poniedziałek, 28 lutego 2011

"Kto wygra miliard?"

Autor: Vikas Swarup
Tytuł: "Kto wygra miliard?"
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Okładka: miękka

Książkę przeczytałam na długo przedtem,zanim została zekranizowana.Przeczytałam i wcale nie odczuwam potrzeby zobaczenia filmu.
Książka ta jest po prostu rewelacyjna.To przede wszystkim bardzo prawdziwa,naturalistyczna panorama społeczeństwa indyjskiego,obraz różnorodności zamieszkujących ten subkontynent kultur i religii,skomplikowanych stosunków między nimi uchwycony słowami przez człowieka,który wbrew nędzy swojego urodzenia i dramatycznych,niewyobrażalnych dla Europejczyka kolei losu,walczy o swoje szczęście i lepsze jutro.I walczy na przekór wszystkiemu - to nie frazes,tylko najprawdziwsza,tragiczna prawda.
Ram Mohammad Thomas jest sierotą,który doświadczył w życiu najokrutniejszej nędzy ; jego życie to właściwie pasmo klęsk i rozczarowań.Nieliczne,dobre chwile w jego życiu kończyły się prędko i w tragicznych okolicznościach : krótkie,acz w miarę szczęśliwe dzieciństwo pod kuratelą ojca Timothy'ego,przyjaźń z Salimem czy z Shankarem,odwzajemniona miłość do prostytutki Nity.Paradoksalnie wszystkie te ciężkie doświadczenia nie załamały Rama,lecz dały mu siłę do walki o swoje szczęście.Jak karma wracają do niego wszystkie jego dobre uczynki,by w najczarniejszej chwili los zaczął mu sprzyjać.
I nie chodzi mi tylko o zdumiewające,niespotykane szczęście w teleturnieju,ale chociażby o niespodziewaną pomoc ze strony adwokatki Smity - Gudiyi.
Niebywałe szczęście,które wielokrotnie daje o sobie znać,fenomenalna pamięć i zdolności oraz inteligencja pomagają bohaterowi radzić sobie z przerażającą rzeczywistością kraju,w którym ludzkie życie znaczy tyle co nic.I radzi sobie z godnością,która wyciska łzy z oczu i z determinacją,która wzbudza podziw.I wreszcie do tego niezwykłego człowieka uśmiecha się szczęście - dosłownie.
Warto przeczytać tę książkę,która nie tylko daje nam pełny,wiarygodny obraz współczesnego społeczeństwa Indii,ale także pokazuje,że nawet w obliczu niespodziewanych i tragicznych zrządzeń losu nie wolno się poddawać,tylko trzeba walczyć o swoje szczęście i godność z całych sił.Bo każdy jest kowalem swego losu i tylko od nas zależy,co zrobimy z naszym życiem.
Gorąco polecam!

Moja ocena:5/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/39082/kto-wygra-miliard/opinia/924004#opinia924004 

"Kompleks Portnoya"

Autor: Philip Roth
Tytuł: "Kompleks Portnoya"
Wydawnictwo: Czytelnik

Tytułowy "kompleks Portnoya" nie bez powodu jest porównywany przez autora do antycznego kompleksu Edypa ; głównego bohatera,Aleksa cechuje poczucie zagubienia w życiu,niespełniona potrzeba samookreślenia się,odnalezienia własnej tożsamości.Biorą one początek we wczesnym dzieciństwie i wychowaniu w tradycyjnej żydowskiej rodzinie,pogłębione niezdrową fascynacją postacią matki oraz uczuciem pogardy (jeśli nie nienawiści) do własnego ojca.
Bohater jest związany z rodzicami i tradycją,na straży której stoją,uczuciem miłości - nienawiści ; nie potrafi uwolnić się od narzuconych przez rodziców norm,z którymi się nie godzi,przeciw którym się buntuje.Nie posiada on bowiem żadnego kodeksu etycznego,którym mógłby zastąpić ten znienawidzony.W codziennej szarpaninie pragnie za wszelką cenę udowodnić sobie i innym,że jest człowiekiem niezależnym,prawdziwym mężczyzną,wolnym i spełnionym pod każdym względem.W tych staraniach zapędza się za daleko - prowadzi życie pełne ekstrawagancji erotycznych (delikatnie mówiąc),wyklina przeciwko Bogu i religii,a zwłaszcza przeciwko ciasnym normom żydowskiego światopoglądu.
Alex Portnoy jest idealnym przykładem freudowskiego rozdźwięku między pragnieniami superego (sumienie,uczucie do rodziców,wpajana od dzieciństwa kultura i religia) a id (popęd,który znajduje odzwierciedlenie w jego seksualnych ekscesach).Płaci za to ciężką nerwicą człowieka,który próbuje uciekać od tego wszystkiego,co go ukształtowało,co stanowi o jego jestestwie.Próba folgowania id przynosi mu tylko poczucie winy i upokorzenia,pójście za głosem superego (wyjazd do Izraela) kończy się frustracją wywołaną impotencją oraz...poczuciem winy.
Nie potrafiąc poradzić sobie z własnym życiem Aleks poddaje się psychoterapii - ironizuje i ośmiesza się przed lekarzem,doskonale potrafi opisać i zanalizować swoje lęki,problemy i fantazje,ale nie może się od nich uwolnić.Okazuje się,że nawet psychoanaliza nie jest w stanie uwolnić go od własnych demonów.
Książka ta w okresie,w którym powstała (lata sześćdziesiąte),wywołała skandal obyczajowy i kulturowy.Nie może to dziwić,bo nawet w dzisiejszych czasach lektura ta,naszpikowana niecenzuralnymi,wulgarnymi słowami i zwrotami,obrazoburczym poglądem na religię i kulturę (jakąkolwiek,nie tylko żydowską),dekadencką,szokującą postawą moralno-obyczajową budzi jeśli nie szok,to na pewno wrażenie bardzo do niego podobne.Budzi także znużenie - dokładnie takie,jakie pojawia się przy wsłuchiwaniu się przez dłuższy czas w kuchenną łacinę robotników budowlanych.Wreszcie budzi także litość do człowieka,który nie potrafi dojść do ładu ze sobą i swoimi emocjami i uczuciami.
Ogromny ładunek emocjonalny,jaki z sobą niesie ta książka oraz fakt,że bohaterem jest człowiek o tak mocno skopanej psychice,wielkie możliwości i interpretacyjne skłaniają mnie do postawienia najwyższej oceny ; jednak do jej obniżenia skłania mnie niesmak,jaki pozostał mi po tej lekturze oraz denerwujące nieraz i dziecinne zachowanie głównego bohatera.
Niewątpliwa wartość tej książki leży w uświadomieniu czytelnikowi ogromu problemów egzystencjalnych i możliwych źródeł,które je generują i zasilają.I odwrotnie - analiza pewnych zachowań prowadzi nas do wielorakiej interpretacji ich genezy.
Ta przebogata książka nie jest lekturą na jeden wieczór ; trzeba dużego skupienia,żeby uchwycić wszystkie jej znaczenia i niuanse,żeby odkryć wszystkie "podwójne dna" ; kiedy zagłębimy się w istotę opowieści,znajdziemy się bardzo blisko oczyszczenia duchowego,katharsis.
Polecam!

Moja ocena:4/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21188/kompleks-portnoya/opinia/1172578#opinia1172578 

"Mozart.Brat ognia.Ulubieniec Izydy."

