wtorek, 25 lutego 2014

"Głusi"

Autor: Rodrigo Rey Rosa
Tytuł: "Głusi"
Wydawnictwo: Wielka Litera, 2014
Ilość stron: 283
Okładka: miękka

 Moje pierwsze zetknięcie z literaturą gwatemalską było bardzo dziwnym doznaniem. Chyba po raz pierwszy w życiu czytałam książkę z rosnącą konsternacją - im bardziej zagłębiałam się w treść, tym mniej rozumiałam; im bliżej byłam końca, tym większa panika mnie ogarniała. Przeczytałam drugi raz. Znowu nie zaiskrzyło. Nic a nic. Do tej pory mam mętlik w głowie, bo wciąż usiłuję odpowiedzieć sobie na pytanie, co autor chciał przekazać czytelnikowi? Wrażenie chaosu potęgują zamieszczone na okładce książki cytaty z recenzji popularnej, zagranicznej prasy określające powieść Rosy słowami: "gęsta i precyzyjna" lub "błyskotliwa, szlachetna i zwięzła proza", "kunsztowna kompozycja". Czytając te słowa czułam się jak nieszczęsny Gałkiewicz na lekcji polskiego, którego nauczyciel próbuje przekonać, że Słowacki zachwyca, bo wielkim poetą był. No ale jak zachwyca, skoro nie zachwyca? Czy recenzenci opiniotwórczych czasopism i ja czytaliśmy tę samą książkę? A może to ja jestem zbyt głupia, by należycie docenić geniusz gwatemalskiego pisarza wychwalanego przez samego Roberta Bolano?

Zamożny gwatemalski bankier don Claudio Casares, w trosce o bezpieczeństwo swej córki Clary, głównej dziedziczki majątku, poleca jej zatrudnić osobistego ochroniarza. Zostaje nim Cayetano, 23-latek z prowincji pochodzący z ubogiej rodziny, który pracę w jednej z najlepszych dzielnic miasta, w dodatku u bogatej, atrakcyjnej kobiety, uważa za szczęśliwą odmianę losu. Cayetano sumiennie wywiązuje się ze swych obowiązków, jednak do czasu: niedługo po jednym z przyjęć dobroczynnych organizowanych przez Clarę, na których pada propozycja utworzenia szpitala dla ubogiej ludności indiańskiej, kobieta znika. Wszystko wskazuje na to, że została porwana, zaś wszelkie dowody przestępstwa, zarejestrowane na kasetach monitoringu w jej mieszkaniu, usunięte. Wkrótce don Claudio otrzymuje telefon z żądaniem gigantycznego okupu, lecz nawet po jego zapłaceniu córka nie wraca do domu. Co dziwne, sama Clara wielokrotnie dzwoni do ojca upewniając go, że wszystko jest w porządku. Zaniepokojony Cayetano rusza na jej poszukiwania i trafia do nowo otwartego Eksperymentalnego Szpitala Neurologicznego położonego w pewnej majańskiej wiosce. Tu jednak nic nie jest takie, jakim się wydaje; wątpliwości się nie rozwiewają, pytania mnożą się na potęgę, zaś ochroniarz próbuje poskładać ze strzępków informacji w miarę wiarygodny obraz sytuacji. Czy Clara uciekła od ojca - tyrana, by realizować się w działaniach na rzecz szpitala dla ubogiej ludności indiańskiej czy też została poddana praniu mózgu? Czy dzieciom przebywającym w placówce naprawdę się pomaga czy też wykorzystuje do medycznych eksperymentów? Jakie są powiązania między wszystkimi ludźmi, których Cayetano spotkał na swej drodze od czasu przeprowadzki do miasta? Chciałabym móc napisać, że dalsza lektura udzieli Wam odpowiedzi na te pytania, ale tak niestety nie jest.

