środa, 9 września 2015

"Słońce w chwale"

Autor: Sharon Kay Penman
Tytuł: "Słońce w chwale"
Wydawnictwo: Zysk i s-ka, 2015
Ilość stron: 479
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Jednym z moich ulubionych okresów historycznych jest XV-wieczna Anglia z czasów Wojny Dwu Róż - walk o władzę pomiędzy rodami Lancasterów i Yorków. Nie jest tajemnicą, że moja pasja narodziła się dzięki Philippie Gregory - uznanej brytyjskiej historyczce i królowej powieści historycznej, której eseje (Kobiety Wojny Dwu Róż) i beletrystyka (cykl Wojen Kuzynów i tudorowski) dały mi impuls do poznawania epoki i zgłębiania tajemnic, hipotez i przeróżnych, związanych z jej bohaterami, teorii.

We wspomnianym konflikcie jedną z najbardziej intrygujących postaci był yorkistowski król Ryszard III, od czasów Tudorów cieszący się złą sławą nikczemnika winnego najgorszych zbrodni - począwszy od zabójstwa Henryka VI, poprzez bratobójstwo księcia Clarence i zamordowanie książąt z Tower, po przyczynienie się do śmierci żony, by móc poślubić własną bratanicę.
Philippa Gregory odkłada na bok tudorowską propagandę, proponując nieco inne spojrzenie na postać monarchy niż pokutująca od stuleci szekspirowska parodia; pisarka nie wybiela Ryszarda, lecz - opierając się na własnych badaniach i pracach szanowanych historyków - snuje alternatywne, bardzo wiarygodne hipotezy dotyczące króla, jak na przykład jego domniemanego udziału w zniknięciu bratanków z Tower.
Ten przydługi wstęp miał wytłumaczyć, skąd moje zainteresowanie powieścią Sharon Kay Penman - zarówno okładkowy blurb, jak i przedmowa autorki jednoznacznie wskazują, że jej bohaterem będzie właśnie Ryszard III. Lektura dawała mi nadzieję na ujrzenie angielskiego władcy z jeszcze innej niż Gregory perspektywy, być może ustosunkowanie się do narosłych przez lata wątpliwych rewelacji i mitów na jego temat, zwłaszcza, że blurb szumnie zapowiada "mierzenie się z legendą", sugerując solidną analizę źródeł historycznych i tworzenie własnych teorii popartych naukowymi autorytetami, bo tak właśnie czyniła Philippa, z doskonałym zresztą skutkiem.
Niestety, dostałam powieść, która tak dramatycznie rozminęła się z moimi oczekiwaniami zbudowanymi na podstawie opisu z okładki i zapowiedzi autorki, jak to tylko możliwe.

Powiedzmy sobie szczerze: to NIE JEST powieść o Ryszardzie III – z tej prostej przyczyny, że fabułę kończy zwycięstwo Edwarda IV Yorka nad Lancasterami pod Tewkesbury, a więc wydarzenia, które rozegrały się na dwanaście lat przed objęciem przez Ryszarda tronu. A więc może jest to opowieść o Ryszardzie Yorku księciu Gloucester, żeby nie czepiać się szczegółów? No nie do końca.

Akcja Słońca w chwale toczy się w czasach Wojny Dwu Róż, fabuła obejmuje wydarzenia, jakie rozegrały się pomiędzy zwycięską dla Lancasterów bitwą pod Wakefield w 1459 roku (gdzie notabene ginie Ryszard Plantagenet książę Yorku, ojciec Ryszarda, i jego najstarszy brat Edmund earl Rutland) a bitwą pod Tewkesbury w 1471 roku właśnie, gdzie nad wojskami Małgorzaty Andegaweńskiej zatriumfował Edward IV York (i zginął Ryszard Neville, earl Warwick, zwany Twórcą Królów). Dwanaście lat, o których tu mowa, przypadają na okres dzieciństwa i wczesnej młodości Ryszarda (żegnamy go jako osiemnastolatka), on sam zaś – siłą rzeczy – nie jest najważniejszym bohaterem powieści, raczej jednym z wielu, choć znajduje się w centrum wydarzeń. Na dobrą sprawę na głównego bohatera wyrasta Edward IV, gdyż w okresie jego panowania toczy się akcja powieści i to on ma najwięcej do powiedzenia, jednak trudno kwestię protagonisty rozstrzygnąć bezsprzecznie, a to ze względu na dość chaotycznie prowadzoną narrację.