Autor: Christian Jacq
Tytuł: "Mozart.Brat ognia.Ulubieniec Izydy."
Wydawnictwo: Świat Książki, 2008
Ilość stron: 572
Okładka: miękka

Drugi tom niezwykłej biografii Mozarta,której autor skupia się na związkach genialnego kompozytora z masonerią.
Jakoże jest to czwarta przeczytana przeze mnie biografia tego twórcy,miałam możliwość spojrzenia na dobrze znane mi fakty z jego życia z zupełnie innej strony.Było to ciekawe doświadczenie,choć wiele szczegółów się nie zgadzało lub wręcz się wykluczały w porównaniu z tym,co wyczytałam wcześniej.
Nie wiem,czy w rzeczywistości związki Mozarta z masonerią były tak silne,jak autor pragnąłby je widzieć ; faktem jest,że cztery napisane przez Wolfganga opery zawierały w sobie wolnomularskie przesłanie,natomiast nie przekonała mnie zupełnie spiskowa teoria autora,jakoby liczni przeciwnicy Mozarta wywodzący się z kręgów kościelnych i cesarskiego dworu obawiali się jego wpływu na umysły ludzi - do tego stopnia,że zapragnęli przyczynić się do jego śmierci.
Wiele razy spotkałam się podobną teorią,popularną pewnie dlatego,że tajemnica śmierci Mozarta nigdy nie została ostatecznie wyjaśniona.Jednak inne publikacje,które rzeczowo i w naukowy sposób próbują podać inne wyjaśnienie jego zgonu,znacznie bardziej do mnie przemawiają i są zdecydowanie bardziej wiarygodne.
Pomysł otrucia Mozarta przez jego wrogów jest z pewnością sensacyjny i lotny,jednak ja odrzucam go jako mało wiarygodny.
W książce więcej jest podobnych nieścisłości czy niedomówień,nie przeszkadzało mi to jednak zbytnio w chłonięciu kolejnej opowieści o życiu wielkiego Mozarta.Bo to przede wszystkim historia rozwoju jego geniuszu,jakże często boleśnie niedocenianego i nierozumianego przez jemu współczesnych ; to historia jego życia,jego wzlotów i upadków,zapis chwil pełnych szczęścia i rozpaczy.
Dzięki tej książce Mozart jawi się nam nie tylko jako genialny muzyk,ale przede wszystkim jako człowiek z krwi i kości,mający niezwykle bogate życie wewnętrzne.
Żeby przekonać się,jak dalece niezwykła i fascynująca była to postać,warto sięgnąć po tę książkę - cokolwiek tendencyjną i w wielu miejscach mijającą się z powszechnie uznanymi faktami,ale za to wynagradzającą czytelnikowi te niedostatki soczystą narracją, zaskakująco nowatorskim potraktowaniem tematu oraz świeżym i intrygującym spojrzeniem na postać głównego bohatera.
Z pewnością autor wykonał kawał dobrej roboty i włożył w tę książkę mnóstwo pracy i serca.To się czuje!
I dlatego serdecznie polecam.:)

Moja ocena: 4/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/65563/mozart-brat-ognia-ulubieniec-izydy/opinia/938193#opinia938193 

"Mozart.Wielki Czarodziej.Syn Światła"

Autor: Christian Jacq
Tytuł: "Mozart.Wielki Czarodziej.Syn Światła"
Wydawnictwo: Świat Książki, 2008
Ilość stron: 574
Okładka: miękka

Przyznam się szczerze,że po książkę sięgnęłam tylko dlatego,że traktuje o życiu mojego ulubionego kompozytora.
I właściwie na biografii Mozarta autor mógł poprzestać.Mógł wspomnieć o jego związkach z wolnomularstwem.Niestety,Jacq poszedł dalej,a nawet rzekłabym - za daleko.
Opisy masońskich obrzędów,stopnie wtajemniczenia,walka rozmaitych lóż o dominację byłyby nawet ciekawe,gdyby nie to,że zostały opisane z jakimś quasi-mistycznym zadęciem,które sprawia,że wolnomularstwo wydało mi się zabawą dla dużych chłopców dumnych z tego,że działają w tajemnicy pod okiem władz.To dziecinada pełna nadętych,szumnych słów,która aspirowała do ogarnięcia najświatlejszych umysłów Europy,wprowadzenia ideałów braterstwa i wolności sumienia...niewiele wiem o ruchu masońskim,lecz to,w jaki sposób przedstawił go w książce autor,wydaje mi się niepoważne,umniejsza jego wartość,ośmiesza niemal.

Nie spodobał mi się także jeszcze jeden motyw ; otóż ponoć Mozart został wybrany na członka loży,dostąpił wtajemniczenia w celu ocalenia świata...wszystko,co stworzył,zostało zainspirowane przez tajnego zwierzchnika wolnomularzy - autor sugeruje,że gdyby nie on,geniusz Mozarta nigdy by się tak nie rozwinął,a on sam nie stworzyłby tylu wiekopomnych dzieł.
Teza jak dla mnie denerwująca i wręcz śmieszna.Umniejsza dokonania kompozytora i sugeruje,że od najwcześniejszych lat był pod stałą,choć dyskretną opieką przedstawiciela wolnomularzy.
Taka teoria - niemalże spiskowa - wydaje mi się mało prawdopodobna i naciągana.

Teraz trochę o plusach.
Autor z niezwykłą dokładnością i starannością opisał najwcześniejsze lata życia małego Mozarta ; tom pierwszy obejmuje lata dziecięce spędzone w rodzinnym Salzburgu pod okiem surowego,ale kochającego ojca,podróże "cudownego dziecka" wraz z ojcem i siostrą po Europie,poszukiwania godnej posady dla znakomitego muzyka,lata "uwięzienia" na służbie u arcybiskupa Colloredo,wreszcie wyjazd do Wiednia i powolne,ale konsekwentne zdobywanie tam uznania i szacunku ; znajdziemy tu również losy zadurzenia Wolfganga w ślicznej śpiewaczce Aloysii Weber oraz historię miłości jego i Konstancji Weber.
Wyłania się nam obraz niesamowitego,niebywale utalentowanego muzyka,bez przerwy doskonalącego swój warsztat,ogromnie pracowitego,a przy tym dobrego,choć nieco zwariowanego człowieka,nie stroniącego od życiowych uciech,ale zarazem bardzo poważnego,dumnego,świadomego swej wartości,choć nie unoszącego się pychą.Mozart to człowiek pełen bogactwa wewnętrznego,pięknych uczuć kłębiących się w jego duszy - wielki plus dla autora za to,że potrafił wspaniale oddać całą złożoność psychiki Mozarta.
Ostateczna moja ocena - zważywszy na niektóre,mało prawdopodobne wątki - jest wysoka : 4/5.
 Do książki jest dołączona płytka z utworami Mozarta pochodzącymi z okresu,którego ten tom dotyczy - nie lada gratka i doskonały pomysł.
Polecam zarówno książkę,jak i muzykę.

Moja ocena: 4/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/65564/mozart-wielki-czarodziej-syn-swiatla/opinia/938192#opinia938192 

"Błękitnooki chłopiec"

Autor: Joanne Harris
Tytuł: "Błękitnooki chłopiec"
Wydawnictwo: Prószyński i ska
Okładka: miękka

