piątek, 5 czerwca 2015

"Kości z Awinionu"

Autor: Jefferson Bass
Tytuł: "Kości z Awinionu"
Cykl: Trupia Farma
Tom: 7
Wydawnictwo: Dolnośląskie - Grupa Wydawnicza Publicat, 2015
Ilość stron: 360
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Kości z Awinionu to siódma część cyklu Trupia Farma, którego autorem jest pisarski duet ukrywający się pod pseudonimem Jefferson Bass; Jon Jefferson jest dziennikarzem i twórcą filmów dokumentalnych, natomiast dr William Bass to wybitny specjalista medycyny sądowej. założyciel pierwszego ośrodka badań nad rozkładem ludzkich zwłok, potocznie zwanego Trupią Farmą. W kolejnej odsłonie serii (nie wiedzieć dlaczego w Polsce ukazały się tomy czwarty, piąty i siódmy) dr Bill Brockton, antropolog sądowy z USA, wraz ze swoją współpracownicą Mirandą natrafiają na tajemnicze znalezisko w pałacu papieskim w Awinionie - zamurowane w ścianie ossuarium zawierające kości z charakterystycznymi wgłębieniami na stopach i nadgarstkach.
Francuski archeolog, który ściągnął amerykańskich naukowców do Awinionu uważa, że może to być szkielet samego Chrystusa. Co więcej - rekonstrukcja twarzy wykonana na podstawie czaszki wykazuje niezwykłe podobieństwo do wizerunku na całunie turyńskim. Choć bohaterowie prowadzą badania w sekrecie - a śledztwo prowadzi ich do XIV-wiecznego malarza Simone Martiniego, jego przyjaciela Francesca Petrarki oraz papieża Benedykta XII, który zanim zasiadł na tronie piotrowym wsławił się jako wyjątkowo okrutny inkwizytor - o znalezisku dowiaduje się grupa religijnych fanatyków wieszczących koniec świata i nie cofających się przed niczym, by wykorzystać zawartość ossuarium do swoich celów.


Mam pewien problem z tą książką. Z jednej strony ma ona wiele wspólnego z pierwszą wspólną publikacją Jeffersona i Bassa  Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie, tam bowiem treść zawierała się w miniwykładach z dziedziny kryminalistyki, anatomii i medycyny sądowej, przeplatanych opisami śledztw, w których Bass brał udział oraz szczegółami dotyczącymi pracy antropologa sądowego, funkcjonowania Farmy czy eksperymentów i badań tam prowadzonych. W Kościach z Awinionu autorzy sporą dawkę tejże wiedzy i faktów wplatają w fabułę, niestety kosztem tempa akcji i wątku kryminalno – sensacyjnego. A raczej dwóch wątków, Jefferson i Bass postanowili bowiem główny – osadzony we współczesności, koncentrujący się na próbach rozszyfrowania przez dwójkę bohaterów zagadki pochodzenia tajemniczego szkieletu – uzupełnić historycznym, przenoszącym akcję do średniowiecznego Awinionu, na papieski dwór Jana XXII. Wątek ten, początkowo służący jedynie nakreśleniu czytelnikowi historii ossuarium i jego związku z całunem turyńskim, by mógł on odkrywać intrygę równocześnie z bohaterami powieści, wraz z rozwojem fabuły staje się bardziej intrygujący, zajmujący i trzymający w napięciu niż współczesny. 

Autorzy, w dość niezwykły, ale właściwie całkiem prawdopodobny, w dużej mierze oparty na wynikach badań naukowych sposób, połączyli sprawę nigdy niewyjaśnionego zniknięcia wybitnego średniowiecznego teologa, mistrza Eckharta, który, oskarżony o herezję, udał się na papieski dwór, by przedstawić swoją obronę, po czym wszelki ślad po nim zaginął, z historią całunu turyńskiego (o którym dziś wiadomo, że był średniowiecznym artefaktem) oraz losami malarza Simone Martiniego (autora fresków w pałacu awiniońskim, a także portretu ukochanej Petrarki, Laury). Wielka szkoda, że elementy potencjalnie tak ciekawe i atrakcyjne: spora dawka wiedzy z zakresu anatomii i medycyny sądowej, informacje dotyczące średniowiecznego malarstwa, okresu zwanego awiniońską niewolą papieży, całunu turyńskiego – nie splotły się w tak intrygującą fabułę, jak można by oczekiwać. 
Zawiodło wykonanie: jak na powieść kryminalną zbyt dużo tu naukowego poukładania, przewidywalności i żelaznej konsekwencji eliminujących elementy zaskoczenia, skutkujących za to fabułą mało dynamiczną, niemal pozbawioną zwrotów akcji, mocno schematyczną, może i rozwijającą się konsekwentnie, ale zbyt wolno i mało zajmującą. Nawet podawane fakty prezentują się mało atrakcyjnie – może i są wplatane w fabułę w odpowiednich momentach i przyswajalnych dawkach, ale zwykle są podawane na tacy przywodząc na myśl encyklopedyczną informację, przy czym – paradoksalnie - sprawiają wrażenie wybiórczych i powierzchownych (mowa o wątku historycznym). Ale może to tylko kwestia irytującej nonszalancji Amerykanów w stosunku do europejskiej historii i kultury, wyraźnie widocznej w postawie bohaterów. W ostatecznym rozrachunku Kości z Awinionu to kryminał historyczny zupełnie przeciętny, sztampowy i przewidywalny, choć bazujący na bardzo pomysłowej i ciekawej koncepcji – szkoda tylko, że nie do końca wykorzystanej.

Moja ocena: 3/5

recenzja napisana dla portalu Oblicza Kultury

4 komentarze:

  1. Szkoda, że nie wypada lepiej, ale i tak mam ochotę zapoznać się z tym cyklem.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  2. Łoo jejku, no niestety nie mam ochoty na tasiemce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami autorzy przedobrzają właśnie, chcąc dodać "naukowego smaczku" swoim dziełom. I zamiast szczypty ciekawostek, które zaintrygowałyby czytelnika i sprawiły, że sięgnąłby po publikacje naukowe z danej dziedziny, zasypują go informacjami. I - jak już wspomniałam - przedobrzają. A czasami naprawdę szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku, a przede mną nadal pierwszy tom... :)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.