czwartek, 9 maja 2013

"Na haju do raju"

Autor: J. Maarten Troost
Tytuł: "Na haju do raju"
Seria: Seria z różą wiatrów
Wydawnictwo: Dolnośląskie - Grupa Wydawnicza Publicat, 2013
Ilość stron: 294
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Nie nachodzi Was czasem ochota, by rzucić całe swe dotychczasowe życie, związane z nim zmartwienia, bolączki i problemy, a następnie zaszyć się na zagubionej pośrodku oceanu rajskiej wyspie, by spędzać czas na leniwym kontemplowaniu piękna otaczającej przyrody?

J. Maarten Troost tak właśnie zrobił. Jego eskapistyczne ciągoty, niespokojny duch i rosnąca niechęć do przytłaczająco szarego, ustabilizowanego życia sprawiają, że decyduje się rzucić prestiżową pracę konsultanta w waszyngtońskiej filii Banku Światowego, zrezygnować z frustrującego american lifestyle'u generującego poczucie braku spełnienia i bezcelowości oraz wrażenia, że jego życie zmierza donikąd i postanawia uciec do świata, który w rzewnych wspomnieniach jawi mu się jako raj na ziemi - na wyspy południowego Pacyfiku. Z radością porzuca szaleńcze tempo życia, wszechobecny konsumpcjonizm i ogłupiający wyścig szczurów na rzecz leniwego, niespiesznego życia na malowniczej, choć bynajmniej nie sielskiej wyspie, gdzie czas mija na niefrasobliwym wykonywaniu prostych, naturalnych czynności, celebrowaniu drobnych przyjemności i delektowaniu się pięknem natury. Kiedy jego żona Sylvia dostaje propozycję pracy na Vanuatu, jednej z pacyficznych wysepek, ochoczo pakują dobytek do kilku walizek i z optymizmem wyruszają w drogę.


Wymarzone miejsce na ziemi leży w pierścieniu ognia na Pacyfiku, nękają je wybuchy wulkanów i trzęsienia ziemi, a w związku z trwającym pół roku sezonem huraganów trzeba się liczyć z ulewnymi deszczami wywołującymi równie niebezpieczne lawiny błotne. Tu ciepłe, błękitne wody roją się od rekinów, na lądzie grasują gigantyczne, jadowite stonogi, a rządy absurdalnie skorumpowanej władzy nie są w stanie zagwarantować wyspie politycznej stabilności. Całe szczęście, że ludzie są tu uprzejmi i pogodni, choć bywają też gwałtowni i nieprzewidywalni emocjonalnie, a to w połączeniu z niechlubną i wcale nie tak odległą w czasie tradycją kanibalizmu może - a nawet powinno - niepokoić. Sytuacji nie poprawiają trudności w komunikacji wynikające z niezwykłej różnorodności językowej na Vanuatu, rosnąca przestępczość oraz wciąż stanowiąca ogromny problem malaria. Mimo tych wszystkich - kolokwialnie mówiąc - niedogodności, Maarten i Sylvia bez wahania osiedlają się w stolicy Vanuatu, Port Vila.

Zjawiskowe piękno przyrody i niefrasobliwy tryb życia wyspiarzy utwierdzają małżonków w przeświadczeniu, że dokonali właściwego wyboru. Ich nowe życie obfituje w bardzo różnorodne doświadczenia - począwszy od całkiem przyziemnych zmagań z cyklonem i jego skutkami, poprzez przygody z olbrzymią stonogą, na narkotycznych wizjach po zażyciu tradycyjnej kavy skończywszy. Bo z czym może się równać zajrzenie w głąb czynnego wulkanu, wzięcie udziału w lokalnej uroczystości bratania się mieszkańców osad, której punktem kulminacyjnym jest zbiorowa rozpusta, lub rozmowa z wodzem otwarcie przyznającym się do aktów kanibalizmu? Jednak mimo tych wszystkich atrakcji Maarten z biegiem czasu zaczyna dostrzegać zmiany, jakich nie spodziewał się na rajskiej wyspie.  Ze zgrozą i konsternacją stwierdza, że na Vanuatu kolonialna przeszłość z czasów angielsko - francuskiego kondominium jest wciąż żywa, a podziały rasowe niebezpiecznie się utrwalają. Także na urocze, pacyficzne wysepki dotarł zachodni styl życia niszczący tradycyjną kulturę i stosunki społeczne przynosząc moralną zgniliznę i wszelkie możliwe bolączki wielkich miast. Na Fidżi, gdzie Maarten i Sylvia przenoszą się oczekując w bardziej cywilizowanych warunkach narodzin swojego pierwszego dziecka, natrafiają na wszystko to, od czego chcieli uciec: tętniącą życiem i tonącą w śmieciach metropolię, której ulice po zmroku stają się równie niebezpieczne, jak w Ameryce. Egzotyczny styl życia coraz mniej odpowiada ich wyobrażeniom i Maarten i Sylvia zaczynają poważnie myśleć o powrocie do Stanów. Do domu.