W tej książce nic nie jest tym,czym się z początku wydaje.
Główny bohater,a zarazem narrator - tytułowy Błękitnooki chłopiec - jest jednym z trzech synów Glorii,samotnej matki borykającej się z kłopotami materialnymi i wychowawczymi ; wydawałoby się,że to jedna z tysięcy zwykłych,prostych kobiet próbujących jakoś powiązać koniec z końcem,by zapewnić synom lepsze życie,przelewająca na nich swoje niespełnione ambicje i marzenia...jak dalece może mylić pierwsze wrażenie,przekonujemy się w miarę rozwoju akcji,a towarzyszącym nam uczuciem jest odtąd narastająca groza.I niedowierzanie.Przynajmniej w moim przypadku.
Podobnie mylące jest wrażenie,że znamy i zaczynamy rozumieć motywy postępowania głównego bohatera ; kiedy poczujemy się pewnie z naszą domniemaną wiedzą,autorka dokonuje tak nagłego i niespodziewanego zwrotu akcji,że dech zapiera w piersiach.I czyni tak niejeden raz,bawi się z nami w kotka i myszkę,podobnie jak główny bohater manipuluje uczuciami otaczających go,czy to w rzeczywistości,czy to w sieci,ludzi.
Książka jest niesamowita,nieprzewidywalna,zaskakująca.Jest totalnie zakręcona,tak,że w pewnym momencie poczułam się,jakby unosił mnie szalony wir - nie mogłam zrobić nic innego,tylko poddać się niezaprzeczalnemu,przerażającemu urokowi lektury.
O ile książka wciąga bez reszty - zakończenie po prostu powala na kolana ; jest to najbardziej porażające zakończenie,z jakim dotąd miałam do czynienia.
Uwielbiam książki Joanne Harris - każda z nich jest niepowtarzalna,jest istnym majstersztykiem,a "Błękitnooki chłopiec" jest jedną z najlepszych jej "dzieci".
Po mistrzowsku manipuluje uczuciami i odczuciami czytelnika prowadząc go jak na sznurku meandrami własnej wyobraźni ; za każdym razem jest to fascynująca i pełna niezapomnianych wrażeń wycieczka.Groza zdaje się osaczać czytelnika ze wszystkich stron ; nawet po odłożeniu lektury wrażenie to długo nie mija.
Mam tu wszystko,czego oczekuję po dobrej książce.Gorąco polecam!

Moja ocena: 4/5

"Kobieta w czasach katedr"

Autor: Regine Pernoud
Tytuł: "Kobieta w czasach katedr"
Wydawnictwo: Książnica - Grupa Wydawnicza Publicat, 2009
Ilość stron: 315
Okładka: miękka

Jestem pod wielkim wrażeniem tej książki,choć pewnie powinnam napisać - pod wielkim wrażeniem erudycji,skrupulatności,rzetelności i ogromnego nakładu pracy,jaki Autorka włożyła w napisanie tej książki.
W sposób absolutnie przebojowy,fantastyczny,opierając się na imponującej ilości tekstów źródłowych oraz na fenomenalnej zdolności analizowania faktów,Autorka przybliża nam średniowieczną postać kobiecą,jej historię,miejsce,jakie zajmowała w społeczeństwie skupiając się na wielce udanych próbach zrozumienia ewolucji statusu kobiety na przestrzeni tysiąca lat - jej początkową dominację,która stopniowo się kurczy,by wreszcie bardzo nisko spaść.
W spektakularny sposób wyjaśnia procesy i zjawiska,które doprowadziły do tryumfalnego zaistnienia kobiety na arenie dziejów,jak również okoliczności,które pozwoliły jej z powodzeniem utrzymywać nowo zdobytą władzę ; dochodzi przyczyn deprecjacji i upadku kobiety,a wszystko to w sposób całkowicie przystępny i zrozumiały,choć ładunek merytoryczny jest naprawdę ogromny.
Autorka nie waha się obalać wielu mitów,które od długiego czasu pokutują w zbiorowej świadomości na temat roli kobiety w średniowiecznym społeczeństwie.Rzetelna dokumentacja i żelazna logika tych wywrotowych nieraz tez rzeczywiście wywracają do góry nogami nasze wyobrażenie o tamtych czasach - i bardzo dobrze!
Autorka prezentuje w swojej pracy liczne postaci kobiece - nie tylko potężne władczynie,które wpływały na losy Europy czy sławne z pobożności i zakresu władzy opatki ; oddaje głos także zwykłym kobietom,które pozostawiły po sobie cenne ślady w różnego rodzaju dokumentach.
Jestem wdzięczna Autorce,że zmieniła moje wyobrażenie o wiekach średnich,że przywróciła należne miejsce w historii tym na poły zapomnianym już kobietom,które to niejednokrotnie bardziej wykształcone,inteligentne,waleczne,wpływowe i przewidujące musiały ustępować pola pyszniącym się mężczyznom - nie tylko na kartach historii,ale także w zbiorowej świadomości ludzi.
Serdecznie polecam tę mądrą,odważną i wartościową lekturę.

Moja ocena: 5/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54855/kobieta-w-czasach-katedr/opinia/933104#opinia933104 

"Żabi król"

Autor: Adam Davies
Tytuł: "Żabi król"
Wydawnictwo: Znak

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę,moje pierwsze wrażenie było: "Co to za dziwaczna narracja? Co to za język? Czy autor stara się być na siłę oryginalny i szokujący?"
Przemogłam się jednak i po kilku następnych stronach,z rosnącym entuzjazmem,zaczęłam przyzwyczajać się do stylu pisarza ; co więcej - zaczął mi się on podobać,a nawet - o zgrozo! - bawić.
Właściwie jest to tragikomedia ; narracja jest pierwszoosobowa, a główny bohater słowami właśnie walczy i stawia czoło nieprzyjaznemu otoczeniu,z którego nie potrafi się wyrwać.
Bo otoczenie,w którym egzystuje Harry Driscoll nie jest przyczyną,ale skutkiem...skutkiem jego własnych wyborów - a tak się składa,że były to wybory najgorsze z możliwych.Zrozumienie tego niezaprzeczalnego faktu zajmuje Harry'emu sporo czasu i sił.
Brzmi to dość banalnie - jednak autorowi udało się w tak realistyczny,wręcz naturalistyczny sposób nakreślić psychikę bohatera,jego poczucie przegranego życia i dławiącej beznadziejności ponurej egzystencji,że czytelnik - chcąc nie chcąc - zaczyna z nim współodczuwać,zaczyna sam wpadać w matnię i zastanawiać się nad sensem własnego życia.A musicie stwierdzić,że nie każdy autor coś takiego potrafi.
Harry Driscoll,dwudziestoośmioletni potomek zamożnej rodziny ,zaczyna w Nowym Jorku życie na własny rachunek.Niestety,cechy charakteru nie predestynują go raczej do życia,jakie chciałby wieść ; jego lenistwo,niefrasobliwość i nagminne spóźnianie się do pracy skutecznie blokują mu awans,w związku z czym Harry żyje na granicy nędzy.Zaprzepaszcza także swoje pierwsze prawdziwe uczucie - choć bardzo kocha swoją dziewczynę Evie i chciałby spędzić z nią resztę życia,nie potrafi dochować jej wierności.Evie,choć dokłada wszelkich starań,nie potrafi przemienić swojego niedojrzałego chłopaka z żaby w królewicza ; on sam stacza się na samo dno,kiedy Evie wreszcie go zostawia.
Pogodzenie się z tym faktem i odnalezienie własnej drogi w życiu kosztuje Harry'ego na prawdę wiele ; jednak dzięki temu wreszcie dojrzewa i nieśmiało próbuje szukać kruchego jak szkło szczęścia,spełnić swoje marzenia,zacząć ŻYĆ,a nie prześlizgiwać się przez życie.
Książka wywarła na mnie wielkie wrażenie - nie tylko dzięki doskonałej,soczystej i prawdziwie oryginalnej narracji,ale głównie dzięki udanemu studium człowieka,który na własne życzenie marnuje sobie życie,idzie do piekła i z powrotem,by zrozumieć i odnaleźć samego siebie.
Z czystym sumieniem mogę polecić Wam tę książkę ; myślę,że warto po nią sięgnąć.

