofiarą rewolucji oraz swoim życiu na emigracji w Paryżu i Ameryce, u boku męża, szarlatana i oszusta, za którego wydał ją ojciec. Jednak centralną postacią opowieści córki Rasputina jest 13-letni carewicz, który z nieznośnego, rozpieszczanego przez wszystkich ze względu na swą chorobę dzieciaka, w bardzo krótkim czasie przemienia się w przedwcześnie dojrzałego, nostalgicznego, refleksyjnego młodego człowieka, przeczuwającego, że nigdy nie będzie mu dane dorosnąć. Masza wspomina pierwsze, nieśmiałe, gorączkowe uczucie, które połączyło ją z Aloszą, o którym żadne z nich nie zapomniało do końca życia.

Mam pewien problem z tą książką. Jest co prawda ciekawie, oryginalnie, a przynajmniej nieszablonowo pomyślana - w założeniu miała ukazywać upadek Romanowów i portret carskiej rodziny z perspektywy córki Rasputina, co dawało nadzieję na chociażby inną interpretację znanych faktów, odmienny, przekonujący i wiarygodny punkt widzenia, odkrywcze, świeże spojrzenie na historyczne postaci i wydarzenia. Niestety, zadanie najwyraźniej przerosło autorkę: wszystko to, co wkłada w  usta Maszy, jest dobrze znane czytelnikowi nawet średnio zorientowanemu w XX-wiecznej historii Rosji. Jeśli o mnie chodzi, Kathryn Harrison ma po prostu pecha: jestem po lekturze znakomitej, wyczerpującej i wszechstronnej biografii carskiej rodziny (Cztery siostry Helen Rappaport), więc to, co amerykańska pisarka ma do zaoferowania, zwyczajnie mnie rozczarowało: informacje, jakimi raczy czytelnika, stanowią zaledwie podstawowe encyklopedyczne dane, osądy wyrażane przez narratorkę są zbiorem powierzchownych, stereotypowych, powszechnie panujących opinii - nie tego oczekiwałam po bohaterce mieszkającej pod jednym dachem z carską rodziną w najtrudniejszym okresie ich życia. Podobnie rzecz się ma z informacjami dotyczącymi Rasputina: fakty z jego życia nie wykraczają poza te znane z Wikipedii, choć jeśli chodzi o mity narosłe wokół postaci rzekomego mnicha, autorka stara się je obalić. Niestety, robi to nieudolnie - wybielanie postaci mocno dwuznacznej i kontrowersyjnej, uargumentowane jedynie dziecięcą miłością oddanej córki, bez jakiejkolwiek przeciwwagi, jest zwyczajnie niestrawne i budzi wewnętrzny sprzeciw.

Masza przedstawia ojca jako prostego, a nawet prostackiego człowieka (z tym, że ukazuje to jako zaletę, przejaw filozofii życiowej), świętego męża, proroka i uzdrowiciela, podając liczne przykłady potwierdzające te statusy, wykorzystującego swój dar dla dobra ludzi; nawet rozpustę, z której słynie po dziś dzień, wyjaśnia jako drogę wiodącą do ekstazy. To szlachetny mnich, który odrzucił względy carycy, wielokrotnie uzdrawiał carewicza, nie wykorzystując zdobytej władzy w niecnych celach, gdyż był ponad to. Mogę zrozumieć jednostronną perspektywę, ślepe oddanie i brak szczątkowego choćby krytycyzmu w oczach kochającej córki, jednak w przypadku powieści będącej co prawda fikcją literacką, ale jednak opartą na faktach, takie podejście autorki mocno razi. Po pierwsze odbiera wielowymiarowość postaci Rasputina, czyniąc ją płaską i jednoznaczną, po drugie - zabieg ten pozbawia pozorów wiarygodności całą opowieść głównej bohaterki, jedynej osoby, dzięki której mamy wgląd w rozgrywające się wydarzenia i tragedię carskiej rodziny. Tak więc od córki jednej z najbardziej wpływowych postaci na dworze Mikołaja II i podopiecznej samego cara nie dowiadujemy się niczego ponad ogólnie znane fakty; obraz rodziny Romanowów i ich rządów, portrety poszczególnych jej członków, wzajemne relacje w obliczu ostatecznego zagrożenia (tak zajmująco nakreślone we wspomnianej wyżej biografii), nie wykraczają poza stereotypowe opinie czy podstawowe informacje encyklopedyczne. 

