sobota, 2 czerwca 2012

"Śledztwo Decjusza"

Autor: John Maddox Roberts
Tytuł: "Śledztwo Decjusza"
Wydawnictwo: Bellona, 2012
Ilość stron: 334
Okładka: miękka

Witajcie w stolicy imperium rzymskiego w burzliwych czasach republiki panowania konsulów Gnejusza Pompejusza i Markusa Licyniusza Krassusa! Dla Was, drodzy czytelnicy, są to czasy dawno minione - podobnie zresztą jak dla narratora, a zarazem tytułowego bohatera powieści Johna Maddoxa Robertsa - Decjusza Metellusa Młodszego, który z perspektywy lat wspomina prowadzone przez siebie dochodzenia i rozwiązywane zagadki kryminalne. A prowadził je z urzędu jako członek Komisji Dwudziestu Sześciu dla plebejskiej dzielnicy Subura cieszącej się w Rzymie złą sławą - nic więc dziwnego, że Decjusz nie narzekał na brak zajęć; co ciekawsze śledztwa posłużyły mu za kanwę opowieści.

Dochodzenie, z którego przebiegiem zaznajamia czytelnika na kartach powieści, dotyczy serii zabójstw zapoczątkowanej tajemniczym zgonem niejakiego Paramedesa z Antiochii, właściciela magazynu portowego, który dziwnym trafem doszczętnie spłonął w noc morderstwa. Jak na przypadek śmierci człowieka, który nie był rzymskim obywatelem, sprawa budzi wielkie poruszenie wśród grona patrycjuszy. Decjusz próbując rozwikłać tę zagadkę natrafia na mur niechęci i zawoalowanych gróźb. Kluczowe dowody w sprawie zostały skonfiskowane i złożone w świątyni Westy, zaś sam detektyw poddawany jest niezbyt subtelnym naciskom, by zakończyć śledztwo bez rozgłosu. Tropy się urywają, jednak nieocenioną pomocą dla młodego urzędnika jest wsparcie greckiego medyka gladiatorów Asklepiodesa oraz pewnego podejrzanego typa - Tytusa Anniusza Milona.


Śledztwo Decjusza to historyczny kryminał rozgrywający się w czasach republiki rzymskiej. Trzeba przyznać, że autor zadał sobie mnóstwo trudu, by czas i miejsce akcji nakreślić realistycznie i w zgodzie z przekazami historycznymi, jednak naznaczył je zbyt silnym piętnem własnej, mrocznej wizji, która bardziej przywodzi na myśl współczesne niebezpieczne dzielnice wielkich miast aniżeli cokolwiek innego. Nie brak tu oczywiście tak rozpoznawalnych akcentów charakterystycznych dla realiów antycznego Rzymu, jak szkoły gladiatorów, łaźnie czy tętniące życiem forum, lecz wczucie się w tę rzeczywistość skutecznie utrudnia styl i język użyty przez autora, który zdecydowanie nadużywa zwrotów typu: kolesie, gang, zapuszkować, magnat, biznesmen, dżentelmen czy - o zgrozo! - burżuazja. Zdaję sobie sprawę, że być może jest to kwestia niezbyt szczęśliwego tłumaczenia, ale pojawiają się one na tyle często, że jestem skłonna przypisać je raczej autorskim próbom uwspółcześnienia i uatrakcyjnienia fabuły. Mnie taki zabieg raził i irytował okropnie; podobnie o zgrzytanie zębów przyprawiały mnie takie smaczki, jak nagminne używanie terminu "obcokrajowiec" zamiast "barbarzyńca" lub "sponsor" zamiast "patron" czy "mecenas" (kto choć trochę zna historię starożytną, wie o czym mówię). Nieopanowana irytacja straszliwie mnie dekoncentrowała, wybijała z rytmu i utrudniała zagłębianie się w tak pieczołowicie odtworzoną rzeczywistość antycznego Rzymu.