Moja ocena: 4/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/74896/zabi-krol/opinia/1494263#opinia1494263 

"Mama kazała mi chorować"

Autor: Julie Gregory
Tytuł: "Mama kazała mi chorować"
Wydawnictwo: Amber
Okładka: miękka

Tytuł doskonale oddaje istotę choroby,której ta książka dotyczy.
Zastępczy zespół Munchhausena tak naprawdę jest formą maltretowania dziecka przez opiekuna ; polega na wymyślaniu i wywoływaniu dolegliwości
fizycznych u ofiary.Najczęściej sprawcą jest matka,ofiarą dziecko.
Wpędzanie w chorobę własnego dziecka ma na celu zwrócenie uwagi na własną osobę,wymuszenie współczucia i pomocy,zapewnienia sobie kontroli nad drugim człowiekiem.
Autorka i bohaterka tego pamiętnika,Julie Gregory,miała nieszczęście urodzić się w głęboko dysfunkcyjnej rodzinie,która jednak potrafiła stwarzać pozory normalności.
Chory psychicznie ojciec o skłonnościach homoseksualnych,a przede wszystkim matka - szalona (być może w pewnym stopniu jej psychikę obciążało pojawiające się w rodzinie kazirodztwo oraz przemoc seksualna),znęcająca się nad córką fizycznie,psychicznie i emocjonalnie ; egzystowanie w takim środowisku i przeżycie w nim graniczyło z cudem.
Życie Julie obracało się wokół niezliczonych wymyślonych chorób , jej matka z wielką bezwzględnością i okrucieństwem dążyła do osiągnięcia emocjonalnej satysfakcji z choroby dziecka.Gdy widziała,że zainteresowanie lekarzy jej przypadkiem maleje,po prostu zmieniała lekarza;często szukała informacji medycznych w literaturze fachowej,żeby jeszcze bardziej wiarygodnie i przekonująco zagrać swoją rolę.
Julie Gregory wykazała się ogromnym hartem ducha - udało jej się nie tylko poznać przyczynę jej wieloletnich dolegliwości,ale także uwolnić emocjonalnie od matki.To niewiarygodne,że zdołała zachować własną osobowość i rozliczyć się z przeszłością za pomocą tej właśnie przejmującej i wstrząsającej książki.
Gorąco polecam!

Moja ocena: 4/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/55503/mama-kazala-mi-chorowac/opinia/1071549#opinia1071549 

"Życie codzienne w miastach śląskich XIV i XV wieku"

Autor: Jan Drabina
Tytuł: "Życie codzienne w miastach śląskich  XIV i XV wieku"


Na początku pragnę zaznaczyć,iż tak słaba ocena tej książki została podyktowana nie jej zawartością merytoryczną,ale raczej brakiem polotu i dość nudnym potraktowaniem tematu.W moim odczuciu brak powyższych cech jest niezwykle istotny jeśli chodzi o zainteresowanie czytelnika tematyką,by tym łatwiej nie tylko przyswoił sobie istotne informacje,ale też czerpał przyjemność z lektury.
Przy ogromie pracy,jakiej podjął się autor być może wyda się Wam,że potraktowałam go niesprawiedliwie,ale wybaczcie : nawet tak z założenia nudną tematykę jak życie codzienne ludności miast śląskich można było przedstawić w bardziej przystępny,interesujący sposób i nie chodzi mi absolutnie o spłycenie czy też dostosowanie stylu pisarskiego do mało wymagającego odbiorcy.
Były fragmenty,które przeczytałam z niekłamaną przyjemnością,napisane zgrabnie,rzeczowo,niemal fascynująco.Jednak w przeważającej większości książka niniejsza jest po prostu nudną statystyką traktującą na przykład o tym,jak na przestrzeni lat kształtował się skład rady miejskiej lub jak zmieniały się ceny produktów żywnościowych w konkretnym roku.Zajmują one mnóstwo miejsca,nierzadko ciągną się przez pół strony,a właściwie nic nie wnoszą do mojej wiedzy.Uważam,że bardziej zasadne byłoby po prostu podsumowanie wszystkich tych statystyk przez autora oraz wyciągnięcie konkretnych wniosków.
Z rzeczy interesujących wymienić trzeba sposoby,w jaki mieszczanie spędzali czas - czym zajmowali się w domach,warsztatach pracy,jak wyglądał średniowieczny handel i szkolnictwo,jak funkcjonowały szpitale i przytułki.Niezwykle ciekawe były także opisy ceremonii towarzyszących takim wydarzeniom,jak narodziny,zawarcie małżeństwa czy śmierć.
Sporo miejsca zajmuje również charakterystyka świąt obchodzonych w XIV i XV wieku na Śląsku - tu już jednak pojawiają się dłużyzny,od których wieje nudą.
Ogólnie rzecz biorąc lektura byłaby o wiele ciekawsza,gdyby zamiast tych wszystkich nudnych statystyk umieścić znacznie więcej ciekawostek,nagie fakty podać w bardziej przystępnej,interesującej formie.Jestem zdania,że tym sposobem czytelnik mógłby zapamiętać znacznie więcej,no i samą książkę czytałoby się z większą przyjemnością.

Moja ocena: 2/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/72093/zycie-codzienne-w-miastach-slaskich-xiv-i-xv-wieku/opinia/1721935#opinia1721935 

"Moje życie"

Autor: Isadora Duncan
Tytuł: "Moje życie"

Jestem oszołomiona tą lekturą.Przede wszystkim - postacią Isadory,jej osobowością - pełną życia,bezkompromisową,mknącą przez życie w szaleńczym tempie,nie oglądającą się za siebie,chwytającą życie pełnymi garściami bez względu na skutki.Była kobietą,która przerosła swoje czasy - miała żarliwe przekonania,którymi żyła, których broniła nie zważając na konsekwencje i które starała się wcielać w życie.Zdecydowanie odrzucała religię i małżeństwo,zreformowała,wręcz zrewolucjonizowała taniec,stworzyła własną filozofię nie tylko tańca,ale także życia rodzinnego,obyczajów,szkolnictwa.Swoim ideom podporządkowała całe życie i całe życie walczyła o ich realizację.
Od najwcześniejszych lat,wiedziała,czego chce - jej wielkim marzeniem było stworzenie własnej szkoły tańca,pokazanie światu,jak z jego pomocą można wyrazić własną duchowość,uczucia,przeżycia.
Rewolucyjne poglądy Isadory,jej taniec, długo torowały sobie drogę do świadomości i estetyki ludzi tamtej epoki ; Europa poddała się jej urokowi i padła do jej stóp,w purytańskiej Ameryce nigdy to nie nastąpiło.Kariera panny Duncan to historia imponujących wzlotów i spektakularnych upadków.Podążając za marzeniami w ciągu kilku miesięcy z nędzarki stawała się milionerką ; pieniądze traktowała zawsze tylko jako środek do osiągnięcia celu - kiedy wreszcie udało jej się otworzyć wymarzoną szkołę tańca,ta kobieta o gorącym sercu bez namysłu adoptowała czterdzieścioro dzieci,by uczyć je tańca i zapewnić im lepsze życie.W czasie wojny pozwoliła przekształcić swoją szkołę w lazaret - była to trudna decyzja,ale właściwa.
Życie jej jednak nie oszczędzało - choć los obdarował ją trójką dzieci,musiała przeżyć ich śmierć,co przypłaciła załamaniem nerwowym.Wydaje mi się,że do końca życia nie pogodziła się z tą okrutną stratą ; nadała też ona jej tańcowi nowy,tragiczny wymiar.
Życie Isadory Duncan to szalony pęd przez kontynenty,to mijane w biegu osobowości ówczesnej europejskiej bohemy,to głośne,przelotne i skandaliczne związki ze sławnymi mężczyznami ; to zarazem wyżyny najdzikszego tryumfu oraz piekło osobistych dramatów.Dzięki nieokiełznanemu,żywiołowemu temperamentowi,znacznej dozie egzaltacji i ogromnemu ładunkowi spontaniczności,Isadora przeżywała wszystko bardziej,pełniej i głębiej ; kiedy się cieszyła - trwała w pełni szczęścia,w ekstazie niemal ; kiedy cierpiała - wpadała w głęboką depresję.Niczego nie udawała ; ta ogromna skala przeżywania jest dla mnie niepojęta,godna podziwu,ale zarazem i przerażająca.
Godna podziwu jest również jej niespotykana siła przebicia,siła woli i twardość charakteru oraz żelazna konsekwencja działań.Nigdy się nie poddawała,nie zmogły jej żadne przeciwności losu,nigdy nie traciła z oczu głównego celu życia - sztuki.
Isadora Duncan kończy swe wspomnienia pełna nadziei - wyjeżdża do Rosji,by tam rozpocząć nowe życie,stworzyć kolejną szkołę tańca i dzielić się swoją pasją.
Niestety,życie po raz kolejny nie okazało się dla niej łaskawe ; jak potoczyły się jej dalsze losy,można przekonać się samemu,sięgając po tę fascynującą lekturę (posłowie tłumacza).
Bo lektura oszałamia - jak napisałam na wstępie - w narracji jest tak wiele życia,tętniących uczuć i emocji - że nie sposób się nie wzruszyć,nie dać się porwać jej nurtowi.Trzeba pamiętać,że jest to autobiografia,więc na wiele rzeczy trzeba wziąć poprawkę,jednak mimo tego jest to lektura pod każdym względem niezwykła i wyjątkowa.
A czy czegoś nas uczy? Z pewnością tego,że warto podążać za swoimi marzeniami ; ale czy na pewno za wszelką cenę?
Moja ocena: 4/5

