wtorek, 10 stycznia 2012

"Niebo nad Maralal"

Autor: Christina Hachfeld - Tapukai
Tytuł: "Niebo nad Maralal"
Wydawnictwo: Telbit, 2011
Ilość stron: 381
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Czarny Ląd niejednego już urzekł swoją tajemniczą egzotyką i fantastycznym pięknem dzikiej przyrody. Wielu z nas marzy o odwiedzeniu tego fascynującego i urokliwego zakątka świata, ale czy ktoś zdecydowałby się pójść w ślady Christiny?

Christina Hachfeld - Tapukai, Niemka z Hannoveru, przed osiemnastu laty wybrała się na wycieczkę do Kenii. Niemal z miejsca zakochała się w tym egzotycznym kraju... i w dumnym, przystojnym wojowniku z plemienia Samburu imieniem Lpetati. Od tamtej pory niczym mityczna Kora - Persefona żyje na granicy dwóch światów dzieląc swój czas pomiędzy kenijską rodzinę mieszkającą w wiosce w pobliżu Maralal i niemiecką pod Hannoverem.

Niebo nad Maralal to swego rodzaju pamiętnik opisujący fragmenty życia Christiny w Kenii u boku wojownika Samburu i jego licznej rodziny. To fascynująca opowieść o życiu na zderzeniu dwóch diametralnie różnych kultur, o blaskach i cieniach Afryki widzianej oczami urzeczonej nią Europejki.
Christina jest bystrą i obiektywną obserwatorką, jej spostrzeżenia są trafne, rzeczowe i bardzo realistyczne, pozbawione koloryzowania i upiększeń, których przecież można byłoby się spodziewać po kimś tak głęboko związanym ze swoją drugą ojczyzną. Miłość do Czarnego Lądu nie przesłania jej nawet negatywnych zjawisk oraz trudnych i bolesnych aspektów afrykańskiej rzeczywistości. Coraz powszechniejsze zjawisko sponsoringu wśród Afrykanów utrzymywanych przez bogate Europejki lub Amerykanki, natrętne i nierzadko niebezpieczne żebractwo, szokujący rytuał obrzezania dziewcząt, aranżowanie małżeństw, uciążliwi krewni reprezentujący typową, ale wybitnie irytującą postawę roszczeniową - obserwacje autorki dotyczące afrykańskiej codzienności wzbogacają cenne i celne refleksje na temat specyficznej mentalności i filozofii życiowej mieszkańców Czarnego Lądu oraz nieporozumienia, jakie wywołują w zderzeniu ze światopoglądem przedstawicieli europejskiej kultury.

Christina opowiada także o codziennym życiu w niespiesznym rytmie pór roku i zwyczajnych problemach mieszkańców wioski pod Maralal, opisuje prozę życia, która dla tubylców oznacza nieustanną walkę o przetrwanie oraz utrzymanie zdrowych relacji z liczną, a przez to bardziej narażoną na wewnętrzne konflikty rodziną. Niełatwą codzienność ubarwiają tradycyjne obrzędy, jak np. ceremonia zaślubin czy obrzezanie dziewcząt, które, choć nielegalne, nadal jest powszechnie praktykowane.
Choć pozycja kobiet w Kenii pozostawia wiele do życzenia, Christina zyskała w rodzinie Lpetati szczególną pozycję. Nie była własnością męża ani przedmiotem umowy handlowej; jako wykształcona Europejka zarabiająca na utrzymanie męża oraz jego licznej rodziny, zyskała sobie powszechny szacunek i akceptację - co nie oznacza, że wszystkie jej działania spotykały się z aprobatą starszyzny...

Podczas lektury Nieba nad Maralal nie opuszczało mnie zdumienie i podziw dla autorki. Różnice kulturowe i wynikające z nich nieporozumienia i konflikty zostały przedstawione na tyle obrazowo, że trudno było mi sobie wyobrazić, jakim sposobem udało jej się stworzyć szczęśliwy i trwały związek z afrykańskim wojownikiem. Christina zadziwia swoją cierpliwością, wyrozumiałością, taktem i nadzwyczajną otwartością w stosunkach ze swoją kenijską rodziną, niezwykłym stopniem adaptacji do tak krańcowo odmiennej rzeczywistości - i umiejętnością czerpania satysfakcji i radości z aktywnego uczestnictwa w plemiennym życiu Samburu.

No właśnie: zastanawiało mnie, do jakiego stopnia czuła się związana z rodziną Lpetati, ze swoją wysoką pozycją Europejki i żony wojownika. Z jednej strony bezwzględna akceptacji starszyzny powinna uciszyć moje wątpliwości; z drugiej jednak - jej relacje z mężem - którego traktowała trochę jak duże dziecko: utrzymywała go, dbała o jego potrzeby, chwaliła, liczyła się z jego zdaniem czasem tylko dla zachowania pozorów - oraz z jego rodziną, którą traktowała co prawda z szacunkiem, ale też ze szczyptą wyższości typowej dla białego człowieka - są dla mnie zastanawiające i świadczą jedynie o tym, jak trudno całkowicie wtopić się w tak odmienną pod każdym względem kulturę, mimo najszczerszych prób i chęci.

