piątek, 3 sierpnia 2012

"Studnia bez dnia"

Autor: Katarzyna Enerlich
Tytuł: "Studnia bez dnia"
Wydawnictwo: Mg, 2012
Ilość stron: 245
Okładka: twarda

Studnia bez dnia to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Zachęciły mnie do niego entuzjastyczne opinie czytelników oraz - w nie mniejszym stopniu - intrygujący opis z okładki. Jako że jestem wielką miłośniczką wszelkich historycznych zagadek i dawnych sekretów uznałam, że fabuła oscylująca wokół tajemniczego znaleziska w średniowiecznej studni i świata toruńskich legend zdecydowanie jest godna uwagi. Nastawiałam się na intrygującą, pełną zagadek, trzymającą w napięciu historię, a tymczasem zostałam uraczona... ale o tym za chwilę.

Pewnego dnia uporządkowany i stabilny świat Marceliny wali się w gruzy. Za sprawą przypadkowo naciśniętego klawisza szybkiego wybierania kobieta staje się mimowolnym i niemym świadkiem miłosnych uniesień własnego męża i jego kochanki, ich wspólnych planów na przyszłość nie pozostawiających Marcelinie żadnych złudzeń co do ich związku, a chwilę później - tragicznego w skutkach wypadku samochodowego z udziałem męża wracającego do domu. Siedząc przy łóżku umierającego mężczyzny na OIOM - ie, oszukana i zdradzona Marcelina zmaga się z własnymi uczuciami; rozgoryczenie i zazdrość, pomimo dramatycznych okoliczności, nadal dominują nad rozpaczą i poczuciem straty. Poznaje również kochankę męża, Natalię Annę, którą - co prawda z mieszanymi uczuciami, ale jednak - dopuszcza do wspólnego przeżywania żałoby, a nawet próbuje się z nią zaprzyjaźnić.

Pogarszająca się sytuacja finansowa prowokuje Marcelinę do dokonania znaczących zmian w swoim życiu. Przeprowadzka do mniejszego mieszkania, ale za to położonego w okolicach toruńskiej starówki pomaga uporać się ze wspomnieniami o mężu, podobnie jak nowa praca na stoisku z pamiątkami należącym do toruńskiego rzeźbiarza, Tadeusza Zawiejskiego. Kobieta często pomaga swemu pracodawcy w pracowni rzeźbiarskiej, zaś dodatkowe pieniądze, jakie otrzymuje od zaprzyjaźnionego antykwariusza Wojtka w zamian za renowację staroci pozwalają jej ze spokojem patrzeć w przyszłość.
Marcelina zaprzyjaźnia się ze swoją sąsiadką, a zarazem toruńską przewodniczką, Anną - starszą, doświadczoną przez życie kobietą, niemniej jednak żywiołową i pełną energii, której mogłaby jej pozazdrościć niejedna nastolatka. To dzięki niej Marcelina poznaje legendę o XVII - wiecznym miejscowym kupcu Martinusie Teschnerze, który ponoć obdarowywał swoje kochanki drogocennymi pierścieniami. Wyjątkowo cenny był jeden z nich, ozdobiony ogromnym rubinem wydobytym z Gór Izerskich, ale jego istnienie, podobnie jak pozostałych precjozów, nie zostało dotąd potwierdzone w żaden sposób. Legenda zaczyna ożywać na oczach Marceliny za sprawą tajemniczego znaleziska, na które nieoczekiwanie trafia w średniowiecznej studni mieszczącej się w pracowni rzeźbiarskiej Zawiejskiego. I choć wkrótce w otoczeniu kobiety zaczynają dziać się dziwne, niewytłumaczalne, ale i groźne rzeczy, zafascynowana Marcelina postanawia rozwiązać zagadkę narosłą wokół toruńskiej legendy o rubinowym pierścieniu...