J. Maarten Troost napisał książkę wyjątkową, będącą barwnym połączeniem skrzącego dowcipem, intrygującego reportażu podróżniczego z refleksyjno - nostalgiczną obyczajówką obrazującą zagubienie współczesnego człowieka w nieprzyjaznym, a przecież cywilizowanym świecie i będącą wyrazem uniwersalnej ludzkiej tęsknoty za eskapizmem, ucieczką od szarej codzienności w barwną, sielską i rajską egzotykę. Na haju do raju to spisana lekkim piórem, pełna autoironii i humoru relacja z wyprawy na wyspy mórz południowych, które miały stać się domem autora, a okazały się jedynie przystankiem na drodze do celu. Troost z niezwykłym wdziękiem i emfazą opisuje swoje doświadczenia i perypetie  na Vanuatu i Fidżi, a jego wynurzenia czyta się nie tylko z niesłabnącym zainteresowaniem, ale i uśmiechem na ustach. Pod jego piórem nawet najbardziej mrożące krew w żyłach przygody zamieniają się w zabawne incydenty, na kolejnych stronach aż roi się od sugestywnych przykładów komizmu słownego i sytuacyjnego wynikającego z nieporadnych prób odnalezienia się w zupełnie odmiennej kulturze, które rozśmieszają do łez.

Autora, oprócz wyjątkowego dystansu do samego siebie i zaraźliwego poczucia humoru, wyróżniają nie mniej intrygujące cechy. Okazuje się być bystrym i uważnym obserwatorem, który niezwykle wnikliwie potrafi analizować rzeczywistość i celnie puentować swoje spostrzeżenia. Szczególnie wiele uwagi poświęca porównaniu zachodniego i wyspiarskiego stylu życia z uwzględnieniem ich wad i zalet, kulturowej spuścizny i kolonialnej przeszłości pacyficznych wysp. Dobra znajomość historycznych, obyczajowych i politycznych realiów w połączeniu z jego dociekliwością, otwartością i ciekawością świata oraz lekkim piórem gwarantują wyjątkowo satysfakcjonującą lekturę o godnych odnotowania walorach poznawczych. Jeśli dodać do tego drugie dno w postaci bardziej uniwersalnych, słodko - gorzkich przemyśleń na temat prób odnalezienia swojego miejsca w życiu, bolesnych konfrontacji marzeń z rzeczywistością czy refleksji dotyczących kierunku, w którym zmierza świat, książka Troosta staje się tym bardziej zajmująca, nietuzinkowa i atrakcyjna dla szerokiego grona czytelników.
Jeśli więc nadal marzycie o błogiej, rajskiej egzystencji na rajskiej wyspie... sięgnijcie wpierw po książkę Na haju do raju.

