poniedziałek, 7 stycznia 2013

"Trucicielka"

Autor: Eric - Emmanuel Schmitt
Tytuł: "Trucicielka"
Wydawnictwo: Znak literanova, 2011
Ilość stron: 245
Okładka: miękka

Moje dotychczasowe literackie spotkania z Erikiem - Emmanuelem Schmittem mogłabym porównać do prawdziwej duchowej uczty: Ewangelia według Piłata zaskoczyła mnie ogromnym ładunkiem emocjonalnym i przejmującymi rozważaniami filozoficznymi, Moje życie z Mozartem okazało się wzruszającym wyrazem także moich fascynacji, a refleksyjne i autentyczne Małe zbrodnie małżeńskie zachwyciły prostotą i mądrością życiową. Żadna z tych lektur nie pozostawiła mnie obojętną, ale na długo zapadła mi w pamięć, oczarowała wysmakowaną prozą, poruszyła intensywnością emocji. Dlatego też pełna nadziei sięgnęłam po kolejne dziełko Schmitta - zbiór czterech opowiadań opatrzonych tytułem Trucicielka.

Znaczący tytuł wprowadza czytelnika w tematykę niniejszych historii - autor zagłębia się bowiem w świat ludzkich obsesji, które zatruwają umysł, niszczą psychikę, zmieniają nie do poznania i wywołują nieodwracalne skutki. Przybierają różne oblicza, a zabarwia je cała gama emocji: miłość i nienawiść,  fascynacja i wstręt, zazdrość i czułość, rozpacz i żal, pragnienie zemsty i chęć odkupienia. Stają się jedynym motorem działania wyłączając rozum, intuicję czy doświadczenie. A co pozostawiają po sobie?


Tytułowa "Trucicielka" to historia starszej kobiety owianej złą sławą. Przed laty oskarżona o zabójstwo trzech swoich mężów, uniewinniona przez sąd, nadal wzbudza niezdrową sensację wśród mieszkańców miasteczka i przyjezdnych. Jej ponure i jałowe życie zmienia się wraz z przybyciem do Saint - Sorlin młodego i przystojnego księdza. Z dnia na dzień kobieta ulega fascynacji pełnym entuzjazmu i żarliwości proboszczem. Aby skupić jego uwagę wyłącznie na sobie, spowiada mu się ze swych zbrodni czerpiąc perwersyjną przyjemność z gwałtownych emocji, jakie wzbudziła w księdzu swoimi wyznaniami. On zaś z kolei owładnięty jest obsesją namówienia jej do publicznego przyznania się do winy.

"Powrót" to historia okrętowego mechanika, który na pełnym morzu dowiaduje się, że jedna z jego córek nie żyje. Ten na co dzień oziębły, szorstki i niełatwy we współżyciu mąż i ojciec niemal popada w obłęd zastanawiając się, którą córkę właśnie stracił. Te obsesyjne myśli które z dzieci kocha najbardziej, a które mógłby ewentualnie poświęcić, prowadzą go do swoistego rachunku sumienia i konstruktywnych refleksji o tym, w jakim stopniu zna swoją rodzinę, czy naprawdę ją kocha, jakim w istocie jest mężem i ojcem. To stosunkowo krótkie opowiadanie wywarło na mnie największe wrażenie - aż wibruje od emocji, poczucia winy, chęci odkupienia; świetnie uchwycony, choć być może nieco przerysowany dylemat prostego marynarza z pewnością jest nieobcy każdemu rodzicowi.

"Koncert Pamięci anioła" to historia dwóch uzdolnionych muzycznie młodych ludzi, których zacięta rywalizacja prowadzi do nieszczęśliwego wypadku. Przemiana, jak w nich zachodzi, jest diametralna; zamieniają się rolami kata i ofiary, zaczynają dręczyć ich obsesje: u Chrisa znajduje ona ujście w ratowaniu życia innym, natomiast zgorzkniały Axel żyje pragnieniem zemsty. Jak mocno splecione są ze sobą ich losy, okaże się dopiero w tragicznym finale.