Penman zastosowała zabieg, który zwykle bardzo sobie cenię – wprowadzenie kilku narratorów daje możliwość spojrzenia na konkretną sytuację z wielu różnych punktów widzenia, co najczęściej pomaga czytelnikowi w jej właściwej ocenie, wyrobieniu sobie stanowiska, poszerzeniu perspektywy. Niestety nie tym razem. W przypadku Słońca w chwale narratorem bywa niemal każdy z bohaterów powieści, nawet ten, który ginie w kolejnej scenie (jak chociażby Edmund), co wydaje mi się kompletnie bezcelowe w kontekście całości fabuły. Narratorzy zmieniają się zbyt szybko, co potęguje wrażenie chaosu, zwłaszcza, że każdy z nich przedstawia ze swojej perspektywy nie jedno konkretne wydarzenie, a różne sytuacje – brakuje wiodącego głosu, który prowadziłby czytelnika przez meandry fabuły, najlepiej narratora związanego ze wszystkimi obozami (ewentualnie  dwóch, opowiadających o wydarzeniach z perspektywy Lancasterów i Yorków) – takim mógłby zostać nasz nieszczęsny Ryszard, rozdarty między wiernością i lojalnością wobec królewskiego brata a poczuciem obowiązku względem Warwicka, co staje się szczególnie dramatyczne, kiedy eskaluje konflikt między tymi dwoma osobowościami. Tak się jednak nie dzieje, a w efekcie mamy dość bezładny chór głosów, mogący wzmagać zagubienie czytelnika nieobeznanego z tematem.

Mam ogromny żal do autorki, która ewidentnie wprowadza czytelnika w błąd twierdząc, że jej książka opowiada o Ryszardzie III. Na dobrą sprawę fabuła kończy się w najciekawszym chyba momencie, jeśli weźmiemy pod uwagę dalsze losy księcia Gloucester; to po bitwie pod Tewkesbury miała miejsce śmierć Henryka VI Lancastera, ślub Ryszarda z Anną Neville, wreszcie kluczowe dlań wydarzenia, jakie nastąpiły po zgonie Edwarda IV: objęcie stanowiska Lorda Protektora, tajemnicze zniknięcie książąt z Tower, uzurpacja królewskiego tytułu i rządy zakończone klęską pod Bosworth… ten temat można by jeszcze długo ciągnąć, punktując to, czego w powieści zabrakło, a co być w niej powinno, zgodnie z zapowiedziami pisarki.
Niestety, na podstawie wycinka z życia Ryszarda przedstawionego przez Penman, niewiele można powiedzieć o nim samym – zaledwie tyle, że był wpatrzony w starszego brata i bezgranicznie mu oddany i to pomimo wyrachowanych działań Warwicka próbującego przeciągnąć go na swoją stronę. Aż chciałoby się z rozpaczą zawołać, gdzie to szumnie zapowiadane „mierzenie się z legendą”?  Autorka deklaruje, że trzyma się faktów niekontrowersyjnych oraz takich, które mają potwierdzenie w więcej niż jednym źródle, mniejszym zaufaniem darząc te typowo tudorowskie – brzmi to całkiem ładnie, ale w praktyce przecież zupełnie unika najbardziej znaczących faktów z życia Ryszarda (także tych kontrowersyjnych),  a tym samym ich interpretacji; poza tym jest bardzo stronnicza w portretowaniu niektórych bohaterów, przedstawiając ich stereotypowo (królowa Elżbieta, Woodville’owie), jednowymiarowo lub niepełnie (Małgorzata Andegaweńska) – zwłaszcza, że swojej oceny czy też opinii o bohaterach w ogóle nie podpiera bibliografią (tak, brakuje bibliografii, bo bardzo ogólne podziękowania dla bibliotek jednak nie robią najlepszego wrażenia), co znacząco podważa jej wiarygodność. W tym przypadku mam większe zaufanie do Philippy Gregory, zawsze dysponującej bogatym wykazem źródeł historycznych oraz teoriami mającymi poparcie w argumentacji uznanych historyków. W związku z tym bogata galeria bohaterów Słońca w chwale jest wyrazista i barwna, ale brakuje jej wiarygodności, mocnego zakotwiczenia w źródłach (jest to dla mnie istotne w przypadku beletrystyki historycznej) oraz wielowymiarowości, której brak wynika z tendencji autorki do psychologicznego upraszczania i operowania stereotypami.


Penman wykazuje również skłonność do przedstawiania wydarzeń zupełnie nieistotnych dla rozwoju fabuły w celu popchnięcia akcji do przodu, a jednocześnie prezentowania tych dla niej kluczowych z perspektywy czasu, jako już zaistniałego faktu, przewijającego się w rozmowach bohaterów, sprawiając wrażenie, że nie do końca panuje nad fabułą lub też nie potrafi przekazać swojej wizji czytelnikowi w zamierzony sposób. Na szczęście okres dwunastu lat, o których opowiada autorka, był na tyle bogaty w wydarzenia – wystarczy wspomnieć nieustannie i dynamicznie zmieniający się układ sił między Yorkami i Lancasterami, sojusze, intrygi, spiski, zdrady, konflikty sumienia poszczególnych bohaterów – że generalnie powieść Penman jest pasjonująca i ciekawa; trzeba przyznać, że autorce nie zabrakło rozmachu i ogólnej wizji (która momentami bardzo się rozjeżdża i rozmywa). Pomijając fakt, że fabuła drastycznie rozmija się z oczekiwaniami czytelnika nastawionego na opowieść o losach Ryszarda III, a także przymykając oko na brak bibliografii rzutujący na wiarygodność powieści oraz tendencyjnie, stereotypowo przedstawione sylwetki niektórych bohaterów – nie jest to powieść zła, może niedopracowana, ale z całą pewnością wciągająca na długie godziny, działająca na wyobraźnię i co najważniejsze – intrygująca na tyle, by czytelnik we własnym zakresie zechciał eksplorować temat – a to już naprawdę sporo.

