środa, 27 sierpnia 2014

"Miecze dobrych ludzi"

Autor: Snorri Kristjansson
Tytuł: "Miecze dobrych ludzi"
Seria: "Saga o Walhalli", t. I
Wydawnictwo: Rebis, 2014
Ilość stron: 349
Okładka: miękka ze skrzydełkami

U schyłku X wieku na wskroś pogańska Norwegia stała się areną walk i ścierających się wpływów dwóch potężnych sił: możnych zwolenników głęboko zakorzenionego kultu starych bogów i stronników młodego króla Olafa Tryggvasona, który ogniem i mieczem narzucał swym poddanym chrześcijaństwo. Burzliwe wydarzenia, które ukształtowały średniowieczne oblicze tego skandynawskiego państwa, stały się tłem powieści Snorriego Kristjanssona, a zarazem pierwszą częścią cyklu o wikingach, Sagi o Walhalli. Nie jest rzeczą łatwą opowiedzieć o wydarzeniach przełomowych, zwłaszcza w sposób, który porwałby czytelników i pozwoliłby im poczuć ich ducha - czy skandynawski pisarz poradził sobie z tym wyzwaniem, o tym za chwilę.

Stenvik w zachodniej Norwegii to bogate miasto, ważny ośrodek handlowy i baza wypraw łupieskich. Pewnego dnia trafiają doń dwaj kuzyni - syn jarla Geiri i Ulfar, który towarzysząc mu w podróży spłaca honorowy dług. Dwuletnia wyprawa dobiega końca, jednak w Stenviku wydarza się coś, co krzyżuje młodzieńcom szyki. Ulfar wpada w nie lada tarapaty - naraża się miejscowemu zabijace, a także zielarzowi skrywającemu ponury sekret, zakochuje się na zabój w tajemniczej Lilii. Jego sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że do miasta zbliżają się dwie wrogie armie: króla Olafa, dla którego Stenvik ma być kolejnym przystankiem w zwycięskim marszu pod sztandarem Chrystusa oraz wikingów dowodzonych przez kobietę podającą się za wieszczkę Skuld, jedną z Norn. Ulfar, angażujący się w działania obrońców, wkrótce przekonuje się, że wrogowie czają się nie tylko po drugiej stronie wałów i nawet obrońcy nie są jednomyślni co do tego, po której ze stron się opowiedzieć.

Pierwszy tom Sagi o Walhalli to pod wieloma względami całkiem udany początek cyklu. Akcja powieści rozgrywa się w kluczowym momencie historii, zaś przedstawione wydarzenia są na tyle charakterystyczne, że mogłyby toczyć się w praktycznie każdym innym miejscu ówczesnej Norwegii. Tym sposobem wydarzenia w Stenviku są wycinkiem całości, odzwierciedleniem panujących nastrojów społecznych, politycznych trendów i działań, ścierania się dwóch frakcji: starego kultu bogów i chrześcijaństwa. Należy o tym pamiętać w trakcie lektury, gdyż same realia prezentują się dość ubogo, zostały ograniczone do niezbędnego minimum i próżno oczekiwać po nich bogactwa szczegółów, co może okazać się dość rozczarowujące.

Jak na opowieść o wikingach przystało i zgodnie z treścią blurba, sednem fabuły jest bitwa. W tym przypadku autor dał z siebie wszystko - ponad trzysta stron powieści to nieustanne potyczki, awantury, bijatyki, podchody i sceny batalistyczne. Niby nic w tym dziwnego, gdyż fabuła koncentruje się na perypetiach mieszkańców Stenviku, przygotowaniach do obrony miasta z jednej strony i przeprowadzania natarcia z drugiej, zaś akcję śledzimy z perspektywy obozu obrońców, króla Olafa i wikingów pod dowództwem Skuld, czyli teoretycznie powinno być dynamicznie, ciekawie i intrygująco. Jednak podtrzymywanie napięcia przygotowaniami do ostatecznej bitwy po pewnym czasie odnosi skutek przeciwny do zamierzonego, gdyż zaczyna zwyczajnie nużyć, akcja zmierzająca do punktu kulminacyjnego i praktycznie nierozgałęziająca się w innych kierunkach staje się zbyt przewidywalna i tego wrażenia nie są w stanie zamazać perypetie całkiem sporego grona intrygująco zarysowanych postaci.

A to właśnie sylwetki bohaterów są najmocniejszym atutem powieści Snorriego Kristjanssona. Zarówno głównego protagonistę, Ulfara, jak i postaci drugoplanowe, poznajemy w kluczowym momencie życia, kiedy ważą się ich losy - autor oszczędnie szafuje informacjami na ich temat zostawiając sobie w ten sposób furtkę i dając czytelnikom nadzieję na to, że kolejne tomy serii rzucą więcej światła na kwestię ich przeszłości. Stopniowe ujawnianie informacji na temat bohaterów sprawdza się idealnie, gdyż przebiega ono z wyczuciem - dowiadujemy się dokładnie tyle, ile wiedzieć powinniśmy w konkretnym momencie fabuły, by z rosnącą ciekawością śledzić dalszy jej przebieg. Grono bohaterów jest naprawdę szerokie i wyraziste - każda z postaci jest na tyle charakterystyczna, że łatwo zapada w pamięć, a przy tym nakreślona oszczędnie, choć konkretnie. Każda też intryguje, skrywa jakieś sekrety, drażni ciekawość - czy to chrześcijański król Olaf, ponury zielarz Valgard, wódz Stenviku Sigurd, wiking Harald czy Skargrim, przywódca najeźdźców. Postaci kobiecych jest co prawda niewiele, ale są zaskakująco wyraziste: ukochana Ulfara, Lilia, dręczona przez męża, tajemnicza i charyzmatyczna Skuld dowodząca armią czy Thora budząca respekt wśród najbardziej brutalnych wojowników. Z cała pewnością bohaterowie Kristjanssona intrygują na tyle, by czytelnik z niecierpliwością wyglądał kontynuacji pierwszej części cyklu.