"Elizejska miłość" to portret z pozoru idealnej pary prezydenckiej, którą w rzeczywistości od miłości do nienawiści dzieli tylko jeden krok. Granica ta zostaje przekroczona - i to niejednokrotnie - zaś burzliwe perypetie i gwałtowne, destrukcyjne emocje ostatecznie uświadomią tym mistrzom pozorów, co w istocie do siebie czują.

Tematyka Trucicielki oscyluje wokół rodzącej się z wolna obsesji w sercach, umysłach i świadomości bohaterów stawiając ich w sytuacjach - wydawałoby się - bez wyjścia: takich, które muszą zakończyć się katastrofą, okaleczoną psychiką, bezdenną rozpaczą, tragedią. Nie bez przyczyny czuwa nad nimi św. Rita - patronka spraw beznadziejnych, która wyzwala działanie, niesie nadzieję i napełnia otuchą. I choć wyzwolenie z pętli obsesji jest możliwe, zło wyrządzone za jej sprawą już się dokonało, a odkupienie przychodzi za późno i nie jest w stanie wymazać doznanych krzywd. Bohaterowie Schmitta przechodzą wewnętrzne przemiany, walczą z własnymi słabościami, stawiają czoła światu, podążają za pragnieniami lub im ulegają - a wszystko w nich tętni od emocji, jest dynamiczne i gwałtowne - jak życie.

Po raz kolejny oczarował mnie styl autora: prosty, zwięzły, a jednocześnie barwny język i starannie dobrane słowa tworzące oryginalne i przejmujące historie niosące w sobie ogromny ładunek emocji oraz niezwykłe bogactwo uczuć. Pewien dysonans wywołało delikatne wrażenie, jakby dotychczasowa niewymuszona prostota prozy Schmitta niebezpiecznie wkraczała na ścieżkę efekciarstwa i ocierała się o pompatyczność zbliżając się nieco do pseudofilozoficznych klimatów Coelho, ale mam nadzieję, że kolejne utwory autora zetrą to wrażenie. Wolałabym przeczytać mądrą, pełną głębi i prostoty opowieść o człowieku i gnębiących go demonach niż quasi - przypowieść z autorem w roli mędrca zsyłającego maluczkim objawienie: Trucicielka plasuje się gdzieś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. I być może dlatego, że opowiadania te wydawały mi się obliczone na wywołanie określonych emocji i refleksji, nie poruszyły mnie tak, jak poprzednie utwory autora, z którymi miałam styczność. Oczywiście Schmitt nie przestaje być dla mnie znakomitym znawcą ludzkiej natury w piękny i wysmakowany sposób piszącym o emocjach; jak najbardziej doceniam przejmujące i wnikliwe studium ludzkiej psychiki ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju i działania mechanizmu obsesji, jednak tym razem nie trafił mnie prosto w serce, lecz zatrzymał się gdzieś na jego obrzeżach.


Moja ocena: 3/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/85510/trucicielka-i-inne-opowiadania/opinia/1841550#opinia1841550

35 komentarzy:

