poniedziałek, 7 grudnia 2015

"Złote spinki Jeffreya Banksa"

Autor: Marcin Brzostowski
Tytuł: "Złote spinki Jeffreya Banksa"
Wydawnictwo: e-bookowo, 2015
Ilość stron: 140
Okładka: miękka

Do zbioru kryminalnej prozy Marcina Brzostowskiego, autora m.in. Mrocznej tajemnicy sgt. Adeli White, Zemsty kobiet czy Wirującego sztyletu hiszpańskiej kusicielki, dołączyła ostatnio minipowieść zatytułowana Złote spinki Jeffreya Banksa. Akcja tej komedii gangsterskiej rozgrywa się we współczesnym Londynie, zaś jej bohaterami są dwaj przyjaciele z czasów studenckich, których kariery potoczyły się w zgoła innych kierunkach: Ezekiel Horn,  szef przestępczego podziemia brytyjskiej stolicy oraz Jeffrey Banks - minister spraw wewnętrznych.
Kiedy pewnego pięknego dnia jeden z najwierniejszych żołnierzy bossa zostaje zatrzymany przez policję z torbą wypełnioną dwudziestoma kilogramami kolumbijskiej koki, Horn zwraca się do swego kumpla ministra z prośbą o wyciągnięcie Frankiego Turbo z więzienia i zatuszowanie całej sprawy.
Banks nie waha się ani chwili, jednak sprawy wymykają się spod kontroli, kiedy podczas spotkania z prostytutką Piękną Sarą Lou gubi on drogocenne złote spinki, będące prezentem od żony, a w trakcie próby ich odzyskania wchodzi w drogę - i to dosłownie - szefowi rosyjskiej mafii, załatwiającemu właśnie porachunki z Ezekielem Hornem...

Powieść Brzostowskiego, niewielka objętościowo, bo licząca sobie zaledwie 140 stron, jest istną kopalnią humoru sytuacyjno - słownego. Począwszy od narracji, która, najeżona zwrotami charakterystycznymi dla klasycznego kina gangsterskiego czy kryminału noir, staje się doskonałą ich parodią, poprzez karykaturalnie przerysowane postaci bohaterów po zabawną i zwariowaną fabułę - wszystko tu skrzy humorem - zarówno tym inteligentnym, nieoczywistym, jak i niewybrednym, balansującym na granicy dobrego smaku, często ocierając się o parodię, groteskę i absurd. Natężenie komediowych akcentów i motywów jest tak duże, że aż przytłaczające - na szczęście nie staje się nużące i niestrawne dzięki objętości książki.

Lekkie pióro, pomysłowość i dowcip autora sprawiły, że dość wyświechtany i popularny motyw, jakim są powiązania między polityką a światem przestępczym, nabiera humorystycznego wydźwięku, a choć przedstawione prześmiewczo, w krzywym zwierciadle - nadal prezentują się wiarygodnie, przynajmniej w ogólnych zarysach. Warto zwrócić uwagę na zabawne aspekty porachunków między mafią brytyjską a rosyjską czy też te związane z przemytem diamentów ukrytych w polskich krówkach, jednak najbardziej komiczne są sylwetki bohaterów, wśród których prym wiedzie Frankie Turbo - karykatura stereotypowego gangstera, byczego karku ślepo posłusznego bossowi i nie grzeszącego inteligencją. Autor obdarzył go dość zaskakującymi preferencjami seksualnymi, co w połączeniu z wizerunkiem typowego żołnierza mafii dało bardzo zabawny efekt. Zresztą każdy z bohaterów posiada charakterystyczny, prześmiewczy rys, który, odpowiednio wyeksponowany, staje się źródłem niekontrolowanych wybuchów śmiechu.


Złote spinki Jeffreya Banksa to zabawna, zaskakująca powiastka - ale niewiele ponad to. Jej atutem jest zabawa słowem, konwencją, skrząca humorem fabuła okraszona groteską - ale mimo tego raczej płaska, pozbawiona ukrytych znaczeń, drugiego dna, podtekstów, wyrazistej puenty, nie skłaniająca do głębszej refleksji; ot, rozrywkowa, niespecjalnie wymagająca lektura w sam raz na jeden wieczór.

Moja ocena: 3/5


Za książkę serdecznie dziękuję Autorowi ;)

2 komentarze:

  1. Czyli dobra książka na jeden wieczór po ciężkim dniu:) Coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej nie jest to powieść dla mnie, bo rzadko kiedy odczuwam ten komizm i dobrze się bawię przy czytaniu komedii. Jednak wolę tradycyjne kryminały :)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.