niedziela, 6 kwietnia 2014

"Wład Drakula"

Autor: Michael Augustyn
Tytuł: "Wład Drakula"
Wydawnictwo: Bellona, 2012
Ilość stron: 494
Okładka: miękka

Po raz pierwszy od bardzo dawna mam ochotę po prostu zapomnieć o przeczytanej książce. Lektura, która od pierwszej strony generowała tylko i wyłącznie narastające rozczarowanie i niechęć, nie zasługuje na nic więcej. Jedynie własnemu poczuciu obowiązku zawdzięczam dotrwanie do ostatniej strony, bo z całą pewnością nie infantylnemu stylowi i miernej fabule połączonych w twór wywołujący u mnie duchowy odpowiednik męczarni wbijania na pal. Porównanie to nieprzypadkowe, gdyż mowa tu o powieści traktującej o losach autentycznej postaci historycznej - nie wampira zrodzonego w wyobraźni Brama Stokera - XV-wiecznego wołoskiego wojewody, Włada III, który przeszedł do historii nie tylko pod przydomkiem Drakuli, Syna Smoka, lecz także, rzecz jasna nie bez powodu, Palownika.

Wład urodził się na Wołoszczyźnie - krainie o strategicznym znaczeniu, bo położonej między Węgrami a Imperium Osmańskim. Jego ojciec był członkiem Zakonu Smoka powołanego do obrony chrześcijaństwa (stąd przydomek Drakula), stale lawirującym między krzyżem a półksiężycem - to dlatego Wład, jako mały chłopiec trafił wraz z bratem Radu na sułtański dwór w charakterze zakładnika. Po śmierci księcia sułtan osadził na tronie Drakulę licząc na jego lojalność, ten jednak w międzyczasie zyskał sobie względy węgierskiego króla; podobnie jak ojciec, uwięziony między młotem a kowadłem, prowadził wojny z Turkami starając się jednocześnie odbudować - czy raczej zbudować - potęgę swojej ojczyzny. Wład Drakula był władcą kontrowersyjnym - legendarne stało się jego wyjątkowe okrucieństwo przejawiające się w upodobaniu do karania wrogów śmiercią przez wbicie na pal. Taki koniec spotkał na przykład wołoskich bojarów próbujących pozbawić go władzy czy też setki tureckich jeńców uśmierconych przed bramami jego stolicy Tirgoviste. Do historii przeszedł jako władca bezlitosny i surowy, ale sprawiedliwy - z pewnością nie był bardziej okrutny niż jemu współcześni, miał jednak nieszczęście posiadać potężnych wrogów, którzy rozpowszechniali fałszywe oskarżenia i oszczerstwa pod jego adresem, co w rezultacie doprowadziło nie tylko do jego uwięzienia i śmierci, ale także do stworzenia ponurej legendy, która trwa właściwie do dziś.

Skusiłam się na tę lekturę mając w pamięci doskonałą powieść C.C. Humphreysa zatytułowaną Wład Palownik. Prawdziwa historia Drakuli i łudząc się, że, ze względu na niedostatek lub sprzeczność źródeł historycznych uniemożliwiających odtworzenie autentycznych losów Drakuli, otrzymam po prostu inną ich wersję, dzięki której uzupełnię dotychczasowy wizerunek bohatera, spojrzę na niego z innej perspektywy. Jak się już zapewne domyślacie, nic takiego nie nastąpiło; szczerze mówiąc więcej faktów z życia hospodara wołoskiego poznałam dzięki Wikipedii, gdzie są one opisane naprawdę drobiazgowo, niż za sprawą prozy Augustyna, który w doprawdy osobliwy sposób mierzy się z tematem.

Siłą rzeczy Wład Drakula jest fikcją literacką opartą na faktach na tyle, na ile było to możliwe w przypadku postaci już za życia otoczonej legendą; problem pojawia się w momencie, kiedy autor zaczyna wypełniać luki w materiale źródłowym... - no właśnie, powinnam dopisać: własną wyobraźnią. Wyobraźnia to jednak mizerna i mocno ograniczona, nie wychodząca poza panujące stereotypy, a często nawet ustępująca pola suchym, encyklopedycznym faktom. Zupełnie nie pomaga fatalny styl przywodzący na myśl wprawki ucznia podstawówki niż "autora bestsellerów", jak szumnie donosi okładka. Nawet wiedza autora wydaje mi się ograniczona, gdyż fabuła koncentruje się na wybranych fragmentach życia Włada - nawet nie na najbardziej znaczących, Augustyn pomija bardzo ważny epizod związany z siedmioletnim pobytem Drakuli na sułtańskim dworze, który nie tylko ukształtował jego charakter, ale też zdeterminował dalsze losy - ale niech będzie, że autor postanowił skoncentrować się na dorosłym życiu bohatera.

