poniedziałek, 6 sierpnia 2012

"Nieznane przykazanie"

Autor: Marek Meissner
Tytuł: "Nieznane przykazanie"
Wydawnictwo: Sol, 2012
Ilość stron: 364
Okładka: miękka

Mark Wells jest znanym bostońskim dziennikarzem i wydawać by się mogło, że chwycił Pana Boga za nogi: jest młody, przystojny, zamożny, ma za żonę zjawiskową modelkę Christine, zaś jego kariera zapowiada się bardziej niż obiecująco. Jednak pewnego dnia wszystko w jego życiu zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki: żona zostawia go dla znanego multimilionera, zaś redaktor naczelny magazynu, z którym współpracuje, na wskutek nieporozumienia staje się jego zaciekłym wrogiem i podsuwa mu najbardziej niewdzięczne zadania, najpodlejsze tematy, które stopniowo, ale konsekwentnie niszczą jego dziennikarską reputację. Jedna z takich spraw nieoczekiwanie budzi zainteresowanie Marka; razem z fotoreporterką Carlą mają napisać artykuł na temat rodziców znanego pisarza Rona Greena, autora kontrowersyjnej książki zatytułowanej Nieznane przykazanie, która budzi ogromne emocje na całym świecie nie tylko wśród chrześcijan. Początkowo Mark jest przekonany, że będzie to kolejne nudne zadanie, jednak krótka rozmowa z sąsiadką Greenów, starszą kobietą nazwiskiem Mary Harper, która sprawia wrażenie śmiertelnie przerażonej, nazywa mieszkającą obok kobietę czarownicą i pragnie pozbyć się straszliwego sekretu obciążającego jej sumienie sprawia, że postanawia na poważnie zająć się tą niezwykłą historią i umówić na spotkanie ze staruszką.

Tymczasem naczelny nagle każe mu zamknąć sprawę Greenów nie podając satysfakcjonującego wyjaśnienia. Zaintrygowany Mark wraz z Carlą w tajemnicy postanawiają dowiedzieć się, co kryje się za oskarżeniami Mary Harper i piękną fasadą bogatej posiadłości Greenów. Nie mają pojęcia, że wkraczają w sam środek ponurej historii, która rozpoczęła się w 1692 roku w Salem, kiedy to protoplastka rodu Greenów, Konstancja, mszcząc się na niewinnych kobietach za swoje życiowe niepowodzenia przyczynia się do uznania je za czarownice, a w rezultacie do ich śmierci. I choć Konstancja kończy podobnie jak jej ofiary, pozostawia po sobie księgę, dzięki której jej następczynie mogą kontynuować zapoczątkowane przez nią dzieło.
Mark i Carla stają się świadkami tyleż niecodziennych, co niepokojących wydarzeń: wśród katolickich księży i kościelnych hierarchów pojawiają się coraz liczniejsze przypadki opętania - zaprzyjaźniony z Markiem ojciec Andrew jest przekonany, że to efekt działania diabelskich sił, których celem jest uderzenie w samo serce Kościoła - Watykan i papieża. Tylko para dziennikarzy jest w stanie dotrzeć do samego sedna zła, które zagnieździło się ponad trzysta lat temu w Salem...

Nieznane przykazanie to powieść sensacyjna z elementami horroru, której fabuła już na pierwszy rzut oka budzi skojarzenia z prozą Dana Browna i przywodzi na myśl nieśmiertelne, klasyczne już dzieło Williama Blatty'ego Egzorcysta. Autor nawiązuje również do procesów o czary, jakie miały miejsce w końcu XVII wieku w Salem, zaś inspiracje te posłużyły mu do stworzenia własnej wizji tamtych wydarzeń zgrabnie, choć nieco brawurowo połączonych z zawsze chwytliwą kwestią walki dobra ze złem. Brzmi intrygująco, jednak autor nie ustrzegł się kilku mankamentów, które negatywnie rzutują na odbiór lektury. Przede wszystkim mam tu na myśli fabułę, która jest zbyt nieprawdopodobna, by była przekonująca. Brakuje niepewności, elementu zaskoczenia, autentycznej grozy i sugestywnej atmosfery, która pozwoliłaby uwierzyć w niewiarygodne. Poza tym autor wprowadza do fabuły zbyt wiele wątków powiązanych ze sobą nie dość mocno, niezbyt logicznie i raczej przypadkowo, co sprawia wrażenie łączenia ich ze sobą na siłę, sztucznie. Sporo tu zbiegów okoliczności, zbyt jednak tendencyjnych i mało wiarygodnych, by okazały się intrygujące.
Konstrukcja fabuły również pozostawia sporo do życzenia: niektóre wątki nie wnoszą do niej niczego nowego, innym znów brakuje logicznego wyjaśnienia. Akcja toczy się co prawda wartko, jednak jest przewidywalna i mało oryginalna. Rozczarowują także bohaterowie - schematyczni, anemiczni, papierowi (jak para głównych bohaterów) lub karykaturalnie wręcz przerysowani (Konstancja Green i jej służący); brakowało im życia, charakteru, wielowymiarowości, zabrakło różnych odcieni czerni i bieli.