Nawet portret carewicza Aleksego, któremu Masza poświęca najwięcej uwagi, jest mało satysfakcjonujący, niepogłębiony i płytki. Odrobinę żenujące jest to, że przykłada tak ogromną wagę do jego pierwszych doświadczeń seksualnych - jest to zrozumiałe w kontekście jego wieku i losu, który powoli zaczyna się przed nim krystalizować i mogę pojąć, co dzięki temu pisarka chciała podkreślić, jednak mimo wszystko w pewien sposób zaburza to proporcje w kreowaniu sylwetki bohatera i pozostawia pewien niesmak. Z kolei portretowi Grigorija Jefimowicza zabrakło przeciwwagi, drugiego wymiaru, który uwiarygodniłby narrację, zwłaszcza, że mocno kłóci się ona z przekazami historycznymi.

Niestety, to nie wszystkie zarzuty w stosunku do powieści. Wiele wskazuje na to, że Kathryn Harrison nie udźwignęła ciężaru obranego tematu; nie sprostała wyzwaniu nie tylko w przypadku kreacji postaci bohaterów, ale również nakreśleniu tła wydarzeń i prezentacji tychże. Przedstawione są one skrótowo, schematycznie i w sposób nie budzący najmniejszych nawet emocji (np. Petersburg w pierwszych dniach rewolucji), jakby autorce zabrakło wyobraźni, wiedzy, rozmachu, lub też pojawiają się na kartach powieści jako retrospekcje głównej bohaterki, zamazane wspomnienia, strzępy zasłyszanych zdarzeń - metoda całkiem niezła, kiedy pisarz chce uniknąć przydługich opisów i przejść do meritum, gorzej jednak, kiedy zabieg ten staje się regułą... Rozczarowującą regułą.

Jednak największego zawodu przysporzył mi sposób, w jaki pisarka przedstawiła losy carskiej rodziny. Generalnie upadek Romanowów, jego okoliczności i przebieg są tematem, który od lat niezmiennie mnie przygnębia, wywołuje nostalgię i jakiś taki wewnętrzny, gorący sprzeciw wobec zbrodni, która rozegrała się na oczach całego świata; zbrodni, o której ofiary, spokrewnione z większością władców zasiadających wówczas na tronach Europy, nie upomniała się żadna z koronowanych głów. I mimo tego w trakcie lektury nawet nie drgnęła mi powieka, nie potrafiłam przejąć się ich losem, nie rozpaczałam po ich śmierci. I nie jest to kwestia mojego zmęczenia tematem, ale sposobu narracji, który zwyczajnie nie wzbudzał głębszych emocji, nie pozwolił pozbyć się dystansu, wgryźć w fabułę na tyle, by poczuć współczucie, litość czy wzbudzić jakiekolwiek inne uczucie względem bohaterów.
Uroki zupełnie mnie nie porwały, zadanie, które postawiła przed sobą Kathryn Harrison najwyraźniej ją przerosło. Książka zaczyna się i kończy na niebanalnym, ciekawym pomyśle. Szkoda, że tylko tyle. 

Moja ocena: 2/5



za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Marginesy ;)

14 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że autorka podeszła do tematu w bardzo "amerykański", w złym tego słowa znaczeniu, sposób, licząc na to, że dosyć egzotyczna za oceanem tematyka rosyjskich carów wystarczy, by przyciągnąć czytelników. Szkoda, że wykonanie tak zawiodło. Po przeczytaniu Twojej recenzji książka trochę skojarzyła mi się z "Carycą" Ellen Alpsen, której bardzo NIE polecam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, właśnie tak -_-
      Czy też raczej nazwisko Rasputina wystarczy, żeby rozbudzić zainteresowanie, bez zwracania uwagi na cała resztę ;/
      Dobrze wiedzieć, "Carycę" będę omijać szerokim łukiem. :)

      Usuń
  2. Przyznam, że za dziejami Romanowów specjalnie nie przepadam, ale chciałabym kiedyś przeczytać wspomnianą przez Ciebie książkę "Cztery siostry" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam! Ja mam małego hopla na punkcie losów ostatniego cara i jego rodziny, ale mimo to stwierdzam, że "Cztery siostry" to biografia rzetelna, dobrze napisana, a przy tym intrygująca. Czyta się rewelacyjnie! No i jest ten nieodzowny klimat nostalgii i przygnębienia, który współgra z moimi odczuciami, kiedy czytam o Romanowach.