"Sztywniak.Osobliwe życie nieboszczyków"

Autor: Mary Roach
Tytuł: "Sztywniak.Osobliwe życie nieboszczyków"
Wydawnictwo: Znak
Okładka: miękka

To zdecydowanie nie jest lektura, przy której można by się odprężyć czy odpocząć po męczącym dniu. Pomimo sporej dawki poczucia humoru autorki, co w tym przypadku absolutnie nie oznacza przekraczania granic dobrego smaku czy braku szacunku względem omawianych spraw, jest to lektura dość ciężka; odkładałam ją z poczuciem psychicznego zmęczenia i aby sięgnąć do niej ponownie, musiałam uprzednio naprawdę porządnie odetchnąć.

Nie znaczy to, że książka jest niestrawna czy źle napisana.Wręcz przeciwnie - jest rewelacyjna; nie tylko nowatorska w podejściu do spraw związanych z procesem umierania i wszystkim tym, co dzieje się z ciałem po śmierci, ale także szczegółowo i wyczerpująco wyjaśnia wszelkie fenomeny z tym związane, odpowiada na dziesiątki pytań, które od zawsze mnie nurtowały, a nie było komu ich zadać (lub też było komu, ale nie chciałam zostać potraktowana jako ktoś o niezdrowych zainteresowaniach).Ta lektura zaspokoiła moją osobliwą ciekawość w stu procentach dostarczając konkretnych informacji, a przy okazji oswajając ze śmiercią nazywając rzeczy po imieniu.

Pozytywne wrażenie wywarły na mnie poglądy autorki:
Ta książka nie jest o śmierci w sensie umierania. Śmierć w takiej perspektywie jest smutna i poważna.Utrata kogoś, kogo się kocha, to nic zabawnego. Książka opowiada o ludziach już martwych - o zwłokach.(...)
Zwłoki kogoś bliskiego to coś więcej niż martwe ciało - to miejsce,w którym ta osoba żyła.
A jednocześnie:
Byłoby strasznym marnotrawstwem rezygnować z tego potencjału [zwłok] i nie wykorzystywać go do rozwoju ludzkości.

Zgadzam się z tym! Autorka pokazuje, że wykorzystywanie ciał do różnych projektów badawczych czy eksperymentów mających na celu ratowanie innych ludzkich istnień w żadnym razie nie wyklucza traktowania tychże ciał z rewerencją i szacunkiem. Przy odrobinie dobrej woli bardzo łatwo jest pogodzić te dwie tak diametralnie różne, wydawałoby się, sprawy.
Autorka z charakterystycznym poczuciem humoru ukazuje czytelnikowi multum sposobów, na które można spędzać czas będąc zredukowanym do roli martwego ciała. Można więc swoje zwłoki przekazać nauce - posłużą lekarzom do doskonalenie własnych umiejętności i testowania nowych technik leczenia, pomogą naukowcom przy testach wypadkowych, posłużą patologom i specjalistom medycyny sądowej badającym ofiary i okoliczności przestępstw czy nieszczęśliwych wypadków. Autorka przedstawia też alternatywę dla zwyczajnego pochówku w ziemi czy kremacji - kompostowanie lub coś, co kryje się pod tajemniczą nazwą trawienia tkanek.

Mary Roach nie skupia się jednak tylko na sposobach spędzania czasu po śmierci, nie tylko opowiada szczegółowo o tym, co dzieje się z ludzkim ciałem po zgonie - wiele miejsca poświęca makabrycznej historii sekcji zwłok, pozyskiwania ciał dla nauki czy naukowym sposobom poszukiwania duszy; nawet pomysłom tak dziwacznym, acz dobrze udokumentowanym, jak leczniczy kanibalizm.

Jestem zdania, że temat potraktowała w sposób niezwykle kompleksowy, rzetelny i wyczerpujący.Chyba po raz pierwszy zdarzyło się, że nie miałam po lekturze żadnych pytań - dowiedziałam się wszystkiego, czego chciałam, a być może nawet więcej. Nawet tego, czego wiedzieć nie chciałam.
A więc - odetchnijcie głęboko - będzie Wam to potrzebne - i zabierajcie się do czytania!

Moja ocena: 4/5 

niedziela, 27 lutego 2011

"Łąka umarłych"

Autor: Marcin Pilis
Tytuł: "Łąka umarłych"
Wydawnictwo: Sol, 2010
Ilość stron: 382
Okładka: miękka

"Sumienie to coś więcej niż obawa, że ktoś widzi; to obawa, że sam nie zapomnę." (Stefan Garczyński)
"Ludzie ludziom zgotowali ten los" (Zofia Nałkowska)

Te dwa cytaty jako pierwsze nasunęły mi się po przeczytaniu książki Marcina Pilisa.Próbuje ona skłonić czytelnika do własnych poszukiwań odpowiedzi na jedno z najważniejszych pytań,jakie gnębią ludzkość od jej zarania - skąd się bierze zło?
Za tym fundamentalnym pytaniem pojawiają się jak gromada cieni następne:
czym jest sumienie? do jakich czynów zdolny jest człowiek? co skłania człowieka do popełnienia zbrodni? jak po czymś takim można powrócić do normalnego życia? jakie są konsekwencje wyborów człowieka? czy można odpokutować za swoje zbrodnie?

Książka niniejsza jest literackim nawiązaniem do prawdziwych wydarzeń z czasów II wojny światowej,do jednego z wielu niechlubnych dla Polaków incydentów jakim była dokonana w 1941 roku na terenie wsi Jedwabne okrutna zbrodnia na żydowskich mieszkańcach przez ich polskich sąsiadów.
Historia ta uzmysłowiła lubującym się we własnym męczeństwie Polakom,że i oni są zdolni do największych podłości,do czynów porównywalnych z tymi,które popełniali hitlerowscy zbrodniarze.
Ta niewygodna i wstydliwa prawda do dziś bulwersuje co poniektóre jednostki przywiązane do mitu mesjanizmu i bohaterstwa wojennego Polaków.Podobnie uwiera i bulwersuje bohaterów "Łąki umarłych" - ale każdego z innych powodów.
Główny bohater,Andrzej Hołotyński,który o dokonanej zbrodni dowiaduje się z pamiętnika swojego ojca - biernego obserwatora tamtych wydarzeń,
głęboko zszokowany postawą mieszkańców Lip Wielkich zastanawia się,jak to możliwe,by zwyczajni,prości ludzie w jednej chwili zmienili się w stado krwiożerczych bestii,których nie trzeba było wcale namawiać,aby rzucili się na swoich żydowskich współmieszkańców,dokonali na nich okrutnej rzezi,rozgrabili ich majątek.Jak to możliwe,że ci spokojni,grzeczni chłopi,na co dzień przecież pozbawieni wyobraźni,nagle wykazują się jej upiornym nadmiarem jeśli chodzi o zadawanie cierpienia bliźnim.Dlaczego cała wieś przypatruje się tej apokalipsie bez słowa,dlaczego nie odezwał się ani jeden sprawiedliwy,który powiedziałby "stop"? Co wstąpiło w niewinne,słodkie dzieci,które bardzo z siebie dumne prowadziły na śmierć swoich żydowskich rówieśników?
I wreszcie jak to możliwe,że nazajutrz,kiedy jeszcze dogasały ruiny dawnej synagogi,w której zamknięto i spalono LUDZI,mieszkańcy spokojnie,flegmatycznie,niespiesznie powracali do zwykłego,normalnego życia? Czy myśleli o tym,co zrobili? Czy nękały ich jakiekolwiek wyrzuty sumienia - jeśli tak,to jak sobie z nimi poradzili? A jeśli nie,to gdzie się podziało ich sumienie?