Moja ocena: 4/5

recenzja napisana dla portalu Oblicza Kultury :)

19 komentarzy:

  1. Koniecznie muszę przeczytać. Raz, ze coraz częściej marzy mi się ucieczka do raju, a dwa uwielbiam książki skrzące sie dowcipem.
    Przyznam ci się, że kilkakrotnie patrzyłam na tę książkę w nowościach, ale jakaś taka trochę...bezbarwna mi się wydawała. A tu taka niespodzianka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęcająca recenzja do przeczytania książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, tak, któż z nas nie marzy czasami o porzuceniu (choć na chwilkę), swojego dotychczasowego życia, móc krzyknąć: witaj przygodo! i wyruszyć w nieznane, dla mnie to raczej nierealne, ale podziwiam Troosta za odwagę ;)
    Fajnie, że autor nie stroni od humoru i, jak wspomniałaś, ma lekkie pióro. Jeśli książka wpadnie mi w ręce, z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Evita - ja też nie odważyłabym się rzucić wszystkiego i ruszyć na złamanie karku za marzeniem... już nie :D Ale zawsze fajnie poczytać, że jednak kogoś na to stać:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Już sama okładka mnie powaliła. :D Zawartością za to Ty umiejętnie kusisz. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety nie kusi mnie tematyka tej książki, nie przepadam za podróżniczymi relacjami. Okładka bardzo zabawna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze tak opiszesz ksiażkę, że mam ochotę po nią sięgnąc mimo iż sam pomysł na fabułę wydaje mi się dość średni... Chociaż jak tak dłużej myśle to może jest odpowiednia książka dla mnie, bo sama chciałabym sie wynieść gdzieś na jakąś wyspę, więc może warto poczytać jak to wyglądało o tej dwójki bohaterów ;) Sama nie wiem :D Jak się natknę to czemu nie. o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jarka - bo ja wybieram tylko te książki, które mają wielką szansę przypaść mi do gustu :D
      Naprawdę warto poczytać - można boki zrywać ze śmiechu z perypetii autora, a ten styl - istne cacko:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Lubię książki w których dowcip jest niewymuszony i pozwala to się uśmiechnąć, to nawet zachichotać podczas lektury książki. Myślę, że mogłaby mi się ta książka spodobać. Może kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie jest to chyba książka dla mnie, więc na razie odpuszczę ją sobie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę sobie zanotować ten tytuł. Strasznie marzy mi się pobyt na jakiejś rajskiej wysepce, więc doskonale autora rozumiem ;) Jeśli do tego cała opowieść jest wzbogacona humorem, to czuję, że to coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawie napisałaś o tej książce, z chęcią ją przeczytam. Co prawda czasem też mam ochotę wyjechać do jakiegoś egzotycznego zakątka, ale wiem, że na stałe nie mogłabym zamieszkać w miejscu gdzie grasują wspomniane jadowite stonogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosiak - no właśnie! Co tam trzęsienia ziemi, cyklony i lawiny błotne! To stonogi zniechęcają mnie najbardziej! A gdy poczytasz sobie opis, w jaki sposób autor się z nimi rozprawia... no, w każdym razie nie rób tego przy jedzeniu :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Dzięki za ostrzeżenie :D Domyślam się, że oprócz stonogi pojawi się też jakiś pająk, a to już w ogóle działa na mnie odstraszająco.

      Usuń
  11. Świetna recenzja. Po Twoich pierwszych zdaniach, miałam chęć spakować tonę książek i wyruszać na jakąś wysepkę, ale najpierw przeczytam jednak tę książę:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Znów jestem pod wrażeniem tego, jak pięknie potrafisz opowiedzieć o książce. Gdyby pojawił się konkurs, w którym byłoby do wygrania opublikowanie jakiegoś bloga w wersji książkowej, zdecydowanie miałabyś mój głos :)

    Sama książka może tytułem czy okładką specjalnie nie kusi, ale myślę, że wizja życia z dala od brudów współczesnej cywilizacji kusi i przekonuje wielu, więc chętnie po taką opowieść sięgną. Sama, choć mam ochotę rzucić wszystko w cholerę przynajmniej siedem razy w tygodniu, wiem, że nie porzuciłabym tego, co mam. No, chyba że na krótko :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Byłby fantastycznie urwać się od codzienności i odpocząć w jednym z sielankowych miejsc na ziemi:) Wielka szkoda, że prawda wcale nie okazała się taka idealna...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię, kiedy książkowy bohater stawia wszystko na jedną kartę, rzuca dotychczasowe życie, by w końcu gonić za marzeniami.To mnie mobilizuje i odświeża. Sama mam wtedy chęć działać, choć może nie zaraz uciekać na koniec świata:)
    Dodatkowo kusi mnie ten humor:)
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.