  1. Pod ostatnim akapitem moge dodac tylko : "Amen".
    Jego tworczosc mnie nie porywa, co ksiazke mysle, ze cos sie zmienilo, a tu znowu dostaje dokladnie to samo, co ostatnio.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie piszesz o autorze... którego jeszcze nie miałam szczęścia poznać. Na tyle pięknie, że chyba już niedługo sięgnę po Kobietę w lustrze, która jakiś czas temu pojawiła się na półce. I mam nadzieję że jej lektura wzbudzi we mnie doświadczenia podobne do tych, jakie towarzyszyły Ci przy wcześniej przeczytanych książkach autora :-) Sama trucicielka w jakiś sposób też mnie intryguje więc nie wykluczam, że i z nią się kiedyś zapoznam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. alison2 - generalnie warto poznać prozę Schmitta; to akurat spotkanie nie powaliło mnie na kolana, ale natknęłam się na porażającą liczbę pozytywnych recenzji, więc coś w tym być musi:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. A mnie "Trucicielka" właśnie bardzo urzekła i dumnie stoi w mojej biblioteczce. Zaczęło się od fascynacji cudowną okładką, która skrywała piękne opowiadania. Póki co Schmitt nadal potrafi mnie zaczarować swoją twórczością ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malice - mam nadzieję, że i mnie nieraz jeszcze oczaruje - to z pewnością nie jest moje ostatnie spotkanie z twórczością Schmitta:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Autora nawet lubię, ale Trucicielka (na szczęście pożyczona z biblioteki) delikatnie mówiąc nie podeszła mi. Wg. mnie i tak ją nienajgorzej oceniłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anetapzn - najgorsza nie była, tylko lekko trąciła Coelho :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Oj nisko coś... A ja mam na nią wielka chrapkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hadzia - spróbuj, warto przekonać się samemu. A nuż Ci przypadnie do gustu?
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Bardzo lubię opowiadania, jest to jeden z najchętniej czytanych przeze mnie gatunków. W prozie Schmitta zawszę odnajduję coś dla siebie, więc jestem nieco rozczarowana Twoją oceną, gdyż miałam ogromną ochotę na "Trucicielkę". Mimo wszystko, chętnie sama się przekonam, czy książka przypadnie mi do gustu.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mowa liter - skoro lubisz Schmitta, nie zniechęcaj się moją oceną. Przypuszczam, że i mnie niezbyt pochlebna ocena by nie zniechęciła, wolałabym sama stwierdzić, jak to jest z tą "Trucicielką" :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Kiedyś próbowałam przetrawić jakieś opowiadania tego Pana i wyszło fatalnie :/ Niemniej doceniam jego talent, bo Oscara i Panią Różę stworzył doskonale :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo... to mnie trochę zaskoczyłaś. Ja od "Trucicielki" zaczęłam swoje spotkanie ze Schmittem i byłam nią absolutnie oczarowana... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia J. - ja z kolei byłam nieprzytomnie oczarowana "Ewangelią według Piłata". Nareszcie czymś się różnimy! :D
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. W końcu! :D A "Ewangelia..." jeszcze przede mną, więc niestety nie mogę się wypowiedzieć... Jeszcze! :)

      Usuń
  9. Skoro ta książka nie jest jedna z jego najlepszych to może powinnam właśnie po nią sięgnąć jako pierwszą, żeby uniknąć poźniej rozczarowań. A tak zaczne od tego a później będzie już tylko lepiej ;P
    Bardzo podoba mi się tematyka, jaką podejmuje Schmitt. A najbardziej intrygują mnie opowiadania: "Trucicielka" i "Powrót" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuzja - hehe, ciekawa metoda:) Może spróbuj ją ominąć i przejdź od razu do tych mega :D
      A tematyka rzeczywiście ciekawa - obsesje - chociaż spodziewałam się tu fajerwerków, a dostałam zaledwie zimne ognie :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Ja też spotkania z autorem zaliczam do udanych i po tę książkę prędzej, czy później sięgnę:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. "Ewangelia według Piłata" czeka na mojej półce od pół roku i karcę się w myślach, że wciąż odkładam lekturę tej książki w czasie. Za to "Przypadek Adolfa H." to książka, której długo nie zapomnę.
    Schmitt jest świetny, jego powieści działają na mnie jak magnez, dlatego mam nadzieję, że nie będzie dalej zmierzał w stronę stylu Coelho... W każdym razie "Trucicielkę" chętnie poznam pomimo, iż za opowiadaniami nie przepadam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cinnamon - o, właśnie "Przypadek Adolfa H." strasznie chciałabym przeczytać! Widzę, że na Tobie książka zrobiła ogromne wrażenie, i liczę na podobne doznania :)
      Kurczę, dałabym na mszę w intencji tego, żeby odpuścił sobie dreptanie za Coelho... ale może sam się opamięta... :D
      Co do "Trucicielki" - myślę, że jeśli chodzi o formę opowiadania, Schmitt sprawdził się w niej znakomicie:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  12. Schmitt we mnie wywołuje skrajnie rózne emocje. Od bardzo dobrej "Kiedy byłem dziełem sztuki" po kiczowate "Historie miłosne" przez wzruszjącego "Oscara i Panią Różę". W sumie to taki trochę mądrzejszy Coelho, chociaż trzeba mu przyznać, że ma dobre momenty. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatriz - no właśnie, ja dotąd trafiałam tylko na te dobre książki i doszłam do błędnego wniosku, że pisze równo i rewelacyjnie bez wyjątku :/ Może następne spotkanie wypadnie bardziej zadowalająco:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. Jakoś mi ciągle nie po drodze do tego autora...

