czwartek, 15 listopada 2012

"Mitopeje pobrzeża Bałtyku"

Autor: Jerzy Samp
Tytuł: "Mitopeje pobrzeża Bałtyku"
Wydawnictwo: Marpress, 2001
Ilość stron: 237
Okładka: miękka

Cóż to takiego - mitopeja?
Najprościej mówiąc to twórczość mityczna mająca na celu rekonstrukcję dawnych wierzeń i wyobrażeń - związanych w tym konkretnym przypadku z Morzem Bałtyckim i tradycją ludów zamieszkujących jego południowe wybrzeża, czyli Pomorzan i Kaszubów. Zjawisko to przeżywało swój rozkwit wraz ze wzrostem świadomości narodowej w epoce romantyzmu, w latach po odzyskaniu niepodległości oraz w dwudziestoleciu międzywojennym.
Wzbogacanie dziejów o motywy mitopochodne, obecne głównie w literaturze wymienionych okresów, odbywało się na zasadzie dosłownego przejęcia tradycyjnych treści, poprzez parafrazę tych wątków bądź też polegało na tworzeniu zupełnie nowych obrazów zgodnie z regułami klasycznej mitologii.
Nie odbywało się to jednak w sposób całkowicie przypadkowy i chaotyczny; powstałe twory oparte były na dość solidnej podstawie zachowanych strzępków legend czy tradycyjnych wierzeń - ich źródłem była szeroko pojęta spuścizna kulturowa, zaś interpretacja mocno osadzona lub inspirowana treścią ludowych przekazów.

Jerzy Samp, doktor habilitowany Uniwersytetu Gdańskiego, historyk literatury, analizując zabytki tradycji pisanej i ustnej: starokaszubskie podania i literackie legendy, próbuje dotrzeć do źródeł zawartych w nich treści i występujących w nich motywów oraz określić granice ich prawdopodobieństwa. Analizuje ludowe motywy niezwykle rzetelnie i wszechstronnie sięgając do materiałów historycznych (kroniki, dawne dokumenty) i innych źródeł naukowych (archeologia, językoznawstwo, etnologia) oraz - co szczególnie mnie zaciekawiło - rozpatrując je w kontekście szerokiego kręgu mitologii. I tak na przykład wywodząc nazwę Jastarni od kultu słowiańskiej bogini Jastry szuka jej korzeni w postaci greckiej Eos i babilońskiej Isztar; pisząc o znaczeniu wiatru dla ludzi morza nawiązuje do greckiego Eola, mitologii skandynawskiej, fińskiej czy popularnych marynarskich przesądów, zaś przytaczając ludowe wierzenia związane z brakiem odczuwalnych na Bałtyku przypływów i odpływów sięga do celtyckich i starogreckich mitów. Świadczy to o szczególnej żywotności i dynamizmie pewnych motywów, zaś możliwość ujrzenia ich w szerszej perspektywie była dla mnie szczególnie cennym doświadczeniem.

Mitopeje pobrzeża Bałtyku to wyjątkowo dogłębne i drobiazgowe opracowanie, które rozpatruje i analizuje całe mnóstwo elementów składowych kultury duchowej. Autor skupia się na przykład na ludowej etymologii nazw miejscowych (Gdańsk, Jastarnia, Hel) czy genezie legendarnych motywów (syreny, bursztyn, diabeł morski, zatopione miasta, brzegowe prawo łupu, Żyd Wieczny Tułacz) studiując je pod kątem historycznym, folklorystycznym, literackim.

Z pewnością nie jest to lektura łatwa w odbiorze, którą czyta się jednym tchem; sporo tu cytatów z tekstów pisanych kaszubszczyzną czy staropolszczyzną, mnóstwo literackich i historycznych odniesień - jednak dla kogoś, kto pasjonuje się kulturą i folklorem Kaszub i Pomorza oraz genezą powszechnie znanych legend jest to pozycja wyjątkowo atrakcyjna i interesująca, a przy tym rzetelna, kompetentna i pisana z wyczuwalną pasją. Dla mnie taka właśnie była, w związku z czym gorąco polecam i Wam!

Moja ocena: 4/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/128609/mitopeje-pobrzeza-baltyku/opinia/8410175#opinia8410175 


za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marpress :)
 

7 komentarzy:

  1. Podziwiam Cię za miłość do takich klimatów. :) Mnie niestety nie wciągają.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niecodzienna tematyka. Może się skuszę w wolnej chwili:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz spotykam się z takim wyrażeniem - mitopeja :) Być może kiedyś obiło mi się o uszy, ale jak na tę chwilę jest to dla mnie nowość. Książka może być ciekawa :) Szczególnie interesują mnie genezy legendarnych motywów. A że lektura nie jest łatwa w odbiorze? Trudno, już się do takich przyzwyczaiłam ;)

    Twoje pytanie odnośnie ulubionego fragmentu z książki "John Lennon. Listy", nie powiem, było dosyć trudne :P
    Nie mogłam na nie odpowiedzieć od razu, ale teraz wiem: moim faworytem jest list do Thomasa Bonfielda. Owszem, ma negatywny wydźwięk, ale myślę, że idealnie wpasowuje się w dzisiejsze czasy. Ale oczywiście list do Louise Harrison także jest świetny - te rysuneczki i stylizacja na język niemiecki ;) Właśnie ten list najlepiej obrazuje poczucie humoru Lennona.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj... z tym raczej nie dałabym rady, niemniej bardzo się cieszę, że Tobie tak się podobała :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. no i znowu mnie masz!:) to, z tego, co przeczytałam, jest również książka, która i mnie może przypaśc do gustu. I nie straszne mi cytaty po kaszubsku, staropolsku itp. Dla mnie to tylko smaczki dodające całej książce tylko więcej powabu i bardziej zachęcające mnie do jej przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łoo jejku, strasznie trudne lektury wybierasz, a ja teraz wolałabym coś lżejszego, leń się we mnie odzywa :) Dlatego niestety przyznaję, że ta książka nie jest dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba nie zaskoczę Cię, gdy stwierdzę, że tematycznie jest to książka w sam raz dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.