Sumieniem tej zamkniętej społeczności był przeor klasztoru w Wielkich Lipach,ojciec Jan.On,w przeciwieństwie do Andrzeja,nie miał najmniejszych złudzeń co do natury ludzkiej oraz tego,do czego zdolny jest człowiek.Wiedział,że w ludziach oprócz dobra drzemią też pokłady zła i że bardzo niewiele trzeba,aby je wyzwolić.Nie mógł pogodzić się ani z tym,czego dopuściła się wieś,ani z tym,że nie był w stanie zapobiec tamtym wydarzeniom.Całe jego późniejsze życie było podporządkowane próbom odkupienia win - swoich i całej społeczności.

Ludzie w Lipach Wielkich różnie ustosunkowali się do wydarzeń,które zainicjowali.Byli tacy,którzy po latach,rozpamiętując sankcje,jakie ich dotknęły z tego powodu (izolacja wioski przez SB,by nikt nie dowiedział się o zbrodni,pokuta narzucona przez przeora),za wszystko,co ich spotkało w konsekwencji ich czynu,winili Żydów.
Był też jednak człowiek,który uświadomienie sobie ogromu zbrodni przypłacił utratą zdrowia psychicznego.
Był także oficer Wehrmachtu,dla którego spontaniczna i gorliwa akcja Polaków była niczym innym jak tylko dobrze zorganizowana pomocą w wielkim dziele likwidowania Żydów.

Byli w końcu funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa oraz przedstawiciele aparatu partyjnego,dla których mord na Żydach z czasów wojny stał się niemal wyłącznie narzędziem nacisku,dzięki któremu mogli manipulować ludźmi wedle uznania.

Jedno wydarzenie - diametralnie różne refleksje i postawy życiowe.Wydarzenie,które zmieniło w dosłownym znaczeniu tego słowa życie każdej jednostki - czy to pośrednio,czy bezpośrednio zaangażowanej w pogrom.Każdy bohater przeżywa je na własny sposób,próbuje zrozumieć,obarczyć winą,pogodzić,zepchnąć w nieświadomość,uciszyć kłamstwem,odpokutować.I wszystko,wszystko to chyba jest możliwe,z wyjątkiem zrozumienia.Bo jak można zrozumieć zło?
Jak można pogodzić się z tym,że i we mnie istnieje? Że tak naprawdę także we mnie egzystują niskie i podłe uczucia nienawiści,nietolerancji,zawiści,obojętności,a nie tak znów bardzo stabilny kręgosłup moralny dopuszcza skłonność do zadawania cierpienia z czystej ciekawości i dla samej przyjemności krzywdzenia słabszych?

Książka podejmuje trudny i kontrowersyjny temat,jednakowoż bardzo potrzebny do ukazania pełnego obrazu społeczeństwa polskiego nie tylko w czasie okupacji.To także studium człowieka postawionego w sytuacji granicznej,próba zmierzenia się z pojęciem psychologii tłumu.To w końcu poszukiwania odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania,jakie gnębią ludzkość.To próba odpowiedzi na pytanie,do czego zdolny jest człowiek i co nim kieruje.To opowieść o dwoistej ludzkiej naturze,o moralności,wyborach i ich konsekwencjach.I o pamięci,która potrafi nękać nie gorzej niż niejedno nieczyste sumienie.

Gorąco polecam!

Moja ocena: 5/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/73217/laka-umarlych/opinia/1076407#opinia1076407 

"Rodzina Borgiów"

Autor: Mario Puzo
Tytuł: "Rodzina Borgiów"

Podobno rodzina Borgiów jest uważana przez niektórych za pierwszą włoską mafię ; no cóż,moim zdaniem nie była pierwszą,ale z całą pewnością najbardziej spektakularną i działającą z największym rozmachem.
Jeżeli Rodrigo Borgię,czyli papieża Aleksandra VI uznamy za ojca chrzestnego rodu,to jego ukochane dzieci - Cezara,Juana,Jofre i Lukrecję możemy ustawić na samym szczycie tej mafijnej hierarchii ; w jej skład wchodziło także wielu bliższych i dalszych krewnych oraz powinowatych,a także ludzie nie spokrewnieni z Borgiami,ale bezwzględnie wobec nich lojalni.
Skąd ta nagonka na rodzinę Borgiów? To oczywiste,że szokowali i szokują trybem życia,jakie wiedli ; rozpustny papież utrzymujący kochanki,obdarzający swoje dzieci najróżniejszymi przywilejami i bogactwami ze skarbca Kościoła,który dla utrzymania i zdobywania władzy nie cofał się przed najbardziej nawet haniebnym czynem w myśl zasady "cel uświęca środki" ; Cezar - najpierw z woli ojca kardynał,później dowódca papieskiej armii,okrutny i bezwzględny,opętany namiętnym,kazirodczym uczuciem do swojej siostry Lukrecji ; Juan - dziwkarz i awanturnik pozbawiony wszelkich hamulców moralnych ; jedynie Jofre i nieszczęsna Lukrecja na tym tle prezentują się w miarę niewinnie (chociaż Jofre został bratobójcą).
Pomimo wszystkich oczywistych wad przyznać jednak trzeba,że ich życie,moralność i sposób postępowania nie różnił się zbytnio od wzorca zachowania panującego w ich epoce.Na porządku dziennym były różnego rodzaju intrygi i spiski,sojusze i zdrady,okrutne akty przemocy i potajemne morderstwa - każde większe miasto włoskie miało swój dominujący (mafijny) ród,który bezustannie i za wszelką cenę starał się okazać swoją wyższość i władzę nad pozostałymi.
Tyle,że w rodzinie Borgiów wszystko to działo się na większą skalę - a to dlatego,że przewodził jej nie zwykły książę,ale sam papież.To podnosiło jego prestiż i rangę wśród rywali,ale zarazem przysparzało naprawdę wielu potężnych wrogów.
Rozprzężenie obyczajów nawet wśród ludzi kościoła nie było czymś szczególnym w owych czasach,jednak w przypadku Aleksandra VI,który niemal afiszował się swoim trybem życia,stanowiło wodę na młyn jego wrogów.
Jeśli już porównujemy Rodrigo Borgię do "capo di tutti capi",to nie sposób wspomnieć o sposobie,w jaki sprawował swoje rządy ; a rządził żelazną ręką.Jego słowo było prawem (i to nie tylko dlatego,że jako papież był nieomylny),żądał bezgranicznej lojalności i posłuszeństwa od wszystkich członków swego klanu.Jego nieograniczona żądza władzy i brak wszelkich skrupułów nie pozbawia go jednak pewnej szlachetności - ale jest to szlachetność typowego ojca chrzestnego,pełna łaskawej,interesownej dobroci ; przede wszystkim żąda od własnych,ukochanych dzieci skrajnej lojalności i bezwzględnego posłuszeństwa,podporządkowuje całe ich życie własnym wybujałym ambicjom,nic nie jest w stanie go przed tym powstrzymać ani zachwiać niezłomnym przekonaniem o własnej racji.
Posuwa się nawet do tego,że - aby bardziej związać ze sobą rodzinę - zmusza do kazirodczego związku swego syna i córkę.
Bezlitośnie szafuje życiem, uczuciami i moralnością dzieci kochając je przy tym bezgranicznie ; planuje ich przyszłość,aranżuje mariaże,
unieważnia małżeństwa,morduje współmałżonków i każdego,kto staje na drodze jego wielkiemu marzeniu - by rodzina Borgiów przeszła do historii jako najbogatsza i najznakomitsza w całym chrześcijańskim świecie.Dzieci go kochają i nienawidzą jednocześnie,są zmuszone postępować w zgodzie z polityką ojca.W trosce o zapewnienie swoim potomkom władzy i wpływów,ten inteligentny,błyskotliwy,ale i cyniczny papież zatraca resztki moralności i sumienia.
Jak się można spodziewać,takie życie nie może trwać długo i skończyć się szczęśliwie.Jeśli kogoś interesują dalsze losy członków rodziny Borgiów,zachęcam gorąco do sięgnięcia po tę lekturę.