Studnia bez dnia to powieść obyczajowa z wątkiem historycznym i kryminalnym, do której napisania zainspirowała autorkę... wizyta w Toruniu. Zaowocowała ona spotkaniem z koleżanką ze szkolnej ławki oraz rzeźbiarzem Tadeuszem Porębskim, zaś ich wspólne rozmowy oraz urokliwa atmosfera toruńskiej starówki natchnęły panią Katarzynę do stworzenia powieści, której fabuła łączy w sobie prawdę i fikcję wymieszane niczym w kotle czarownicy - Studnię bez dnia. Interesujące jest to, że opisane przez autorkę miejsca i rzeczy faktycznie istnieją - jak choćby pracowania rzeźbiarska z ukrytą średniowieczną studnią, gmerek kupca Teschnera czy modrzewiowa belka z XVII wieku - oraz że niektórzy z książkowych bohaterów mają swoje pierwowzory w rzeczywistości, co przydaje powieści realizmu i pozwala poznać miasto, jego historię i opowieści z zupełnie innej perspektywy. Ciekawym pomysłem są czarno - białe fotografie wykonane przez autorkę i jej koleżankę, które bezpośrednio nawiązują do fabuły powieści i są jej oryginalnym uzupełnieniem.

Możliwość poznania wybranych aspektów historii i niesamowitego klimatu Torunia stanowią główny atut książki, dlatego ogromnie żałuję, że ten jakże intrygujący wątek został zdominowany przez całkiem przeciętny i do bólu banalny wątek obyczajowy. Fabuła oscylująca wokół perypetii i refleksji zdradzanej żony, która w dziwacznych okolicznościach dowiaduje się o romansie męża i próbuje od nowa ułożyć sobie życie bez niego, jest nie tylko nużąco przewidywalna, ale także straszliwie wyświechtana. Zupełnie nieprawdopodobna wydaje mi się dziwaczna więź, jaka nawiązuje się między Marceliną a kochanką jej męża; rozumiem, że tragedie zbliżają ludzi, niemniej jednak dla mnie jest to motyw kompletnie niezrozumiały i mało wiarygodny. Zadziwiająca jest również naiwność i niedomyślność bohaterki, dla której tajemnicą pozostaje powód przygnębienia przyjaciółki po śmierci ulicznego grajka czy też nagłego zainteresowania jej osobąWojtka - dla czytelnika od początku jasny jak słońce. Tego typu rozwlekanie fabuły i sztuczne potęgowanie napięcia kompletnie do mnie nie przemawia, a wręcz irytuje. Także bohaterowie pozostawiają wiele do życzenia: na czele z główną bohaterką są nieciekawi, mdli, niedopracowani charakterologicznie, w związku z czym trudno zaangażować się emocjonalnie w ich perypetie, wczuć w ich przeżycia, kibicować ich poczynaniom. Nie zrobiły na mnie wrażenia emocje ani rozterki Marceliny, nie potrafiłam jej współczuć ani poczuć do niej sympatii, była mi całkowicie obojętna, a nie powinno tak być.

Co więcej, zupełnie nie przypadł mi do gustu styl pisarski Katarzyny Enerlich, nie przekonały słowa wkładane w usta bohaterów. Sentymentalne perełki w stylu "niedomknięta walizka uczuć", mało romantyczne odkrycia głoszące, że "penis jest semaforem męskiego krwiobiegu" czy sentencjonalne "czułość jest patyną miłości", wplatane raz po raz w fabułę brzmią pretensjonalnie, odbierają naturalność dialogom i najzwyczajniej w świecie irytują! Nie potrafię się zachwycać banalnością tym podobnych zwrotów, pseudointelektualnych refleksji czy też mającymi uchodzić za odkrywcze refleksjami na temat ludzkiej natury. W moich uszach ten uduchowiono - moralizatorski ton brzmi jak dysonans, nie potrafię potraktować tego inaczej.
Choć wątek obyczajowy jest dla mnie zbyt oklepany, a przez to niestrawny, ogromnie spodobał mi się motyw Torunia przewijający się przez fabułę w różnych odsłonach. Magiczny klimat miasta, przemawiające do wyobraźni dawne legendy, delikatnie zaznaczony wątek nadprzyrodzony przydający fabule tajemniczości czy liczne nawiązania do historii i tradycji regionu (głównie do wierzeń i sytuacji mieszkańców Mazur po II wojnie światowej) zdecydowanie stanowią najciekawszy element powieści. Niestety, fakt, że został on zdominowany przez niewyszukany i zupełnie przeciętny wątek obyczajowy, czyni ze Studni bez dnia typowe wakacyjne czytadło i niewiele ponad to.

Niemniej jednak książka Katarzyny Enerlich to opowieść o trudnej sztuce wybaczania, godzenia się z losem, radzenia sobie z żałobą, zdradą, samotnością i całym mnóstwem negatywnych emocji, jakie przynosi nam życie; o przyjaźni nie zważającej na różnicę wieku, tolerancji, która pozwala nam spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy, poszukiwaniu spełnienia i swojego miejsca w świecie, a także o magii, która w najmniej oczekiwanym momencie wkracza w nasze życie, by je diametralnie odmienić. Odmienić lub odczarować.