Pewnym urozmaiceniem jest pomysłowo zaprezentowany aspekt walki dobra ze złem, jednak zbyt słabo umotywowany i nieprzekonująco wyjaśniony; liczne wątpliwości, jakie pozostają w bohaterach autor kwituje po prostu cytatem z Szekspira: Są rzeczy na niebie i ziemi... Więc po co te starannie konstruowane wątki łączące się (albo i nie) w jakiś nie do końca skrystalizowany zamysł? Brakowało mi mocnego akcentu w zakończeniu, który nawet jeśli pozostawiałby więcej pytań niż odpowiedzi, to jednak stanowiłby kropkę nad i, a nie wrażenie niedopracowania.
Mimo wymienionych przeze mnie mankamentów uważam, że jest to obiecujący debiut literacki. Z pewnością mogę polecić książkę miłośnikom teorii spiskowych, tropicielom historycznych zagadek oraz wielbicielom gatunku.

Moja ocena: 2/5 

za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sol :)
 

25 komentarzy:

  1. Pomysł wydaje się całkiem ciekawey, ale mankamenty, o których wspominasz (przede wszystkim to, że zabrakło grozy i sama fabuła pozostawia wiele do życzenia) nieco zniechęcają. Jednak, jak książka wpadnie mi w ręce, to nie odmówię :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. binola - i słusznie uczynisz - samemu przekonać się o wartości książki jest najlepiej:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. zapowiadało się bardzo interesująco, szkoda że do samego końca tak nie było
    cóż, zapamiętam tytuł, poczytam jeszcze inne recenzje, jak się na nie natknę i dopiero wówczas zdecyduję, czy sama poświęcę jej kiedyś czas
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie by się mogła spodobać, więc kiedyś pewnie się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Swego czasu fascynowała mnie taka tematyka i dałabym się pokroić za taką książkę. :) A teraz? Przeszło mi...:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi naprawdę intrygująco. Lubię takie stare sekrety. I zdjęcie okładkowe super.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej szok!! Taka słaba nota a mi się wydawała ta książka na niezwykle ciekawą. No cóż raczej nie będę ryzykować i dam sobie z nią spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cyrysiu - ja też bardzo wiele sobie obiecywałam po tej książce...:/
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  7. Mimo krytycznej opinii udało Ci się mnie zaciekawić:) Myślę, ze jako niezobowiązujące czytadło, ta książka byłaby ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Shirleyek - i bardzo się cieszę, a nuż bardziej Tobie przypadnie do gustu niż mnie:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Początek od razu skojarzył mi się z Adwokatem Diabła, ale książki raczej nie przeczytam.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojojojo. Hasło "Dan Brown" i ocena skutecznie mnie odrzucają.. No cóż, będę musiała się z nią zmierzyć tak czy siak, bo już czeka na półce;) Może dla mnie okaże się bardziej wciągająca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scathach - nie lubisz Dana Browna? To miała być zachęta, naprawdę! No cóż, będę z niecierpliwością czekać na Twoją recenzję, strasznie mnie ciekawi, jak Ty odbierzesz tę książkę:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Ajjj... A zapowiadało się tak dobrze. Dzięki za recenzję i cynk. Czy sięgnę? Tego nie wiem, ale na pewno szukać tej książki specjalnie nie będę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem wielką fanką twórczości Dana Browna, dlatego też książka już na samym starcie ma wielki plus. Na pewno w przyszłości zapoznam się z tą lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakoś nie interesują mnie takie tematy, a książki Dona Browna niestety mnie nie wciągnęły, tak że podziękuję. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie zgadzam się z Tobą, Isadoro. Dziwię Ci się, ale odnoszę wrażenie, że chyba nie zrouzmiałaś przesłania książki!!! Czytając ją nie dostrzegłam ani śladu podobieństwa do "pisarstwa" Browna, ale zupełnie coś innego - kpinę z niego, tzn. z jego "Kodu da Vinci:-) Tak, tak - D. Brown (w książce Meissnera Ron Green - powody zmiany nawziska oczywiste) obraził chrześcijan absurdalnymi tezami (nb. gdyby Kod dotykał islamu, Brown dawno temu zostałby skrócony o głowę - vide ukrywajacy się od lat Salman Rushdie) - a Meissner obraża Browna oraz jego przodków. A robi to doskonale, inteligentnie - "musi" więc być stronniczy i jednostronny wobec Konstancji oraz jej rodziny. Co do "naciąganych" i niewiarygodncyh elementów też Cię nie rozumiem - co powiesz o Mastertonie czy choćby Kingu??? No i jesteś niesprawiedliwa - pominęłaś w recenzji coś, na co ja natychmiast zwrócilam uwagę ( z zawodu jestem filologiem - polonistką, więc mam prawo o tym pisać) Mam na myśli świetny język (mało kto tak pisze, nawet spośród najlepszych) oraz umiejętność tworzenia klimatów opisywanych miejsc (vide opisy przyrody, Pasterka w Watykanie czy Sylwester w Rzymie)