Moim zdaniem książka ta ma same zalety.
Po pierwsze - doskonała,pasjonująca narracja,która nie pozwala na długo oderwać się od lektury.Po drugie - fascynująco realistycznie przedstawione tło historyczne i społeczne XV-wiecznej Italii - krwiste,polityczne intrygi,walka o władzę jeszcze nigdy nie były tak porywające i wciągające.
Po trzecie - książka niesie ze sobą ogrom refleksji i przesłania ; to studium człowieka ogarniętego żądzą władzy,wyzbywającego się moralności i wszelkich skrupułów w dążeniu do niej za wszelką cenę.To obraz człowieka rozdartego pomiędzy uczuciem (do dzieci) i obowiązkiem (jako głowa kościoła) oraz jego upadku pod ciężarem przerośniętego ego i ambicji.
To wreszcie historia ludzi okaleczonych moralnie i psychicznie przez najbliższą i najdroższą osobę - własnego ojca oraz konsekwencji,jakie ponosili przez całe życie chcąc sprostać jego wybujałym oczekiwaniom.I chyba ten aspekt powieści przemawia do mnie najbardziej - książka jest dopracowana pod każdym możliwym względem,bogactwo jej formy i treści zaskakuje i zadziwia.Ta lektura to prawdziwa uczta duchowa.
Gorąco polecam!
Moja ocena: 5/5

"Rzeźnia numer pięć"

Autor: Kurt Vonnegut
Tytuł: "Rzeźnia numer pięć"
Wydawnictwo: Książnica - Grupa Wydawnicza Publicat

Oto książka "krótka i popaprana,bo o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego" - słowa samego autora najlepiej chyba oddają jej charakter.
W istocie,książka jest krótka,ale skondensowana ; wspomnienia Vonneguta z pobytu w niemieckim obozie jenieckim i alianckiego bombardowania Drezna u schyłku drugiej wojny światowej właściwie niewiele różniłyby się od zwykłego sprawozdania,gdyby nie kilka charakterystycznych zabiegów,które robią ogromne wrażenie na czytelniku - być może silniejsze,niż gdyby zostały opowiedziane soczystym,kwiecistym językiem,pełnym wielkich i patetycznych słów.
Pierwszym z tych zabiegów jest oddanie narracji wymyślonemu bohaterowi,Billowi Pillgrimowi i spojrzenie oczami tego przegranego nieudacznika złamanego przez życie na koszmar wojny.
Zdystansowanie się od wojennych przeżyć,zrzucenie ciężaru relacjonowania ich na wyimaginowaną postać pozwalają czytelnikowi zdać sobie sprawę,że mimo upływu czasu autorowi nie do końca udało się otrząsnąć i pogodzić z dramatem tamtych dni.
Drugim z tych zabiegów jest motyw podróży w czasie Billy'ego oraz filozofia mieszkańców planety Tralfamadoria - ich krótkie,treściwe,dosadne,a przez to zrozumiałe i łatwiej zapadające w pamięć słowa robią na czytelniku potężne wrażenie.
Po co te podróże w czasie rodem z science fiction? Po co kosmici?
Wprowadzenie tych motywów pozwala autorowi przemycić pewne treści tak,by czytelnikowi łatwiej było się pogodzić z jego przemyśleniami ; udziwnienia w tym wypadku bardziej wzruszają,mocniej uderzają w emocje.
Spodobała mi się refleksja Vonneguta,którą wkłada w usta Tralfamadorian - że śmierć nie jest niczym strasznym,to stan przejściowy ; choć człowiek teraz aktualnie jest martwy,to przecież żyje w wielu innych momentach.Trzeba starać się zapamiętać ludzi właśnie w tych niezliczonych chwilach,przeżywać je wciąż na nowo,delektować się nimi.Ilustracją do tej filozofii są właśnie podróże w czasie,jakie odbywa Pillgrim.Kolejna metoda na rozliczenie się z koszmarnymi wspomnieniami z nalotu na Drezno.Kiedy te stają się zbyt przytłaczające,można po prostu przenieść się w bardziej radosny okres życia.
Książka ta nie jest tylko opowieścią o wojnie i przeciw wojnie.
Vonnegut zawarł w niej wiele innych poglądów ; znajdziemy tu refleksje dotyczące Ameryki i Amerykanów, starości, śmierci, ogólnie pojętej erotyki i jej obecności w kulturze masowej.
Kwitowanie słowami "Zdarza się" każdego przypadku śmierci pozwala chwilę się zastanowić - czy nie podchodzimy zbyt pobłażliwie do tragedii wokół nas? Czy nie stała się ona dla nas chlebem powszednim,czy w ogóle zwracamy uwagę na ogrom nieszczęścia? A może to po prostu kolejne nawiązanie do refleksji Tralfamadorian,dla których śmierć to rzeczywiście nic takiego? A skoro nawiązanie,to w jakim kontekście - czy to pochwała takiego podejścia,czy jego potępienie? Z całą pewnością jest to następna próba rozprawienia się z historią,której autor był świadkiem i uczestnikiem,a która powtarza się wokół nas każdego niemal dnia,na każdym kontynencie.
I chociaż o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego,ogromny ładunek emocjonalny,jaki generuje,impet,z jakim okalecza ludzką psychikę i uderza w nasz światopogląd ,nie pozwalają o niej zapomnieć,zepchnąć w podświadomość.Zawsze znajdzie sposób,aby w najmniej oczekiwanym momencie powrócić,sprawić,by o niej pamiętano.