Niebo nad Maralal to interesująca lektura z wyjątkowym obiektywizmem ukazująca realia współczesnej Afryki z perspektywy kobiety, która poznała je od podszewki. Pozwala podziwiać bogactwo i różnorodność Czarnego Lądu, nie stroni jednak od tematów trudnych, kontrowersyjnych i bolesnych, być może burzących powszechny mit o Afryce jako kawałku raju, ale za to z dużym autentyzmem i rzetelnie ukazujących jej prawdziwe oblicze.
Jeśli chodzi o wrażenia, to niestety, książka mnie nie porwała. Mimo bogactwa treści zabrakło mi magii, o której autorka tyle mówiła. Suchy, rzeczowy język i bardzo konkretny styl nie potrafiły oddać entuzjazmu i zachwytu autorki ani jej fascynacji, co sprawiło, że trudno mi było się wciągnąć w lekturę, miejscami po prostu nudną.
Pomimo moich mieszanych uczuć polecam tę książkę miłośnikom Czarnego Lądu, fascynatom antropologii oraz wszystkim tym, którzy chcieliby poznać realia Afryki bez zbędnych upiększeń i zafałszowań.

Moja ocena: 3/5 

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/97081/niebo-nad-maralal-moje-zycie-u-boku-wojownika-samburu/opinia/4657231#opinia4657231 


recenzja napisana dla portalu Sztukater ;)

18 komentarzy:

  1. Myślałam, że ta książka nieco lepiej wypadnie. Szukać usilnie jej nie będę, ale jak nadarzy się okazja, dam jej szansę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka wybitnie w klimatach Kasandry. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa okładka, choć nie moja tematyka.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. kasandra - no ja także miałam taką nadzieję :/

    Ewa - pozostaje nam czekać, aż Kasandra przeczyta i się wypowie:)

    Edyta - zwłaszcza widok sawanny jest kuszący, ach!

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze mówiąc skoro zabrakło magii i styl jest taki suchy i konkretny, to ja niestety spasuje. Lubię kiedy książka mnie porywa i przenosi w wyobraźni do fabuły a tutaj widzę tego widocznie zabrakło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Najbardziej w tej książce przekonuje mnie brak upiększeń i zafałszowań.

    OdpowiedzUsuń
  7. O mamo... ja nie wiem, jak można oddać się uczuciu do kogoś, z kim nie ma się NIC wspólnego. Tragedia... :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czy cokolwiek "podskoczy" książce Kapuścińskiego "Heban", w tej tematyce. No może Kapuściński nie skupiał się na tworzeniu związków emocjonalnych, ale na pewno był obiektywnym odbiorcą i błyskotliwym obserwatorem. Ciekawe, jakie wrażenie jest po tej książce ;) Chętnie bym się przekonała, ale nie na tyle by biec do księgarni.

    OdpowiedzUsuń
  9. cyrysia - trudno mi się z Tobą nie zgodzić:)

    toska82 - to rzeczywiście ogromna zaleta tej książki:)

    limonka - ja też sobie tego nie wyobrażam, ale przykład autorki pokazuje, że jednak jest to możliwe :/

    Visenna - Kapuścińskiemu pewnie nikt nie dorówna, aczkolwiek jestem ciekawa Twojej opinii porównawczej:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fakt, zastanawiające jest jakim cudem Christina umościła się wygodnie w tak skrajnie różnym od swojego świecie.
    Afryka to fascynujący kraj, ale nie wiem czy wyciągając rękę po tę książkę nie będę pamiętać o jej nudnawych fragmentach i lakonicznym języku.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wydaje się jakaś zachwycająca,więc raczej sobie odpuszczę. Mam ciekawsze książki do czytania;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam wielką ochotę na tę książkę, ale po Twojej recenzji trochę mi przeszło :( Podobnie jak Ty bardzo lubię poznawać obce kultury, ale oprócz 'suchego' opisu potrzebuję coś więcej. Czuję, że w tej książce tego czegoś nie ma, a ponieważ już kilka razy przejechałam się na podobnej tematyce- chyba sobie daruję. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Natula - spróbuj, Twoje odczucia mogą znacząco różnić się od moich:)

    Miravelle - rozumiem i nie namawiam:)

    Ines - to zrozumiałe, wcale Ci się nie dziwię:)

    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie słyszałam o tej książce i przyznam szczerze, że pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby nie Twoja recenzja. :) Jednak teraz muszę powoli odłożyć książki na bok, bo zbliża się sesja!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Napiszę "nie dla mnie", choć wiem, że warto by było przezytać. Ale nie potrafię :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Raczej nie sięgnę po tę książkę, ponieważ opis bardzo przypomina mi "Białą Masajkę", która pod względem literackim jest prawdziwym koszmarkiem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię takie książki, a kiedy przypominają swego rodzaju dziennik, to tym chętniej po nie sięgam :))

    OdpowiedzUsuń
  18. miqaisonfire - w takim razie życzę powodzenia na egzaminach!

    Silaqui - ależ kochana, nie zmuszaj się xD

    Dosiak - też słyszałam o tym porównaniu, jednak nie czytałam "Białej Masajki", więc trudno mi się wypowiedzieć na ten temat.:)

    tetiisheri - o tak, dzienniki czyta się ciekawiej niż zwykłą powieść narracyjną:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.