Problem w tym, że autor, skupiając się wydarzeniach z jego dorosłego życia, kiedy Drakula na przemian odzyskiwał i tracił władzę na Wołoszczyźnie, spiskował i padał ofiarą intryg, lawirował między królem Węgier a tureckim sułtanem próbując utrzymać się na tronie, zachować granice swej ojczyzny i zbudować jej potęgę, sprawia wrażenie, jakby sam gubił się w gąszczu wydarzeń, nie ogarniał całości i złożoności tematu z naciskiem na kwestie polityczne, o zachowaniu psychologicznego prawdopodobieństwa postaci nie wspominając. Fabuła powieści to przypadkowe migawki z życia Drakuli - w dodatku te najbardziej powszechne, nie ubarwione wszakże w najmniejszym nawet stopniu, podane jako suche fakty, a przecież niezwykle działające na wyobraźnię, tak wiele mówiące o osobowości bohatera, aż proszące się, by wykorzystać je do podparcia charakterystyki postaci, pogłębionej analizy psychologicznej. Mowa tu chociażby o incydencie w czasie uczty wielkanocnej, kiedy to Drakula rozprawił się z nieposłusznymi bojarami skazując ich na śmierć przez wbicie na pal, umieszczeniu na miejskiej studni złotego kielicha, którego kradzież karano śmiercią, upadku jego żony z blanek twierdzy Poenari czy "przywitaniu" sułtana pod bramami Tirgoviste lasem pali tureckich jeńców liczonych w setkach, o ile nie w tysiącach. Nie mogę zrozumieć, dlaczego autor nie wykorzystał potencjału drzemiącego w tych legendarnych już obrazach zadowalając się zwyczajnym ujęciem ich w fabułę bez większej refleksji. Wygląda na to, że zabrakło mu wyobraźni i zdolności - próby ożywienia fabuły żałośnie i sztucznie brzmiącymi dialogami które ani o milimetr nie posuwają jej do przodu, przerywanie akcji w kluczowym momencie i przenoszenie jej w czasie świadczące o tym, że autor nie potrafił się zmierzyć z tematem i mało elegancko pozostawia wszystko wyobraźni czytelnika, a przede wszystkim fatalny styl: kulejące, drewniane, urywane zdania, które chyba miały przydać fabule dynamizmu, a których struktura nie najlepiej świadczy o poziomie umysłowym twórcy, dygresje autora pojawiające się ni stąd, ni zowąd w toku akcji wyjaśniające czytelnikowi - najwyraźniej idiocie - oczywiste kwestie ("Trzydzieści srebrników. Niby Judasz z chrześcijańskich ksiąg, który zdradził Pana Jezusa" albo: "poćwiartował: rozciął na cztery części"), fabularne uproszczenia, żenujący poziom i infantylizm nielicznych wniosków, jakie autor pokusił się wyciągnąć, ilustrowanie wydarzeń objaśnieniami rodem z encyklopedii, brak choćby szczątkowej analizy psychologicznej bohaterów, a nawet nieścisłości wynikające z nieznajomości opisywanego tematu (sułtan ogarnięty przerażeniem na widok powbijanych na pal ludzi - przecież to od niego Drakula nauczył się tej tortury, powszechnie stosowanej w Imperium Osmańskim) - wszystko to przemawia na niekorzyść książki. Jednak brak pisarskiego talentu, zdolności logicznego myślenia i wyobraźni to nie wszystkie cechy, które bezlitośnie obnaża fabuła Włada Drakuli. Idiotyczne zakończenie wyraźnie nawiązujące do wampirycznego mitu, które nijak się ma do opartej na faktach literackiej fikcji, a nawet stojące w sprzeczności z przytoczonymi wcześniej faktami (ponura sława Drakuli wynikała ze skutecznej propagandy jego licznych, wysoko postawionych wrogów) jest prawdziwą wisienką na tej wątpliwej jakości literackim torcie.

Z całego serca odradzam Wam lekturę powieści Michaela Augustyna. Jeśli chcecie poznać losy legendarnego wołoskiego hospodara, lepiej sięgnąć po Włada Palownika C.C. Humphreysa, który rzeczywiście stanął na wysokości zadania i dokonał rzeczy niezwykłej, lub chociażby zerknąć do Wikipedii - gwarantuję, że więcej wyniesiecie z przestudiowania poświęconego Drakuli hasła, niż niniejszej lektury, a przynajmniej zostanie Wam oszczędzona irytacja wynikająca z obcowania z tworem wyjątkowo miernej jakości. Autor upraszczając i redukując kontekst historyczny nie poradził sobie z wyzwaniem, jakie stanowiło skomplikowane tło polityczne i barwne obyczajowe XV-wiecznej Europy Wschodniej, a przede wszystkim przerosła go bogata, niejednoznaczna i wielowymiarowa postać głównego bohatera. Zabrakło talentu, wyobraźni, pasji. Zabrakło wszystkiego, na czym można by zbudować prawdziwie fascynującą opowieść.