Jedyna sensowna myśl, jaka przychodzi mi do głowy po dwukrotnej lekturze Głuchych to refleksja, że fabuła mogła być pretekstem do ukazania realiów współczesnej Gwatemali, czy też raczej najbardziej szokujących jej aspektów oraz uwypukleniu pewnych niepokojących zjawisk będących tam na porządku dziennym. Rzecz jednak w tym, że w fabule nie zostały one dostatecznie naświetlone czy pogłębione, pojawiają się raczej mimochodem, jako migawki, gdzieś na peryferiach toku akcji, a nawet jeśli czasem pojawiają się w jej centrum, traktowane są z pewną nonszalancją, jako element nie tyle bulwersujący, co normalny składnik codzienności. To również jestem w stanie zrozumieć i uznać za celowy zabieg autora mający wstrząsnąć czytelnikiem nie przez epatowanie pewnymi obrazami, ale celowe ujęcie im znaczenia. Jednak jak na podstawie tych migawek czytelnik ma sobie wyrobić określony obraz rzeczywistości, skoro raz po raz okazuje się, że tak naprawdę nic nie jest tym, czym się z początku wydawało?
Dziwacznie skonstruowana jest sama fabuła - bohaterowie uwikłani są w sytuacje, które na dobrą sprawę do niczego konkretnego nie prowadzą, a w końcu i tak zostają przez autora ukazane w sposób, który diametralnie zmienia nasze ich postrzeganie i ocenę. Wielokrotnie w trakcie lektury gubiłam wątek, przyłapywałam się na tym, że moje myśli błądzą, nie potrafiłam dostatecznie skupić się na treści: napięcie, zamiast narastać i opadać, stopniowo się rozmywało, piętrzące się zagadki i kumulujące niejasności maksymalnie dezorientowały, zaś zakończenie - definitywnie mnie sfrustrowało, gdyż nie tylko nie spięło klamrą wszystkich wątków, niczego nie wyjaśniło, ale na dodatek nie zasygnalizowało nawet, która wersja rzeczywistości jest prawdziwa.
Wydarzenia, choć same w sobie dramatyczne i fabuła poruszająca ważną tematykę społeczną nie były w stanie wykrzesać ze mnie emocji i zainteresowania. Czułam się znużona tym, że tak trudno powiązać ze sobą wszystkie wątki, nie docierały do mnie aluzje autora do współczesnych realiów Gwatemali, a co gorsza - mało mnie to wszystko obchodziło. Sądzę, że zawinił specyficzny styl Rodrigo Rey Rosy: wyprany z emocji, skupiający się na pobieżnym rejestrowaniu wydarzeń zamiast na szczątkowej choćby analizie bohaterów i ich motywów. Ponadto miałam wrażenie, że problematyka poruszana przez autora jest zbyt szeroka i różnorodna: kontrasty społeczne, łamanie praw człowieka, porwania dla okupu, dyskryminacja Indian, korupcja, pranie brudnych pieniędzy, fortuny oparte na narkobiznesie, przemoc i bezprawie, medyczne eksperymenty... a wszystko to czasem ledwie zasygnalizowane lub tylko zasugerowane, w najlepszym razie potraktowane po łebkach, w sposób ukazujący jedynie czubek góry lodowej - i może taki był zamysł autora, jednak kompletnie rozminął się on z moimi oczekiwaniami. Wciąż mam wrażenie, że coś mi umknęło, jednak mętna, nużąca fabuła i mało przystępny styl Rosy jakoś nie zachęcają do tego, by próbować zmierzyć się z tą refleksją i zgłębiać tematykę. Nurtuje mnie myśl, czy rzeczywiście obraz Gwatemali jako kraju stojącego na skraju przepaści nie mógł być ukazany w bardziej przystępnej i sensownej formie, w lepszym stylu? Może taka już jest specyfika literatury gwatemalskiej lub w ogóle latynoamerykańskiej - ale kompletnie nie współgra ona z moją wrażliwością i oczekiwaniami co do literatury poruszającej ważne problemy społeczne. Niestety pozostałam głucha na wszystko, co Rodrigo Rey Rosa chciał mi przekazać, w związku z czym trudno mi Wam polecić tę lekturę.