    pozdrawiam serdecznie, gotowa wieść dyskusję (mam zamiar założyć swój blog, więc trochę doświadczenia przyda mi się) ;-))Ja na Twym miejscu oceniłabym książkę przynajmniej na 4, jeśli nie wyzej:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. justyna Bury - być może fakt, że mam odmienne podejście do twórczości Browna - który, choć jestem chrześcijanką, nie obraził mnie swoimi tezami, nigdy nie traktowałam ich w kategoriach prawdopodobieństwa, lecz tylko jako dobrze skrojoną fikcję literacką - sprawił, że nie dotarło do mnie to przesłanie autora, o którym piszesz. Odebrałam książkę na swój własny sposób, do czego każdy z nas ma prawo:)
      Jeśli chodzi o Mastertona, to chętnie się zgodzę, natomiast jeśli mowa o Kingu, to właśnie jego pisarstwo ma w sobie tę atmosferę i styl, które sprawiają, że niewiarygodne staje się możliwe. Styl Meissnera jakoś mnie nie ujął, zachwyca mnie swoim warsztatem na przykład Jan Antoni Homa jeśli pozostać w kontekście książek wydawnictwa Sol:) Jak widzę, różnice w naszym odbiorze lektury są spore, ale dziękuję Ci za zaangażowanie i nawiązanie dyskusji:)
      Jestem ciekawa Twojego bloga, więc zakładaj go czym prędzej!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  14. Początek mnie zachęcił, ale im szłam dalej w las, tym znalazłam więcej wilków i w ten oto sposób po książkę najpewniej nie sięgnę. A Dana Browna lubię, ale nie sądzę, by ta książka była do niego podobna.

    OdpowiedzUsuń
  15. Raczej nie będę poświęcać czasu na tę książkę. Nie lubię powieści w stylu Browna, a tu jeszcze kiepska kreacja bohaterów. Odpuszczę sobie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tym razem napisze krótko- daruję sobie lekturę tej książki.
    A co do twojej dyskusji z justyną Bury, to mnie tez Brown nie obraził, mimo, iż także jestem katoliczką.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Z tego co widzę to książka mam więcej wad niż zalet, szkoda, bo temat jak i połączenie sensacji z elementami horroru mogło dać efektowną powieść.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No nie, chyba jednak nie dla mnie, a skoro i Ty uważasz, ze średnio na jeża... no sama rozumiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie najbardziej spodobał się tytuł i oczywiście recenzja, ale to już standard :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Po pierwszych zdaniach Twojej recenzji wydało mi się, że książka jest banalna, następne pobudziły mój apetyt... a kolejne skutecznie go zgasiły... i już sama cholera nie wiem czy warto po nią sięgnąć :P:P. Uwielbiam książki, w ktorych fabuła ma jakieś odwołania do przeszłości - coś zaczęło sie ileś tam lat temu a teraz dopiero ludzie wpadają na trop. Skoro to debiut to podziwiam za pomysł ale chyba sobie jednak daruję ;)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.