Moja ocena: 1/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144002/wlad-drakula/opinia/17687158#opinia17687158 


recenzja bierze udział w wyzwaniu czytamy książki historyczne

42 komentarze:

  1. Brawo. Gratuluję odwagi i szczerości. Czynię podobnie. Nie można pisać dobrze o beznadziejnych utworach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Wyszło ostrzej, niż zamierzałam, ale wydałam na tę książkę dwie dychy! Dwie dychy wrzucone w błoto. :P

      Usuń
  2. Świetny tekst. Bardzo podziwiam Twój profesjonalizm i to, że dotrwałaś do ostatniej kartki. Domyślam się, że to nie było łatwe. Ja zawsze w takich sytuacjach mam nadzieję, że może ta niechęć jest tylko chwilowa i może dlatego zawsze czytam książki do końca;
    Pozdrawiam i życzę bardziej udanych lektur :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Rzeczywiście, łatwo nie było, a im dalej, tym gorzej, więc moje nadzieje, że fabuła i autor się rozkręcą, spełzły na niczym.
      Pozdrawiam również, wszystkiego dobrego!

      Usuń
  3. Szkoda, wielka szkoda, że książka okazała się takim gniotem. Na szczęście jest jeszcze Humphreys...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Całe szczęście, że mamy Humphreysa! :D

      Usuń
  4. Najprawdopodobniej książka tego pana to jeden wielki chwyt marketingowy. Najprościej jest wykorzystać kontrowersyjny i interesujący ludzi temat i napisać na jego temat cokolwiek. Na pewno się sprzeda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jeżeli rozczarowanie czytelników się nie liczy, to co powinno się liczyć dla wydawnictwa? Jestem zdegustowana, dawno nie czytałam takiego gniota.

      Usuń
  5. Mając tak złe odczucia na temat książki raczej nie wytrwałabym do końca. Świetna recenzja, teraz wiem, że należy unikać tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wytrwałam, bo wypadało coś o nie napisać. Choćby dla ostrzeżenia potencjalnych czytelników :P

      Usuń
  6. Jakoś nie mam przekonania do nowych powieści, w których się pisze o tym co już ktoś kiedyś w przeszłości napisał i zrobił to dobrze. Dzisiaj niektórzy piszący piszą ot tak na fali mody i dlatego te książki są nic nie warte.

    Ja tylko czytałam "Panią na Czachticach" - dawno temu wydaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka rzeczywiście jest niewiele warta. Natomiast świeże spojrzenie, wykorzystanie najnowszych wyników badań czy odnalezionych źrodeł historycznych mogą stać się kanwą naprawdę dobrej książki :)
      "Pani na Czachticach" została napisana tak dziwacznym stylem, że mnie od niej odrzuciło. Jeśli chciałabyś poczytać o Elżbiecie Batory, polecam "Hrabinę" Rebeki Johns.

      Usuń
  7. No co TY?! A ja myślałam, że to będzie niesamowita lektura! Cieszę się więc, że Ty pierwsza sięgnęłaś po tę książkę i że chciało Ci się o niej napisać - uchroniłaś mnie w ten sposób od drogi przez mękę (choć pewnie rzuciłabym to to, bo kilkudziesięciu stronach, gdyby mi nie podpasowało;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślałam, że będzie niesamowicie - i było, szkoda tylko, że niesamowicie fatalnie :D
      Dobrze, że moje poświęcenie nie poszło na marne :P

      Usuń
  8. Ja to skończyłam po 50 stronach. Brawo za wytrwałość :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak nieźle. Mnie już pierwsza strona dała mocno do myślenia :P

      Usuń
  9. Cóż... ciekawi mnie, czy jakiś redaktor tej książki nie czytał jej przed publikacją? No cóż, ja na pewno po nią nie sięgnę, za to skutecznie zachęciłaś mnie do przeczytania książki "Wład Palownik" C.C. Humphreysa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jej, jest aż tak źle? Ja właśnie dziś wybierałam się do Empiku, by ją kupić, zachęcona Twoim ostatnim stosikiem. Ślina mi ciekła na widok tej książki, a tu taki zawód. No to chyba jednak zakupię "Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa" zamiast tego - przynajmniej nie będę żałowała pieniędzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff, czyli niemal w ostatniej chwili się udało! Mam nadzieję, że Twoje zakupy w Empiku okazały się udane - ja żałuję pieniędzy wydanych na tę tu książkę. :/

      Usuń
  11. Wezmę pod uwagę tę opinię. Sama jednak też bym ją przeczytała do końca - takie zboczenie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Nie pamiętam już, kiedy nie doczytałam lektury do końca.