Moja ocena: 2/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/209502/glusi/opinia/17117267#opinia17117267 


recenzja bierze udział w wyzwaniu czytamy powieści obyczajowe
 

za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Wielka Litera :)

32 komentarze:

  1. Jeżeli w Tobie wzbudziła ona takie odczucia, to ja bym jej na pewno nie skończyła, uznając, że chyba za wysokie progi;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Robert Bolano...próbowałam przeczytać "2666" i poddałam się w w trakcie I części lub po I części? Już dokładnie nie pamiętam. Zupełnie nie wiedziałam, do czego dąży ta historia, czułam się zmęczona, niby zainteresowana, ale nie do końca. Nie ma nic gorszego od momentu, kiedy czyta się książkę i nie jest się w stanie pojąć jej mimo powtórek i usilnej próby utrzymywania uwagi. Do Bolano pewnie wrócę, zmierzę się raz jeszcze, nie wiem, czy z tym tomiszczem, czy może z opowiadaniami, aby było lżej? A ta książka? Z opisaną przez Ciebie fabułą i kwestiami zupełnie nie zgadza mi się ten styl autora, o którym piszesz. Chyba powinien być odwrotny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... jeśli styl Rosy jest porównywalny ze stylem Bolano, to już rozumiem jego pochwały pod kątem warsztatu kolegi po fachu :P
      Ja w każdym razie czuję się skutecznie zniechęcona do prozy jednego i drugiego:)

      Usuń
    2. Trudno mi powiedzieć...bo przeczytałam tylko jedną część jednej książki, aczkolwiek wydaje mi się, że pod względem emocjonalnym nie był bujny, natomiast nie był też powściągliwy. Ale właśnie, kolega po fachu i wszystko wiadomo, no jednak trzeba coś wiedzieć też o tamtejszej literaturze czy kraju, żeby móc zrozumieć książkę, widocznie obu nam tego brakuje :P

      Usuń
  3. O mamo, opatrzność nade mną czuwała, że nie wzięłam tej książki do recenzji. Podziwiam cię za wytrwałość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie tyle wytrwałość mną kierowała, co chęć zrozumienia i ciekawość :P

      Usuń
  4. Mało kiedy biorę sobie do serca rekomendacje z okładek, bo to najczęściej tylko zabieg marketingowy. Nie wiem co myśleć o tej książce, wiem, że ile ludzi tyle opinii, jednak polegam na Twoim zdaniu, dlatego raczej nie przeczytam tej książki, ale jak będzie w bibliotece, to rzucę na nią okiem i może przeczytam z jeden akapit, tak na próbę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wychodzę z założenia, że w tych rekomendacjach MUSI być ziarno prawdy, niestety tu nie dopatrzyłam się żadnego:/
      Ale może ja za głupia jestem na tego typu literaturę:)

      Usuń
    2. Właśnie, ziarno prawdy :-)
      Daj spokój, kto jak to, ale Ty umiesz dostrzec istotę treści :-)

      Usuń
  5. A ja chętnie spróbuję, zaintrygowałaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Literatura gwatemalska... mimo wszystko to musi być interesujące doświadczenie, które mnie ciekawi na swój sposób :)
    PS
    Okładka bajeczna!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Opis książki mnie zaintrygował, ale może dobrze się stało, że ostatecznie po nią nie sięgnęłam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze, po lekturze "Severiny" miałam chęć na kolejną książkę Rosy, ale widzę, że pewne rzeczy, które mnie irytowały w pierwszej powieści zostały pogłębione w Głuchych:(
    Severina, spodobała mi się przede wszystkim dlatego, że mówiła głównie o książkach i miłości do nich. Pewne wątki zostały poruszone, lekko pociągnięte i zostawione w martwym punkcie. Sporo pozostało tajemnic, a może to nie tajemnice, tylko ja nic nie zrozumiałam? Szczerze mówiąc liczyłam na jakąś kontynuację wyjaśniającą:) Być może kiedyś sięgnę po Głuchych z czystej ciekawości, żeby do końca wyrobić sobie zdanie o tym pisarzu, ale wielką chęcią nie pałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że autor po prostu ma taki styl. Mnie nie ciągnie do "Severiny", ale ciekawa jestem zdania kogoś, kto mógłby porównać obie jego książki:)