Moja ocena: 2/5


recenzja napisana dla portalu IRKA :)

30 komentarzy:

  1. Szukam książki bo chce ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam już dużo dobrego o książkach pani Enerlich. Twoja niska ocena mnie trochę zmartwiła, ale myślę, że sięgnę po książkę, aby sama się przekonać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. binola - tak będzie najlepiej; mam wielką nadzieję, że jednak Ci się spodoba:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Jako że mieszkam blisko Torunia i od zawsze mi się to miasto bardzo podobało, to z chęcią zapoznam się z tą książką !

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że jestem nieco zaskoczona. Spodziewałam się bardziej pochlebnej recenzji i lepszej ogólnej oceny. Mimo wszytko nie czuje się zniechęcona, ponieważ chce sama się przekonać na ile moje czytelnicze gusta pokryją się z twoimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cyrysia - Ty lubisz powieści obyczajowe, więc pewnie bardziej Ci przypadnie ta książki do gustu niż mnie:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. pierwszy raz widzę stosunkowo niską ocenę tej książki, wszędzie na blogach czytuję ochy i achy nad tą książką, a teraz wychodzi na to, że chyba się zastanowię, zanim po nią sięgnę

    ps. też mieszkam stosunkowo blisko Torunia ;] jakaś godzinka jazdy jak dobrze pójdzie ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłośniczka Książek - mnie skusiły właśnie te ochy i achy xD
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Także raziła mnie ta dziwna więź jaka nawiązała się między Marceliną a kochanką jej męża i generalnie spodziewałam się czegoś innego, ale w ogólnym rozrachunku, książka nie była według mnie aż taka zła ;) Chyba już dawno nie widziałam u Ciebie tak niskiej oceny, naprawdę musiała Cię zirytować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia J - najbardziej zirytował mnie styl, kompletnie do mnie nie przemawiał:/ Trochę zmylił mnie opis na okładce, który sugerował właśnie głównie wątek historyczny, a tu taka "niespodzianka", ech!
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. Widzę, że nie ja jedna uznałam relację między Marcelina i Natalią Anną za całkowitą pomyłkę i dziwaczny pomysł. Za to podobał mi się bardzo wątek historyczny :)
      Co prawda czytałam książke juz parę miesięcy temu, ale pamiętam, że po całym rozciąganiu fabuły i różnych wątkach całkowicie zdziwiło mnie zakończenie - płaskie i proste jak budowa cepa. myślała, że cos tam więcej się wydarzy, a tu nagle bum! - koniec. Miałam odczucie, jakby autorka planowała rozwinąć opowieść bardziej, ale nagle skończyła się jej zakontraktowana ilość stron, które może zapisać i trzeba było szybko wszystko skończyć.
      Sięgnę jeszce po inne książki tej autorki, bo Kwiat diabelskiej góry nie był już aż takim zgrzytem - choć wysoką literaturą bym tego nie nazwała :)
      Pozdrawiam
      Aniki

      Usuń
  7. Hmmm obawiałam się twojej oceny, kiedy zobaczyłam, że zaczęłaś swoją przygodę z tą autorką od tej właśnie książki. Jest zdecydowanie inna. Jeśli nie jesteś jeszcze do końca zniechęcona to przeczytaj "Czas w dom zaklęty", "Kiedyś przy błękitnym księżycu" czy "Kwiat diabelskiej góry"
    Wydaje mi się, że możesz zmienić zdanie:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julia Orzech - zaryzykuję więc. Skoro Ty mnie namawiasz, dam jeszcze jedną szansę autorce:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Nic nie czytałam jeszcze tej autorki, na wielu blogach widział bardzo pozytywne oceny tek książki i sama bardzo chciałam ją przeczytać, po Twojej ocenie jakoś ochota mi przeszła,ale może sięgnę po inna książkę tej autorki i sama się przekonam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiele razy mignęła mi przed oczami okładka, która od początku nie przypadła mi do gustu. Czekałam na jakąś recenzję tej książki. Teraz już wiem, że w gąszczu wielu wielu książek, które chciałabym przeczytać na razie nie warto sięgać po tą. Być może wezmę pod uwagę coś innego tej samej autorki. Wyjdzie w praniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bezrobotna.pl - a mnie właśnie okładka wydaje się zjawiskowa:) Być może innym styl autorki bardziej przypadnie do gustu... a może po prostu trzeba sięgnąć po inną jej książkę:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Jedna z nielicznych negatywnych recenzji książki P. Kasi. Ja spotkałam się z jej pisarstwem czytając "Kiedyś przy Błękitnym Księżycu" i bardzo mi się podobało - choć zwróciłam też uwagę na pewną pretensjonalną manierę, ale zdaje się wyszło to powieści na plus, zyskała przez to pewną szczerość (odsyłam Cię do mnie, jak Ci zależy na tych informacjach).
    Jednak mam na uwadze jej książki, nawet już czekają na półce - zobaczę. Mimo wszystko coś magnetycznego przyciąga mnie do jej powieści.

