czwartek, 12 stycznia 2012

"Przekroczyć własne życie"

Autor: Max Lucado
Tytuł: "Przekroczyć własne życie"
Wydawnictwo: W drodze, 2011
Ilość stron: 228
Okładka: miękka

Max Lucado to popularny autor bestsellerów i ponoć jeden z najlepszych kaznodziejów w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ ci ostatni kojarzą mi się wyłącznie z budzącymi niesmak telewizyjnymi show pełnymi teatralnych gestów, nadętego pustosłowia, udawanym uduchowieniem oraz klaką bezmyślnej i bezkrytycznej gawiedzi, do książki podchodziłam z wyraźną rezerwą.
Niestety, tym razem moje obawy się potwierdziły. Otrzymałam niemalże literacki odpowiednik kaznodziejskiego występu przed kamerami.

Przekroczyć własne życie to bezładna mieszanina populistycznych, chwytliwych haseł okraszona biblijnym sosem, nie do strawienia dla człowieka obdarzonego choćby szczątkowymi zdolnościami samodzielnego myślenia.
W założeniu autora publikacja ta miała pomóc w poszukiwaniach sensu życia oraz sposobów, by osiągnąć w nim szczęście, spełnienie i satysfakcję, lecz nie tylko w wymiarze egoistycznym, ale bardziej globalnym. Inspirując się opowieściami spisanymi w księdze Dziejów Apostolskich, czerpiąc natchnienie z życia apostołów, Lucado chciał pokazać, że także w dzisiejszych czasach Bóg wybiera zwyczajnych, prostych ludzi, by zmieniali oblicze świata.
Założenie całkiem czytelne i obiecujące, zapowiadało się zupełnie ciekawie. Niestety, już następne strony przesądziły o totalnej klęsce tej publikacji.

Kolejne rozdziały powstawały w oparciu o pewnie schemat, który - jak sobie wyobrażam - mógł stanowić gotowca do publicznych wystąpień autora. Rozpoczynały go luźne rozważania inspirowane jakimś błahym wydarzeniem odnoszącym się najczęściej do osobistych doświadczeń autora, które jednoznacznie prowadziły do bardziej globalnych przemyśleń dotyczących wybranego aspektu rzeczywistości (np. głód, bieda, bezdomność, wojny, etc.). Następnie Lucado przytaczał adekwatny do wcześniejszych rozważań biblijny cytat i interpretował go w ich kontekście. Rozdział kończyły górnolotne wnioski obfitujące we wskazówki i rady - czyli coś w rodzaju nauki - oraz modlitwa tematycznie dopasowana do omawianego problemu.

Przekroczyć własne życie to książka, która zupełnie do mnie nie trafiła, a powodów tego jest co najmniej kilka.
Po pierwsze - styl autora. Koszmarny, napuszony, pompatyczny, obliczony na poklask tłumu, naszpikowany populistycznymi hasłami, niemalże apokaliptycznymi obrazami oraz naiwnie prostymi, kompletnie nieżyciowymi wskazówkami, jak zmienić świat na lepsze. To czysta, ordynarna demagogia nie niosąca żadnej głębszej treści.
Słownictwo także pozostawia wiele do życzenia - rozumiem, że aby dotrzeć do szerszych mas, trzeba wypracować pewien kompromis i używać języka powszechnie zrozumiałego, ale rażą mnie sformułowania potoczne typu "facet" czy "łazić" oraz prostackie (choć obrazowe) porównania stanowiące obrazę nawet dla niezbyt wyrobionej wyobraźni. Moim zdaniem świadczy to o braku szacunku dla odbiorcy, nie o próbie zbliżenia się do jego poziomu, przemawiania jego językiem. Nikt nie jest na tyle głupi, a zaprezentowane przez Lucado "bratanie się" z ciemną masą wypada sztucznie i zakrawa raczej na nieudaną parodię.
Irytująca była także pozbawiona jakiejkolwiek finezji, tendencyjna i płytka interpretacja biblijnych cytatów oraz rady i wskazówki autora: sloganowe, banalne i absolutnie nieprzydatne; no bo jak potraktować remedium Lucado na prześladowania religijne - być silnym i nie dać się zastraszyć? Łatwo powiedzieć...

Nie mogę powiedzieć, że książka mnie rozczarowała, bo niczego po niej nie oczekiwałam. Za to autentycznie mnie przeraziła. Jak to możliwe, że kaznodzieje tego pokroju cieszą się w Ameryce tak wielką renomą? Dla mnie jest ona zupełnie nieuzasadniona i świadczy tylko o poziomie, wymaganiach i upodobaniach amerykańskiego społeczeństwa, niestety. Denerwował mnie widoczny na każdym kroku brak szacunku dla czytelnika objawiający się tłumaczeniem najprostszych i niewymagających wyjaśnienia rzeczy, toporna stylistyka i niewyszukane słownictwo, jakby nie było warto bardziej się postarać. Poza tym jak płachta na byka działa na mnie opowiadanie o Bogu za pomocą pustych frazesów pozbawionych śladów samodzielnych, głębszych refleksji oraz mówienie w obcesowy sposób, co powinnam myśleć na dany temat. Jakże wielka przepaść dzieli wysmakowaną, mądrą i czytelną prozę C.S. Lewisa od bełkotliwych i bezładnych wypocin Maxa Lucado! Pod względem literackim i ideologicznym - to czysty koszmar utwierdzający w poczuciu straty czasu.
Zdecydowanie odradzam - chyba, że ktoś lubi być prowadzony za rączkę i traktowany jak małe dziecko.


Moja ocena: 1/5


recenzja napisana dla portalu Sztukater ;)

14 komentarzy:

  1. Już po opisie wiedziałam, że to nie jest książka dla mnie, a całość Twojej recenzji utwierdziła mnie w tym przekonaniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, dzięki za cynk. Będę raczej omijać te książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że nawet na takie słabe książki jest jednak miejsce na rynku wydawniczym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sekret ich sukcesu tkwi w charyzmie, a co najgorsze nie tej wrodzonej, a takiej, co to ją można sobie wyrobić. Książka nie dla mnie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Ojjj... Dzięki za cynk. Będę omijać.
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewa - usilnie namawiać nie będę xD

    cyrysia, kasandra - bardzo proszę:)

    tetiisheri - zgadzam się:)

    Edyta - niby wiem, ale i tak ciężko mi to pojąć:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. No to raczej nie skorzystam i się za nią nie wezmę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. toska82 - i chwała Ci za to!
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  7. Kurcze, zadziwiłaś mnie oceną i opinią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pisanyinaczej - ja ZAWSZE piszę to, co myślę xDDD
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. O Kobieto, musiała bardzo mocno przerazić Cię ta książka :). Podziwiam Cię za wyważoną recenzję, nie potrafię tak, dlatego jak książka gotuje mi krew, to żeby nie rzucać mięsem - nie mogę opanować nerwów - wcale o niej nie piszę. Dam sobie spokój z tą pozycją, co to to nie...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natula - ha! Moja opinia jest raczej emocjonalna niż wyważona, ale nie dało się inaczej. Niestety, niektóre lektury wywołują negatywne emocje i odczucia, a ta do takich należy. Mam tylko nadzieję, że na tyle dobrze uzasadniłam swoje wrażenia, że nikt nie będzie miał mi tego za złe xD
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Dosiak - jakoś mnie to nie dziwi xD
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.