      Usuń
  9. Popatrzyłam na okładkę - rozbolała mnie głowa. Twoja rzetelna recenzja przekonała mnie też, że jeśli skuszę się na te książkę to rozboli mnie jeszcze bardziej... Temu tytułowi mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z literaturą gwatemalską jeszcze nie miałam kontaktu i na tę książkę po Twojej recenzji nie mam chęci. Okładka bajeczna i przyciąga wzrok:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak to bywa, im mniej zrozumiała proza, tym większa ilość ludzi, którzy chcąc zaimponować swoją inteligencją będzie ją chwalić, wmawiając innym, ileż to z niej wartościowej treści wyciągnęli ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba nie jest to lektura dla mnie - mało przystępny styl i traktowanie zagadnień ,,po łebkach" mogłyby zabić resztki przyjemności z lektury.

    OdpowiedzUsuń
  13. Po pierwszej części Twojej wypowiedzi byłam zaintrygowana ale potem zwątpiłam. Nie wiem czy jestem gotowa na tego typu literaturę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Albo ta książka jest po prostu zła, a ktoś na siłę usiłuje się doszukać w niej czegoś błyskotliwego, albo my jesteśmy za mało inteligentne żeby ją zrozumieć... (przy czym bardziej skłaniam się do tego pierwszego wyjaśnienia;)

    OdpowiedzUsuń
  15. A może taki miał być efekt? Czytający pozostał głuchy na problemy innych, bo nie zostały one tak przedstawione, że nie poruszają? A szkoda, bo przecież literatura gwatemalska nie należy do zbyt popularnych i przydałoby się coś wartościowego, co przyciągnęłoby rzesze odbiorców.

    OdpowiedzUsuń
  16. Obawiam się, iż przy takich odczuciach. Osobiście pewnie bym nie dokończyła lektury, a co dopiero przeczytać drugi raz. Jestem pełna podziwu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Trochę to wygląda tak jakby autor chciał zbyt wiele srok za ogon złapać i poruszył tak dużo trudnych tematów, że nie było mocy by zrobić to dogłębnie.Tak czy siak podziwiam, że zmierzyłaś się z tą książką dwukrotnie - szkoda jednak, że powtórne przeczytanie nie dało Ci odpowiedzi co też takiego widzieli w tym tytule krytycy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tytuł tej książki jest bardzo intrygujący. Szkoda, że to jedyny jej atut.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie strasz, bo ja mam ją niedługo w planach. :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Karolina jesteś wielka!
    Tyle napisać o książce, która Ci się nie spodobała ! - Szacun :)

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja bym zaryzykowała lekturę, lubię wyzwania. Szczególnie, że jeszcze nie miałam styczności z literaturą gwatemalską. Co do okładki, to moim zdaniem za pstrokata. Ale może chcieli się wpasować w klimat tamtego kraju? ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dzięki za konstruktywną krytykę książki. Teraz wiem, że powinnam ją omijać szerokim łukiem! Szkoda tracić cenny czas na tak słabe lektury :(

    OdpowiedzUsuń
  23. Raczej będę unikać tej książki. Nie lubię jak tematy są sygnalizowane pobieżnie, a na końcu nic nie zostaje wyjaśnione. Literatura gwatemalska brzmi bardzo egzotycznie, ale chyba poczekam na inną książkę opisującą realia życia w tym miejscu.

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.