Kolejną rzeczą, która kompletnie do mnie nie trafiała, okazała się maniera wplatania w tok fabuły obszernych opisów dotyczących realiów wiecznego miasta. I tak przy okazji wizyty w łaźni otrzymujemy iście encyklopedyczny opis tego przybytku wraz z listą czynności doń przypisanych a trening gladiatorów staje się pretekstem do przydługiej charakterystyki rodzajów broni i sposobów walki. Rozumiem, że autorowi zależało na dokładnym nakreśleniu realiów obyczajowych, jednak wyszło mu to dość niefortunnie. Zabieg ten nie dość, że niemiłosiernie rozwleka fabułę i zaburza tok narracji, to dodatkowo potęguje wrażenie czytania nudnego podręcznika. Wielka szkoda, że autorowi nie udało się wszystkich tych jakże istotnych informacji przemycić w bardziej subtelny i zgrabny sposób.

Jeśli chodzi natomiast o postaci bohaterów, to trzeba przyznać, że tu John Maddox Roberts spisał się na medal. Wykreował niezwykle barwną galerię postaci, wśród których prawdziwą perełkę stanowią bohaterowie znani z kart historii: Pompejusz, Krassus, Juliusz Cezar, Katylina czy Cyceron; aby Was zachęcić do lektury powiem tylko tyle: marmurowe popiersia ożyły.
Jednak i do tej beczki miodu muszę dodać łyżkę dziegciu - główny bohater, młody, ale cyniczny sybaryta, czuły na kobiece wdzięki, doskonale lawirujący w gąszczu politycznych intryg i układów, bardziej przypomina współczesnego policyjnego detektywa niż rzymskiego urzędnika w todze. Po raz kolejny stwierdzam, że tak daleko posunięte nawiązania do dzisiejszych czasów zupełnie nie przypadły mi do gustu, odebrały przyjemność z lektury i mocno zawiodły. Wydaje mi się, że jedyną tolerowaną przeze mnie nowinką było zaangażowanie greckiego medyka w charakterze patologa - ten pomysł został wyjątkowo zgrabnie wpleciony w fabułę i jest jednym z bardziej atrakcyjnych jej motywów.

Podsumowując: Śledztwo Decjusza jest całkiem udaną powieścią detektywistyczną osadzoną w starożytnych realiach; gwarantuje przyjemnie spędzone chwile, lecz niewiele więcej. Ot, zwyczajne czytadło, do którego raczej już nie wrócimy, oferujące co prawda sporą dawkę wiedzy historycznej, ale w sposób, który nie każdemu przypadnie do gustu.

Moja ocena: 3/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/131530/sledztwo-decjusza/opinia/6324368#opinia6324368 



za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Bellona ;)

16 komentarzy:

  1. Tym razem zupełnie nie dla mnie. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubie historyczne ale romanse, kryminałów za dużo nie czytałam, ale może czas to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tym razem chyba lekturę odpuszczę
    ostatnio coś nie przyciąga mnie do książek historycznych, choćby to były kryminały
    poznaję twórczość naszych rodzimych autorów a w tej chwili uparłam się na panią Michalak :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Pasuję, nie moje klimaty. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię tego typu książki, ale Stevena Saylora z jego serią i tak nic nie przebije. Ale po Śledztwo...i tak sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam książki o starożytności, więc pewnie, gdy wpadnie w moje ręce to przeczytam. ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam cię, że lubujesz się w książkach z historią w tle. Ja jakoś ciągle nie mogę się do nich przemóc i wolę zdecydowanie czasy bardziej współczesne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię kryminały z akcją umiejscowioną w starożytności, ale z tej książki rezygnuje. Bardzo odstraszyło mnie współczesne słownictwo. Nie wiem po co w ogóle uwspółcześniać i zgadzam się, że słowa takie jak "gang" czy "kolesie" są niedopuszczalne w tym przypadku. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej spasuję.
    Pozdrawiam i miłej niedzieli. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Choć lubię książki z historią w tle, a szczególnie osadzone w starożytności, to tym razem sobie podaruję. Nie lubię takiego encyklopedyzmu w powieściach.

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  11. kryminał ze starożytnym Rzymem w tle, muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wprawdzie nie dla mnie, ale na pewno spodobałaby się mojej Mamie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ciekawa recenzja. Zapraszam do mnie. Miłej niedzieli życzę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli mowa o starożytnym Rzymie, to ja się zdecydowanie piszę na tę książkę - zwłaszcza jeśli jest to lektura detektywistyczna (świetne połączenie!) :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja raczej tym razem spasuję.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja "druga połowa" zakochała się w tej książce. Chyba po prostu trzeba lubić takie historyczne klimaty. Ja sama po nią nie sięgałam, bo wiem, że to nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.