środa, 14 listopada 2012

"Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła"

Autor: Michał Kruszona
Tytuł: "Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła"
Seria: Człowiek poznaje świat
Wydawnictwo: Zysk i s-ka, 2012
Ilość stron: 297
Okładka: miękka

Od lat marzę o podróży do Rumunii - jednego z najdzikszych i póki co najmniej skomercjalizowanych zakątków Europy przyciągającego surowym pięknem przyrody oraz niepowtarzalnym urokiem średniowiecznych miasteczek - niemych świadków burzliwych i krwawych dziejów tej fascynującej krainy oraz  mroczną atmosferą  odciętych od świata wiosek, w których rodzą się najbardziej przerażające legendy.

Szukając informacji, które mogłyby wzbogacić moją wiedzę w tej materii, zapragnęłam czegoś więcej ponad konwencjonalne, suche, choć rzetelne zbiory faktów dostępne w licznych przewodnikach; chciałam żywej opowieści, która pozwoliłaby mi poczuć klimat, bijące serce kraju i ducha zamieszkujących go ludzi. Idealną lekturą wydała mi się książka Michała Kruszony, której intrygująco brzmiący podtytuł Podróże w poszukiwaniu diabła sugerował, że będzie to opowieść o Rumunii w kontekście ludowych wierzeń, niesamowitych historii wyrosłych na bazie tradycji, zabobonów i przesądów. Miałam nadzieję, ze autor skoncentruje się na tropieniu śladów mrocznych legend, szukaniu źródeł dawnych wierzeń i kulturowej spuściźnie tego regionu. Niestety, srodze się rozczarowałam.


Michał Kruszona, jak na kogoś, kto wielokrotnie podróżował do Rumunii, czuje się tam jak u siebie w domu i niemal uważa się za jednego z autochtonów, ma do przekazania zadziwiająco mało informacji, wrażeń i spostrzeżeń odnoszących się do tamtejszej kultury, ludzi, kraju. To, co na tyle często powtarza się w treści, by przekuć się w dominujące wyobrażenie czytelnika o Rumunii, to wszechobecne błoto (jakże często wymieszane z łajnem), rzeź szlachtowanych powszechnie zwierząt, przygnębiające targowiska, żyjący na marginesie społeczności, otoczeni wrogością i nieufnością Cyganie - a wszystko to spowite cieniem obalonego komunizmu i posępnym widmem Nicolae Ceausescu. Co zatem stanowi treść lektury? Jest ona dziwacznym zlepkiem wizji, urojeń i omamów, jakich doświadczył autor w tym ponurym najwyraźniej kraju, uzupełnionych informacjami co i gdzie pan Kruszona wypił i zjadł. Głównie wypił. Zamiast - jak na zapalonego podróżnika przystało - poznawać kraj, obyczaje, ludzi - roi sobie fantasmagoryczne wizje o spotkaniach istot nadprzyrodzonych, które nawet przy sporej dozie pobłażliwości i wyrozumiałości brzmią absurdalnie i niedorzecznie. Wygląda na to, że autor jadąc do Rumunii miał głowę nabitą różnymi wyobrażeniami i z nastawieniem, że w ojczyźnie wampirów spotka go coś niezwykłego i nie dopuszczał do siebie myśli, by mogło być inaczej. A że rzeczywistość okazała się mniej barwna od jego wizji - odcina się od niej pogrążając się we własnym świecie nie potrafiąc lub nie chcąc doprowadzić do konfrontacji. Uparcie tkwi w swoich majakach ślepy i głuchy na to, co go otacza, nie zadając sobie trudu, by wyrobić sobie rzetelną, zgodną ze stanem faktycznym opinię na temat kultury, w której się znalazł. A okazji ku temu ma sporo: spotyka naprawdę ciekawych ludzi, odwiedza intrygujące miejsca, ale o wszystkim opowiada pobieżnie, zdawkowo, nie zgłębiając sedna, lecz rozwodząc się nad swoimi wyobrażeniami i przypuszczeniami co do ich natury, wszędzie dopatrując się działania sił nadprzyrodzonych. Krwiożerczym upiorem wydaje mu się tajemniczy antykwariusz z Sigisoary czy leżący na marach nieboszczyk, wśród ludzi mijających go na ulicy dostrzega wampiry, w obrazach malowanych na szkle - demony, w Cecorze spotyka zjawę hetmana Żółkiewskiego, zaś gospodynie jednego z moteli to najprawdziwsze czarownice! Wszędzie czyhają na niego złe moce, całkiem serio obawia się, czy aby nie stał się niewidzialny, kiedy nikt nie zwraca na niego uwagi - nie wiadomo: śmiać się czy płakać nad jego losem? Czy to z nadmiaru wypitej palinki, czy od tamtejszej diety czy z jakiejś innej, nieznanej przyczyny pan Kruszona sprawia wrażenie tak nawiedzonego, że bije w tym na głowę najbardziej przesądnych mieszkańców Rumunii.