      Usuń
  3. A wiesz, mnie ta książka umknęła, bo mi się autorka pomyliła z inną, a "Tysiąc drzewek pomarańczowych" mi się bardzo podobało. Ale widać może nie bez powodu mi umknęła - musi być naprawdę kiepska sądząc po Twojej opinii. Być może faktycznie było tak, że temat na Zachodzie jest egzotyczny i stąd jego sztampowe potraktowanie. Ale wspomniana wyżej Caryca całkiem mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tysiąc drzewek..." było całkiem niezłe :)
      Nie wiem, być może książka spodobałaby Ci się, zakładam jednak, że czytelnik orientujący się w opisywanych wydarzeniach chętniej sięgnie po lekturę bazującą nie na taniej sensacji i podstawowych faktach podanych w stereotypowy sposób, ale na ciekawym, niebanalnym przedstawieniu fragmentu historii, wstrząsającego jakby nie było, przynajmniej w moim odczuciu. Może jestem przewrażliwiona, ale nie mogę polecać czegoś, co dla mnie okazało się zwyczajnie słabe i nie najlepiej napisane. ;)

      Usuń
  4. Czyli nie będę tracić czasu i nawet próbować. Po "Czterech siostrach" miałabym pewnie podobne odczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, a książka Helen Rappaport była naprawdę dobra, autorka postawiła wysoko poprzeczkę! :)

      Usuń
  5. Wielka ogromna szkoda, a tak się książka rewelacyjnie zapowiadała. Ale płaskie postacie, szczątkowe informacje i znikome emocje mnie nie kuszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz ochotę poczytać o ostatnich Romanowach, to polecam "Cztery siostry" Helen Rappaport - fantastyczna biografia, którą czyta się jak najlepszą powieść :)

      Usuń
  6. O nie! :( :( Tak się cieszyłam na tę powieść... Uwielbiam tę tematykę i wiecznie poszukuję nowych tytułów. I coraz mi trudniej znaleźć takie, które by sprostały moim wymaganiom. Nie trawię autorów, którzy tworzą powieść historyczną bez odpowiedniego przygotowania, bez totalnego zgłębienia tematu, którzy wykorzystują falę zainteresowania jakąś tematyką, żeby napisać kolejne czytadło-powieścidło. Ech, żal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie odradzam, bo się rozczarujesz. "Cztery siostry" czytałaś? To jest naprawdę dobra publikacja!

      Usuń
    2. Cztery siostry jeszcze czekają, poczekają na wakacje chyba. Póki co machnęłam te "Uroki" i zgadzam się z Tobą wzdłuż, wszerz i z góry na dół. ;) Pomysł jest bardzo ciekawy, fabuła wymyślona inteligentnie i z talentem, ale wykonanie... :( Początkowo myślałam, że nie będzie tak źle, przez jakiś czas czyta się całkiem przyjemnie, ale potem jest już tylko gorzej i gorzej. W momencie, w którym pojawiły się "nawiązania" do Bułhakowa, złapałam się za głowę - nie są to nawiązania, ale mało subtelna kradzież bohaterów. Ten pomysł też mógł być świetny, ale wyszło bardzo kiepsko. W końcu poczułam się zniesmaczona, jakby ktoś w mojej obecności szargał pamięć bestialsko zamordowanego 13-letniego, nieszczęśliwego chłopca. Szkoda, bardzo szkoda naprawdę dobrego pomysłu.

      Usuń
    3. A jednak się skusiłaś :P
      No cóż, określenie "niesmak" doskonale oddaje także moje odczucia. Jakoś przykro mi się zrobiło po tej lekturze... Wielka szkoda.

      Usuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.