      Usuń
  12. Jeju, podziwiam, że w ogóle chciało Ci się pisać recenzję do tak gównianej książki - dla mnie to zawsze strata czasu, choć nie ukrywam, że czasem fajnie się wyżyć na jakimś gniocie :) Co do powyższej lektury - nie miałam jej w planie i na pewno ten stan się nie zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mnie wkurzyła ta lektura, że z radością wyżyłam się pisząc o niej :P

      Usuń
  13. Gratuluje wytrwałości. 500 stron kiepskiej książki to nie lada wyzwanie.

    Cieszę się, że tak szczerze opisałaś swoje wrażenia. Sama mam raczej kiepską wiedzę na temat tej postaci i sięgając po książkę, na pewno nie wyłapałabym wszystkich braków (np. pominięcia ważnych wydarzeń z życia Drakuli). W każdym razie, teraz już wiem, że jak czytać, to Humpreysa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze piszę szczerze, choć staram się ważyć słowa. Tu mnie trochę poniosło, ale po prostu nie dało się inaczej :P

      Usuń
  14. Naprawdę podziwiam Cię, że nie rzuciłaś w kąt tej książki już na samym jej początku. Ja bym chyba tak zrobiła, ale teraz, z racji tego, że przeczytałam Twoją opinię, po prostu będę od niej uciekać. I poszukam Humpreys'a, tak na wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Współczuję męczarni z tak kiepską książką. Na pewno będę ją omijać szerokim łukiem a sięgnę po polecaną opowieść o Draculi :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Podziwiam, że dotrwałaś do końca. Zazwyczaj próbuję też tak robić, aczkolwiek zdarzyły mi się tytuły, które prędko odłożyłem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tematyka ciekawa, szkoda, że złe wykonanie...

    OdpowiedzUsuń
  18. Surowa recenzja, ale wiadomo już, że książki lepiej unikać. Nie ma to jak "zepsuć" obiecującego bohatera.

    OdpowiedzUsuń
  19. Skoro tak słaba, to nie ma co rozważać czytania.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rzadko czytam o tak słabych książkach. Na pewno nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  21. O, mamo! Szkoda, ze jest tak słaba. Dzięki Tobie na 100% po nią nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  22. Podziwiam, że dotrwałaś do końca, ja nawet do połowy nie potrafiłabym dociągnąć :) szkoda czasu i nerwów :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Solennie obiecuję, że nie sięgnę. Świetny tekst.

    OdpowiedzUsuń
  24. Też pewnie skusiłabym się na tę książkę, gdyby kierować się jej tytułem i obietnicami z okładki. Szkoda, że wydawnictwa marnują czas na wydawanie takich "niewypałów". :(

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie napiszę nic nowego, bo też jestem pod wrażeniem, ze udało Ci się wytrwać do końca. Nie wiem czy ja dałabym radę na twoim miejscu...

    OdpowiedzUsuń
  26. Gdybym sięgnęła po tę powieść, to też wytrwałabym do końca, bo tak już mam, że zawsze kończę czytać to, co zaczęłam i żadna siła mnie od tego nie odciągnie, chyba że wybuch wojny. ;-) A poważnie, to mam ochotę na C.C. Humphreysa, ale z drugiej strony mam taką dziwaczną przypadłość, że złe recenzje mnie bardziej przyciągają do książki niż te dobre. Możliwe, że sięgnę po "Włada Drakulę", a to właśnie za sprawą Twojej recenzji. :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Będę pamiętała, żeby omijać szerokim łukiem ;) za to pozycję od C.C. Humphreysa mam na półce i zamierzam się nią delektować :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Niestety, spodziewałam się właśnie takiej opinii o tej książce. Piszę "niestety", ponieważ szkoda, że autor nie sprostał zadaniu i nie wykorzystał należycie fascynującego tematu.

    OdpowiedzUsuń
  29. Czasem się zastanawiam, czy ludzie naprawdę nie widzą co piszą? Druga sprawa, że ktoś zdecydował się to wydać... Spotkałaś się z jakimiś pozytywnymi recenzjami tego tytułu? Bo przyznam szczerze, że pamiętam Twoją recenzję książki "Wład Palownik. Prawdziwa historia Drakuli" i wydawało mi się, że może ta także będzie dobra... Cóż ja ostatnio też nie mam szczęścia do lektur... przynajmniej niektórych ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Przyznaję, że kusiła mnie ta książka, ale widzę, że nie warto po nią sięgać. Gratuluję, że jednak przez nią przebrnęłaś :)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.