Równie przerażające jest to, jak łatwo ulega stereotypom - choć przecież ktoś, kto chce poznać obcą kulturę, powinien mieć otwarty umysł; podzielając powszechną niechęć mieszkańców do Cyganów odwiedza ich osiedle nie przestając obawiać się o własne życie. I choć zostaje ugoszczony, wciąż jest podejrzliwy i spięty, co zapewne udziela się jego gospodarzom. Słowa, w jakich opisuje ich warunki mieszkaniowe nieodmiennie mają pejoratywne zabarwienie i są najzwyczajniej w świecie przykre. Po cóż więc ich odwiedzał, skoro nie miał zamiaru wyrobić sobie na ich temat własnego zdania?

Największym - i bodaj jedynym atutem publikacji są piękne fotografie, to jednak zdecydowanie za mało, by książka stanowiła pasjonującą i satysfakcjonującą lekturę.
W tekście można znaleźć kilka intrygujących ciekawostek, zbyt jednak powierzchownych i raczej sygnalizujących, co jest warte zobaczenia, w dodatku mocno przytłumionych gadaniną autora. Zalążek opowieści o odpuście w Suczawie, wiejskim weselu, wesołym cmentarzu w Sapinta, artyście malującym na szkle czy grobach rodziny Ceausescu to dobry, ale niewykorzystany potencjał tej książki.  Trudny do przebrnięcia jest język i styl autora: ciężki, egzaltowany, toporny. Brak w nim prawdziwej pasji, sympatii dla kraju i ludzi, którą tak zawzięcie deklaruje. Rzuca się w oczy, że pan Kruszona nie jest zbyt zainteresowany miejscem, do którego podróżował po wielekroć, nie jest ciekawy ludzi: życia, jakie prowadzą i tradycji, jaką stworzyli. Świadczy o tym to, co ma do przekazania czytelnikowi, czyli bardzo powierzchowną wiedzę na temat Rumunii, którą można znaleźć gdziekolwiek indziej, w dodatku podaną w mało zachęcający sposób. Mogłabym napisać, że książka jest bardzo subiektywnym zapisem wrażeń z podróży do Rumunii, jednak te wrażenia nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, częstokroć się z nią mijają i mam poczucie, że są po prostu krzywdzące dla mieszkańców i ich kultury.
Jeśli macie ochotę poczytać o tym, co autorowi wydawało się podczas licznych wypraw do Rumunii - zapraszam do lektury. Jeśli jednak szukacie interesujących informacji o kulturze, tradycji i wierzeniach autochtonów, pasji i dreszczyku emocji towarzyszących odkrywaniu nieznanego lądu - no cóż; jest tu tego bardzo niewiele.


Moja ocena: 1/5


za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i s-ka :)

31 komentarzy:

  1. Łałała, a ja mam an kupce. Wzięłam do recenzji skuszona aura tajemniczości Rumunii...może znajdę w książce coś wiecej na + niż ty...oby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anetapzn - sama jestem strasznie ciekawa Twoich wrażeń:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Ach, a już miałam nadzieję, że będę miała dobry prezent dla koleżanki, która uwielbia Rumunię. Szkoda, że ta książka jest kompletnym niewypałem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cinnamon - może się okazać, że książka przypadnie jej do gustu; niektórzy lubią czytać wszystko, co wpadnie im w ręce, byle tylko zaspokoić swoją ciekawość - jeśli koleżanka ma podobne nastawienie, książka być może będzie trafionym prezentem:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Nie ma nic gorszego od powielania utartych stereotypów...Kurczę, autor powinien je przełamywać, wyciągać najgłębiej skrywane piękno tego kraju, a nie stawiać pieczątkę przy przypisanych temu narodowi łatkach. Szkoda, wielka szkoda. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa - zgadzam się. Najgorsze, że autor w ogóle nie zadał sobie trudu, by je przełamać:/
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Ja najbliższy urlop spędzę w Gruzji i Armenii lub właśnie w Rumunii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Honorata - szczęściara z Ciebie:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Cały rok gromadzę funudusze i cierpię, gdy odbywa się to kosztem zakupów książkowych :)
      Też czytam sporo o Rumunii, ale bardziej na róznych blogach podróżniczych i forach.

