czwartek, 16 lutego 2012

"Zielone wzgórza Ułan Bator"

Autor: Radek Biczak
Tytuł: "Zielone wzgórza Ułan Bator"
Wydawnictwo: Videograf II, 2010
Ilość stron: 167
Okładka: miękka

Radek Biczak to typ niepokorny, niespokojny duch, poszukiwacz skarbów i awanturnik, który imał się w życiu przeróżnych zajęć. Zafascynowany Wschodem, który od dłuższego czasu rozpalał jego wyobraźnię, postanowił wykorzystać nadarzającą się okazję i wraz z dwoma towarzyszami wyruszyć na wyprawę nad jezioro Bajkał i do Mongolii. Pomysł odważny, nawet karkołomny, ale przecież możliwy do zrealizowania. Zdumienie może budzić tylko środek lokomocji, na jaki padł wybór podróżników - stara, wysłużona, kupiona za grosze łada (zwana szumnie ładixem), której liczne awarie były tyleż poważne, przewidywalne i nieuniknione, co stosunkowo łatwe do usunięcia. Jeszcze jeden zwariowany pomysł, w którym widać przebłyski geniuszu: ładix dowiózł ryzykantów na miejsce przeznaczenia, co wydaje się być wydarzeniem bez precedensu zważywszy na oszałamiającą odległość, ograniczone zasoby finansowe, a przede wszystkim - stan techniczny pojazdu.


Wyprawa niemal od początku obfituje w przygody różnorakiej natury: absurdalne (perypetie z milicjantami i urzędnikami domagającymi się łapówek), historyczne (miłośnicy militariów wielokrotnie oddawali się swojej pasji badając ślady wojennej przeszłości, których w Rosji nie brakuje), integracyjne (wizyta w rosyjskiej bani i mongolskiej dyskotece) czy przyrodnicze (kontemplacja piękna jeziora Bajkał). Podróż skutecznie urozmaicały liczne epizody z psującym się ładixem i kontakty z tubylcami - przy czym nie wszyscy okazywali się przyjaźnie nastawieni i skłonni do przypieczętowania nowo zadzierzgniętych więzów litrami alkoholu. Los nie szczędził niespodzianek - zarówno tych zabawnych, jak i dramatycznych, spotkań z ciekawymi ludźmi i mentalnością tak odmienną od naszej, jak również możliwości obcowania z monumentalnym i porażającym pięknem azjatyckiej przyrody.

Zielone wzgórza Ułan Bator jest przykładem literatury, która dość mocno odbiega od kanonów ustalonych przez Cejrowskiego, Wojciechowską czy Pawlikowską. Wyprawa Radka Biczaka od początku nosiła znamiona prowizorki i odbywała się pod znakiem improwizacji, ale jak to zwykle bywa - takie rozwiązanie sprawdziło się znakomicie. Nie wiem, czy to kwestia szczęścia czy innych okoliczności, ale powiedzenie "chcieć to móc" okazało się prawdą i po raz pierwszy jego lakoniczność i wieloznaczność trafiła mi do przekonania.
Wyprawa, choć z wytyczonym celem, kształtowała się na bieżąco, a jej przebieg zależny był tylko od fantazji uczestników. Ważne było samo przeżywanie wielkiej przygody; podróż była celem samym w sobie, nagrodą, a nie uciążliwą koniecznością, którą należy pokonać, by dotrzeć do jej kresu. Dzięki tej otwartości, niezwykłej determinacji i entuzjazmowi, odwadze nieraz graniczącej z brawurą i pasji przeżywania, którą rewelacyjnie udało się oddać autorowi, otrzymujemy wymierny efekt w postaci intrygującej, zabawnej opowieści, którą czyta się jednym tchem.

Z awanturniczym charakterem tej wyprawy idealnie współgra męska, szorstka, mocna, nieco nonszalancka proza oraz dosadny i rubaszny język zabarwiony ciętą ironią i humorem. Ta historia to nie tylko zapis podróżniczych perypetii trójki postrzeleńców, ale coś więcej; bystre oko obserwatora i znajomość ludzkiej natury wyjątkowo trafnie uchwyciły specyficzną mentalność i obyczajowość naszych dalszych i bliższych wschodnich sąsiadów, historyczna pasja zaowocowała interesującymi tematycznymi dywagacjami. Zupełnie naturalne wydają się też luźne przemyślenia o zabarwieniu nostalgiczno - filozoficznym oraz zaduma nad pięknem natury; refleksje pozbawione są banalności i fałszywych zgrzytów, brzmią szczerze i autentycznie, co może trochę dziwić w kontekście naszej wiedzy o charakterach uczestników wyprawy.

Książka nieco mnie zaskoczyła swą zawartością i charakterem, ale nie mogę powiedzieć, by mnie rozczarowała. Zakładałam, że będzie to typowa literatura podróżnicza opisująca kulturę i obyczaje ludów zamieszkujących mongolskie stepy, a otrzymałam dziką, szaloną opowieść o tym, że marzenia się spełniają - trzeba tylko wykazać się silną wolą, determinacją i choćby szczyptą nieokiełznanej fantazji.
Serdecznie polecam Zielone wzgórza Ułan Bator miłośnikom nietuzinkowych opowieści podróżniczych, którzy lubią poznawać świat z niecodziennej perspektywy. Ta książka naprawdę Was zaskoczy, a kto wie, może nawet zainspiruje?

Moja ocena: 3/5 

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/59499/zielone-wzgorza-ulan-bator/opinia/5210895#opinia5210895 



za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Videograf II :)

9 komentarzy:

  1. Książki podróżnicze lubię, więc z chęcią przeczytam opisaną przez Ciebie:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię książki traktujące o podróżach, ale tylko wybranych autorów tj. Cejrowski czy Bryson. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa - ja też, ale ciągle szukam kolejnych perełek:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Bardzo lubię książki podróżnicze, ale właśnie też mam problem - ciężko mi znaleźć coś, co naprawdę mnie zachwyci. Może ta? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkozaur - a Cejrowski albo Wojciechowska? To jest dopiero kawał doskonałej literatury podróżniczej!
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. Nigdy jeszcze nie czytałam typowej książki podróżniczej, jednak nie jestem przekonana do tego gatunku. Może kiedyś? Teraz jednak wolę fantastykę i obyczajówki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julia - jeśli sięgniesz po klasykę gatunku, na pewno się nie zawiedziesz:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Zazdroszczę już samym podróżnikom, ale książkę też chętnie bym kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Visenna - ja zazdroszczę głównie odwagi, ale mężczyznom z reguły łatwiej jest podróżować po świecie, a na pewno bezpieczniej, niż kobietom:)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.