Moja ocena: 3/5

recenzja napisana dla portalu DużeKa :)



UWAGA !

Już po napisaniu i opublikowaniu recenzji dowiedziałam się przypadkiem, że w oryginale powieść liczy sobie ponad 900 stron i rzeczywiście opowiada o losach Ryszarda III. Nie wiedzieć czemu, wydawnictwo podzieliło ją na części nie informując o tym fakcie czytelników (info o tym dotarło do mnie z zagranicznych źródeł); co gorsza - blurb dotyczy powieści jako całości, natomiast w przypadku tomu, który trafił do rąk czytelnika, nijak się ma do jego zawartości, o czym zresztą możecie przeczytać w moim tekście.
Treści recenzji zmieniać nie będę - oceniłam produkt, który dostałam do ręki, a ten jest ewidentnie niezgodny z blurbem i przedmową autorki, nie dysponując wiedzą, że jest to zaledwie jego część, gdyż tej informacji wydawnictwo nie podało. Dzielenie grubych tomów na części to dość powszechna praktyka, jednak byłoby miło, gdyby wydając książkę, która jest beletryzowaną biografią, powiadomić odbiorców, że to zaledwie jej fragment, nawet, jeśli jeszcze nie zapadła decyzja o wydaniu reszty (co jest dla mnie już kompletnie niezrozumiałe, co bowiem komu po życiorysie urywającym się w najciekawszym momencie?).
Pozostaje mieć nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się jednak wydać całość - być może postać Ryszarda nabierze rumieńców, no i przekonamy się, w jakim stopniu udało się autorce zmierzyć z legendą angielskiego króla.

10 komentarzy:

  1. To ja już chyba nie chcę przeczytać tej książki. Gdy ją zobaczyłam, pierwsze co mi przyszło do głowy, to że może wyjaśni sprawę książąt z Tower. Ale skoro piszesz, że tego nie ma... I jeszcze ten brak bibliografii... Widać standardom ustanowionym przez Gregory trudno dorównać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Żałuję, że to nie jest tak dobra książka, na jaką się zapowiadała... Muszę się wziąć za lepsze pozycje z tego gatunku i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie "Twórca Królów", tylko "Królodziej" - zapomniałaś o ukłonie w stronę tłumacza ;)
    A tak ogólnie jeśli przyjmie się, że to powieść o wojnie Dwóch Róż (choć niekompletna z punktu widzenia chronologii) i nie o Ryszardzie, a o jego bracie Edwardzie, to czyta się całkiem dobrze. Przynajmniej mi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To mnie zniechęciłaś :) Też jestem dużą fanką tego okresu historycznego i miałam nadzieję na ciekawe dopełnienie swojej wiedzy. Ale skoro nic nowego nie wnosi to jak na razie sobie odpuszczę. Pozdrawiam :)
    http://biegiemdoksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem ekspertką od historii, więc zapewne nie wyłapałabym stereotypowego przedstawienia niektórych bohaterów, dlatego cieszę się, że zrecenzowałaś tę książkę :) Pozostanę na razie przy powieściach Gregory, bo wciąż mam spore zaległości, a na resztę być może przyjdzie czas później :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, napaliłam się na tę książkę, ale jeśli jest tak jak mówisz, to mój zapał nieco ostygł... Mimo to i tak chcę ją przeczytać - Wojen Dwóch Róż nigdy za mało!

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że przeczytałaś już tyle powieści historycznych, że mogę Cię nazwać ekspertem o wysokich wymaganiach. Pewnie, gdyby to była jedyna książka na temat tej epoki, z którą miałaś do czynienia, wyżej zostałaby przez Ciebie oceniona. Ale rzeczywiście nie rozumiem dlaczego jest napisanie, że książka jest o Ryszardzie III, a wcale tak się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo książka JEST o Ryszardzie. Tyle, że Zysk nie wiedzieć czemu wydał tylko jej połowę.....

      Usuń
  8. Chyba lektura by mnie rozczarowała, a już myślałam, że dowiem się więcej o Ryszardzie. Zbyt wiele narratorów, którzy się zmieniają przemawia na niekorzyść powieści.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie lubię być wprowadzana w błąd. Czasami takie zwykłe niedopowiedzenie sprawia, że jesteśmy zawiedzeni lekturą.

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.