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak Ty pięknie potrafisz balansować między tym, co w danej książce dobre, a tym, co złe, jak świetnie umiesz oddzielać wady od zalet - a czasami prościej byłoby wrzucić coś do jednego worka i albo wychwalać pod niebiosa, albo skrytykować.
    "Pewien dysonans wywołało delikatne wrażenie, jakby dotychczasowa niewymuszona prostota prozy Schmitta niebezpiecznie wkraczała na ścieżkę efekciarstwa i ocierała się o pompatyczność zbliżając się nieco do pseudofilozoficznych klimatów Coelho, ale mam nadzieję, że kolejne utwory autora zetrą to wrażenie." - no właśnie. Schmitt jest moim zdaniem nierówny. "Opowieści o Niewidzialnym" zachwyciły mnie, "Marzycielka z Ostendy" - poirytowała, "Zapasy z życiem" były gdzieś pośrodku. Co teraz? :)

    Pozdrawiam i gratuluję świetnej recenzji!
    PS: Widzę, że czytasz teraz niesamowicie trudną i niesamowicie ważną książkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oleńka - może i byłoby łatwiej, ale wtedy nie byłoby to moje zdanie:) Zapisuję sobie z Twojego polecenia "Opowieści o Niewidzialnym", mam nadzieję, że i mnie zachwyci:)

      Wiesz, ledwo daję radę; "Dzisiaj narysujemy śmierć" to jedna z najtrudniejszych lektur, z jakimi miałam do czynienia - zwłaszcza, że mam ją w formie audiobooka. Wprost niemożliwe jest przejście przez nią z marszu, trzeba dozować w aptekarskich dawkach :(
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  15. Zupełnie zapomniałam o tej książce, a przecież mam ją u siebie na półce i tylko czeka na swoją kolej. Ja jednak ciągle odwlekam spotkanie z ,,Trucicielką'', bo czytałam w sieci ,,chłodne'' recenzje na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
  16. w całym zbiorze najbardziej podobało mi się tytułowe opowiadanie, ale mimo wszystko książkę dobrze wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytałam kilka książek Schmitta, tej jeszcze nie, ale jak ja spotkam na pewno po nią sięgnę. Każda z przeczytanych jego książek na długo pozostaje w pamięci, i nie da się o nich zapomnieć. Mi jak dotąd najbardziej podobała się "Pan Ibrahim i kwiaty koranu"

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytałam kilka pozycji tego autora i na tę także miałam ochotę. Ale gdy tak czytam recenzje to widzę, że wcale nie jest to dobra pozycja. Czegoś w niej brakuje. A i Twoja opinia nie zachęca mnie do jej przeczytania. Trudno, płakać nie będę, bo są lepsze pozycje ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Książkę miałam okazję przeczytać. Niezła, choć wolę dłuższą formę:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam ją w planach, od bardzo dawna!

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam w planach, książka czeka już na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Isadoro, "Trucicielka" to była pierwsza książka Schmitta, którą przeczytałam. Według mnie opowiadania są nierówne. Duże wrażenie zrobiły na mnie "Koncert pamięci anioła" i "Elizejska miłość". Reszta jakoś mnie nie porwała. Byłam jednak na tyle zaintrygowana prozą tego autora, że sięgnęłam po kolejne tytuły i nie żałuję. Jak tylko skończę "Sekretny język kwiatów" zabieram się za "Małe zbrodnie małżeńskie". Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Już od jakiegoś czasu Schmitt trąci mi właśnie taką pseudofilozofią. Chyba dlatego zaprzestałam czytania jego książek :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Niby mam na półce, ale...nie wiem czy przeczytam. Chyba nie. Autor zdaje mi się pisać nazbyt ckliwie...Chciałam mu dać jeszcze jedną szansę by zmienić wizerunek jego pisarstwa w moich oczach, ale jakoś przemóc się nie mogę. :/

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.