      Usuń
  5. Kiedyś czytałam tę książkę, jeszcze w starym wydaniu. W sumie nie bardzo pamiętam swoich wrażeń, więc chyba jakoś mnie nie pochłonęła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. barwinka - jakoś mnie to nie dziwi:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Uffff, dobrze, że przeczytałaś przede mną i już wiem, że książki nie chcę i nie kupię. A szkoda, bo miałam nadzieje, że książka okaże się wartościowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edyta - widzę, że doceniłaś moje poświęcenie :D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Ooo, jakie rozczarowanie :( Nie rozumiem jak można odwiedzać jakiś kraj i roić coś sobie na jego temat zamiast poznawać, jaki to ma sens? Eh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tikichomiktaki - ja też tego nie rozumiem, ale każdy ma do tego prawo. Gorzej, kiedy sięgasz po książkę i musisz to czytać...:/
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Uczciwa recenzja.Gratuluję i serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrochnaaaaaaa! Miło Cię gościć:)
      Pozdrawiam również:)

      Usuń
  9. Isadora!! Wychodzi na to, że Kruszona kiepsko pisze, choć ma dobre chęci. Jakiś czas temu czytałam jego książkę "Uganda. Jak się masz, muzungu?" i na LC widzę, że oceniłam ją na 5/10, czyli jako przeciętną. Nie pamiętam już, o czym była, więc najwyraźniej nie było najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. limonka - nie mam pojęcia, jakie autor miał chęci, ważny jest efekt. Dla mnie ta książka jest naprawdę słaba, jakoś nie ciągnie mnie do innych pozycji Kruszony:/
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  10. Chyba i mnie, by nie przypadła do gustu. A szkoda, bo mnie tak samo jak i Ciebie Rumunia ciekawi.


    P.S. Widzę nowy obrazek w nagłówku, bardzo fajny! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No proszę, nie spodziewałam się, że tak ciekawie zapowiadająca się książka może okazać się aż tak rozczarowująca. Zastanawia w takim razie, jaki był sens pracowania nad nią i układania w taką żenującą całość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Futbolowa - być może dla autora napisanie jej miało sens... którego my nie dostrzegamy :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  12. Oooo... Słyszałam o tej książce i chciałam ją przeczytać, bo Rumunia wydaje się być takim ciekawym krajem. Szkoda, że to tak nierzetelna pozycja. Trzeba będzie poszukać czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatriz - no właśnie jakoś się natknęłam na coś bardziej ożywczego niż przewodnik... sam pomysł autora był niezły, szkoda, że wykonanie zawiodło. Gdybyś znalazła coś interesującego o Rumunii, co nie jest typowym przewodnikiem, daj proszę znać:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. Uuu... książki podróżnicze to mój konik, ale widzę, że w tym konkretnym tytule nie mam czego szukać. Kilka ładnych zdjęć i anegdotek to faktycznie za mało. Zraziło mnie również to, że autor nie jest zainteresowany miejscem i ludźmi, tylko swoimi wizjami (tak w dużym streszczeniu); czy przypadkiem w książkach podróżniczych nie chodzi właśnie o innych ludzi, których się spotyka? O miejsca i kulturę?
    P.S. Z ,,nowoczesnych" podróżników-pisarzy mogę polecić Kingę Choszcz, Wojciecha Cejrowskiego i Tomka Michniewicza - szalenie barwne i ciekawe opisy, refleksje, anegdoty, wnikliwe obserwacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalia_Lena - z wymienionej przez Ciebie trójki nie czytałam jedynie Michniewicza, a skoro polecasz - chętnie poszukam:) Dodałabym od siebie jeszcze Martynę Wojciechowską:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  14. Do Rumunii mnie osobiście nie ciągnie i z Twojej recenzji wnioskuję, że do książki pana Kruszona też nie powinno. Gratuluję pięknej i odważnej recenzji. Tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Również bardzo chciałabym pojechać do Rumunii;) O tej książce słyszałam wcześniej, nawet czytałam jakiś krótki fragment...i już po tym wiedziałam, że nigdy jej nie przeczytam. Nie podoba mi się podejście autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azumi - otóż to; po raz pierwszy spotykam się w książce podróżniczej z podobną postawą autora. Dziwne to.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  16. Dzięki za cynk. Odpuszczam sobie tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rumunia wydaje mi się fascynująca, własnie dlatego, że tak mało znana. Widziałam gdzieś tę książkę i miałam zamiar przeczytać, ale pewnie podobnie jak Ty bardzo bym się rozczarowała. Przypuszczenia autorów zupełnie mnie niestety nie interesują... A podróżuje się chyba po to, by stereotypy obalać, a nie powielać?

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.