Delikatny dysonans między zupełnie przyzwoicie nakreślonymi sylwetkami bohaterów a dość przewidywalnym kierunkiem rozwoju fabuły i nadmierną koncentracją na aspekcie batalistycznym dość mocno zubaża wrażenia z lektury. Czytelnik nastawiony na fabułę, w której kluczową rolę odgrywają topory wbijające się w ciało, krew lejąca się strumieniami czy odcinane na potęgę kończyny z pewnością będzie usatysfakcjonowany, gdyż sceny walk zostały przedstawione z dużą dozą autentyzmu, szczegółowo i sugestywnie. Trochę szkoda, że zdominowały one treść - motyw walki o wpływy polityczne i władzę pomiędzy zwolennikami starej religii i chrześcijaństwa jest na tyle ciekawy, że powinien wysunąć się na pierwszy plan albo przynajmniej zajmować porównywalną ilość miejsca, co opisy krwawych starć. Zaburzenie proporcji nieco ogranicza też perspektywę wydarzeń - choć wiadomo, jak wysoka jest stawka w grze, że walka o Stenvik jest w istocie jedną z wielu walk mającą na celu wprowadzenie chrześcijaństwa w Norwegii, trudno poczuć tę doniosłość czy uniwersalizm wydarzeń. Nazbyt często dominuje wrażenie, że obserwujemy jakąś tam zwykłą bitwę o mało znaczącą osadę, a to mocno spłyca wymowę powieści. Niemniej jednak Miecze dobrych ludzi to całkiem udany - choć nie porywający - początek serii; pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych tomach autor rozwinie skrzydła, wzbogaci fabułę, nada rumieńców składającym się na nią wątkom, a dla swoich bohaterów przygotuje coś naprawdę wyjątkowego.

Moja ocena: 3/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228282/miecze-dobrych-ludzi/opinia/20526309#opinia20526309


za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Rebis :)

18 komentarzy:

  1. tylko 3/5? spodziewałam się więcej po tej książce :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamiast opisów bitew wolę dobrze nakreślone sylwetki bohaterów i osadzenie ich w realiach, które pokazują daną epokę historyczną w sposób jasny oraz ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z jednej strony jestem ciekawa tej lektury, ale z drugiej widząc je wady czuję się odpychana. Na razie się wstrzymam poczekam na kolejne tomy czy też będą lepsze, czy też gorsze, bo nie lubię mieć niedokończonych serii. I wolę jednak rozpocząć czytanie, gdy już cała seria jest dostępna na rynku. Tyle co do lektury, a co do recenzji jestem pod wrażeniem jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Krwawe walki w dużej ilości wcale mi nie przeszkadzają, więc książką czuję się mocno zainteresowana :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja! Ciekawe, jakie będą kolejne części.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mogłoby być ciekawie, gdyby nie te wady...

    OdpowiedzUsuń
  7. już sam tytuł i okładka mnie odstraszyły, zdecydowanie nie mam ochoty

    OdpowiedzUsuń
  8. Wikingom generalnie mówię "tak", ale wyrosłam już nieco z książek, gdzie machanie mieczami przesłania tło historyczne i kulturowe. Wolałabym nacisk na to drugie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz racje, trochę szkoda, że autor skupił się na samej bitwie, ja jednak i tak z chęcią sięgnę po ta powieść i cały cykl Kristjanssona :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wikingowie wydają mi się jako temat powieści bardzo interesujący, ale widzę, że tu przeważa batalistyka, więc raczej po książkę nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mogłoby mi się spodobać... Nie dość, że to X wiek, to jeszcze Wikingowie, Skandynawia, a i te bitwy mnie intrygują...

    OdpowiedzUsuń
  12. Chcę krwi, bitew i wspaniałych bohaterów. Sama recenzja mnie wciągnęła, spowodowała, że chcę po nią sięgnąć

    OdpowiedzUsuń
  13. Książka zdecydowanie nie dla mnie. Lubię książki w dawnych czasach, ale nie aż tak dawnych :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Trochę nie po drodze mi z tego rodzaju sagami. I szczerze przyznaję, że (przynajmniej na razie) nie mam zamiaru tego zmieniać;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka jest na samej górze mojej listy zakupowej, czekam z niecierpliwością, kiedy ją przeczytam, bo rzucam się na wszystko, co opowiada o wikingach. Cieszy mnie, że ostatnio pojawia się coraz więcej serii. Po tej recenzji mam pewne obawy, ale i tak kupię.

    OdpowiedzUsuń
  16. Już widzę entuzjazm mojego taty na widok tej książki :) mam wrażenie, ze to taka bardziej "męska" pozycja, a przynajmniej jestem pewna, że właśnie ojciec byłby zachwycony

    OdpowiedzUsuń
  17. Niestety książki nie polecam. Nie była w stanie mnie zainteresować. Mało porywające i nieciekawie nakreślone sylwetki bohaterów, poszarpana akcja. Ta książka to przykład jak z ciekawego pomysłu zrobić coś maksymalnie nudnego. Szczególnie jeśli się wcześniej czytało Bernarda Cornwella książki o Uthredzie. To jest to.

    OdpowiedzUsuń
  18. Książka wydaje mi się całkiem interesująca, bo recenzja oczywiście świetna.

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.