    Uściski!
    PS: Wybacz, że tak rzadko komentuję. Staram się czytać. Moje życie za bardzo pędzi. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oleńka - cieszę się, że zaglądasz w wolnej chwili i na ile Ci czas pozwala, spokojnie!
      No cóż... ja nie potrafię odnaleźć się w tej manierze:/
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. To świadczy jak rózne są gusta. Ja uwielbiam pisarstwo K. Enerlich, nie przepadam natomiast za K. Michalak, którą wielu uwielbia.
    A Studnia...bardzo mi sie podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anetapzn - prawda? Poza tym przekonałam się, że polecenia poleceniami, a najlepiej i tak przekonać się samemu - w ten sposób wyrobiłam sobie pozytywną opinię na temat powieści Anny Klejzerowicz:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Dokładnie tak, dużo znanych mi osób wpada wręcz w ekstazę jeżeli chodzi o książki Cobena, a dla mnie jest on tak powtarzalny, ze aż mnie zęby bolą, a szczerze to szkoda mi czasu na książkę, w której po 2 rozdziałach wiem, co będzie dalej.
      Ja jestem tez fanka Joanny Chmielewskiej (ale tych dawnych książek), a jest grono (i to spore), które jej nie znosi, a ja do dzis nie mogę zrozumieć dlaczego:):):)

      A Klejzerowicz nic nie czytałam, jakoś nic mi dotychczas nie wpadło w ręce.

      Usuń
  12. Nieeee, to chyba jednak książka nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  13. "Penis jest semaforem męskiego krwiobiegu", hm.. jakie to głębokie.
    Bardzo skrupulatnie wymieniłaś mankamenty książki i teoretycznie nie powinnam być nią zainteresowana tym bardziej, że nie przepadam za wątki historycznymi, jednak tego typu recenzje kusza mnie bardziej niż same pochwały - dziwne, ale każdy ma jakiegoś bzika :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natula - zawsze staram się wyszczególnić mankamenty wychodząc z założenia, że choć tyle jestem winna autorowi zamiast ogólnikowego "nie podoba mi się i już":) A wiesz, że mnie też bardziej pociągają książki, które zdążyły dorobić się niepochlebnych opinii? Chyba jesteśmy masochistkami xD
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  14. Miałam ochotę na tę książkę, ale po czymś takim jak "penis jest semaforem męskiego krwiobiegu" to ochota odchodzi w jednej chwili. Wątek przyjaźni żony i kochanki to też jakaś totalna abstrakcja. Za dużo minusów ma ta powieść, żebym zdecydowała się po nią sięgnąć. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytając wstęp Twojej recenzji, widząc okładkę książki (w jakiś sposób mnie zaintrygowała...) spodziewałam się, że powieść ta jest warta zachodu. Jakież spotkało mnie rozczarowanie! Nie, na pewno nie sięgnę po tę książkę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. No proszę, zaczyna się robić ciekawie. Po fali pozytywnych recenzji taka laurka! :) Ale to dobrze - jak coś się wszystkim podoba, to to jest podejrzane ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hm... Jestem w lekkim szoku. Trochę mnie do niej zniechęciłaś, ale i tak przeczytam by samej się przekonać...

    OdpowiedzUsuń
  18. No i mnie zniechęciłaś;) Co jakiś czas rzucają mi się w oczy recenzje książek tej autorki. Ciągle jeszcze żadna nie trafiła w moje ręce. Ale już wiem, że tą będę omijać.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. O, jaka niska ocena, a to podobno całkiem niezła autorka... (choć osobiście nie miałam okazji sprawdzić)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.