Moja ocena: 4/5

"Historia epidemii.Od dżumy po AIDS"

Autor: Jacques Ruffie
Tytuł: "Historia epidemii.Od dżumy po AIDS"

Całkiem interesująca pozycja traktująca - zgodnie z tytułem - o epidemiach nękających ludzkość na przestrzeni stuleci,a nawet tysiącleci.W niezwykle drobiazgowy sposób snuje przed nami opowieść o czterech najbardziej śmiercionośnych spośród nich : dżumie,cholerze,trądzie i gruźlicy ; zapoznaje nas z ich historią,rodowodem,przebiegiem oraz szeroko pojętymi konsekwencjami.
Autor dokonuje szczegółowego zróżnicowania chorób epidemicznych na bakteryjne (np.trąd,dżuma,cholera,gruźlica,tyfus plamisty),wirusowe (żółta febra,grypa,gorączki krwotoczne,ospa,HIV) oraz pasożytnicze (toksoplazmoza,malaria,czerwonka); każda z nich jest dokładnie omówiona - a nawet bardziej,niż dokładnie ; często wywody autora stają się przydługie i - co tu ukrywać - nudnawe.
Niemniej jednak stanowią cenne źródło informacji o chorobach epidemicznych ; mnie szczególnie zainteresowało ich pochodzenie i rys historyczny - momentami narracja nabiera niemal gawędziarskiego stylu,co jest bardzo pożądane,jeśli książka ma wciągnąć czytelnika,a nie zanudzić na śmierć.
Są w tej lekturze fragmenty,które zainteresowałyby chyba tylko biologa albo lekarza - napisane poważnym,mało zrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy,typowo naukowym żargonem,który absolutnie do mnie nie przemawia.Nie tego spodziewałam się po książce pod tak wielce obiecującym tytułem.
Taki styl narracji ma też jednak swoje plusy - ukontentowani lekturą będą zarówno laicy,jak i osoby z zacięciem naukowym.
Dużym plusem tej publikacji jest także to,że autor nie skupia się jedynie na historii chorób epidemicznych,ale sięga w przyszłość zastanawiając się,co nas czeka jutro.Choroby pojawiają się,zanikają i znikają,najczęściej nie sposób przewidzieć ich "zachowania" ani satysfakcjonująco wyjaśnić,dlaczego pojawiają się i znikają w czasie i przestrzeni.Podoba mi się takie całościowe i wyczerpujące potraktowanie tematu.Z pewnością,mimo kilku uwag,jest to wartościowa i interesująca lektura.Polecam.

Moja ocena: 3/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/89754/historia-epidemii-od-dzumy-po-aids/opinia/1772465#opinia1772465 

"Czystość i brud.Higiena ciała od średniowiecza do XX wieku"

Autor: Georges Vigarello
Tytuł: "Czystość i brud.Higiena ciała od średniowiecza do XX wieku"

Ta interesująca lektura to nic innego jak podróż w czasie - poprzez średniowiecze aż do współczesności - która pozwala czytelnikowi przyjrzeć się,jak na przestrzeni wieków ewoluowało pojęcie czystości,czym się przejawiało w codziennym życiu,jakie wywoływało działania i emocje.
Otóż okazuje się,że w średniowieczu czystość obejmuje wyłącznie widoczne partie ciała - twarz i ręce.Woda jest niebezpieczna,postrzegana jako substancja,która wsącza się w ciało,jest więc wręcz szkodliwa,co wyklucza jej stosowanie przy zabiegach higienicznych.Poza tym łaźnie publiczne mają opinie siedlisk rozpusty,korzystanie z nich nie ma nic wspólnego z higieną ciała.
W XVI i XVII wieku pojęcie czystości nie obejmuje już tylko widocznych części ciała - przenosi się nieco na sferę intymną,ale w bardzo dziwacznym zakresie : ma związek z nowym zastosowaniem bielizny.To ona "czyści" ciało dzięki jej coraz częstszym zmianom ; kontakt ciała ze świeżą i upraną bielizną jest jedynym bodajże przejawem dbałości o czystość.W XVIII wieku to podejście nieco się zmienia - zimna kąpiel wzmacnia i hartuje.I chociaż woda niewiele ma jeszcze wspólnego z higieną,przynajmniej dopuszcza się jej stosowanie w innych celach.Prawdziwą rewolucję przynosi dopiero wiek XIX i odkrycia w dziedzinie mikrobiologii.Woda okazuje się prawdziwym i niezastąpionym sprzymierzeńcem człowieka w walce z bakteriami.Jej główny cel to usuwanie brudu ; czystość pomału nabiera znaczenia takiego,jakie ma w dzisiejszych czasach.
Książka ta porusza zagadnienie czystości w kilku aspektach ; bardzo ważnym jest rola wody w życiu człowieka i właściwie cała filozofia związana z jej zastosowaniem nie tylko w zabiegach higienicznych.
Drugim są środki,które na przestrzeni wieków służyły ludziom utrzymaniu czystości w zależności od tego,co akurat rozumiano pod tym pojęciem.Ludzkość okazała się niezwykle pomysłowa w wymyślaniu środków zastępczych - począwszy od młoteczków do zabijania wszy poprzez stosowanie pudru i otrębów do mycia włosów "na sucho" i wycieranie ciała za pomocą bielizny po zabijanie "naturalnego" zapachu niemytego ciała przeróżnymi pachnidłami i perfumami.
Człowieka współczesnego zaskakuje niechęć naszych przodków do zabiegów higienicznych związanych z użyciem wody oraz powszechna jej negacja,wręcz strach przed jej działaniem ; to,co dzisiaj wydaje nam się śmieszne i niemądre,kiedyś było powszechnie uznaną filozofią,która nie budziła żadnego sprzeciwu.
Autor zwraca uwagę na związek czystości - a raczej jej braku - z epidemiami nękającymi Europę przez stulecia,nakreśla nam historię i obyczajowość poszczególnych epok,zmiany w mentalności społeczeństwa.
Obszerne cytaty z tekstów źródłowych oraz masa przeróżnych a trafnych anegdot czynią z tej lektury interesujące i wszechstronne źródło informacji zdolne udzielić wyczerpującej odpowiedzi nawet najbardziej wymagającym czytelnikom.
Mimo wszystko brakowało mi odrobiny polotu w nieraz przydługich wywodach autora - stąd moja niewysoka jak na taką szczegółową monografię ocena.

Moja ocena:3/5

"Cuda Polski - śladami zamków i ruin"

Autor: Agnieszka Malik
Tytuł: "Cuda Polski - śladami zamków i ruin"
Wydawnictwo: Publicat
Okładka: twarda

Bardzo lubię i cenię albumy wydawnictwa Publicat - są wyjątkowo staranne,interesujące,a przy tym zdumiewająco niedrogie.Dzięki temu stanowią idealny materiał na trafiony i udany prezent.
Podobnie sprawa wygląda w tym przypadku ; "Cuda Polski - śladami zamków i ruin" prezentuje sylwetki 45 polskich zamków od Krokowej na północy po Niedzicę na południu,od Łagowa na zachodzie,po Krasiczyn na wschodzie.Właściwie nie wiem,czym kierowała się autorka wyborem takich a nie innych budowli,pewnie jakimiś osobistymi preferencjami,ale właściwie - dlaczego nie? Nie jest to przecież monografia polskich zamków ; publikacja ta ma raczej zachęcić czytelnika do poszukiwania własnych ulubionych miejsc i zapoznaje go z wybranymi tego typu obiektami na terenie Polski - dodam,że w sposób wyjątkowo udany i interesujący.
Każdy zamek ma przypisaną historię, legendy i anegdoty z nim związane ; jest też mapka dojazdu,zdjęcia zamkowych wnętrz i plenerów oraz informacje przydatne dla potencjalnego zwiedzającego.
To właśnie ten album zachęcił mnie do odwiedzenia zamku Czartoryskich w Gołuchowie ; to dzięki niemu planuję wyprawę do zamku Krzyżtopór w Ujeździe.Bardzo miło jest także wspominać dawne wyprawy,przeglądanie tego albumu działa na mnie relaksująco i odprężająco.
Album ten wyróżnia się spośród wielu innych o podobnej tematyce ciekawą szatą graficzną,solidną,twardą oprawą,no i oczywiście intrygującą zawartością.Szczegółowe i rzetelne opracowanie tematu zachęca do podróży w czasie i przestrzeni.
Osobiście wolałabym,żeby zawartość merytoryczna była większa,ale przecież nie można mieć wszystkiego.Gdyby ktoś kiedyś pokusił się o monografię polskich zamków,życzyłabym sobie,aby wydało ją właśnie wydawnictwo Publicat.Byłoby to gwarancją uczty nie tylko dla ciała,ale też dla ducha.
Polecam każdemu,kto podobnie jak ja uwielbia podróżować i poznawać nowe miejsca,zwłaszcza te związane z historią.

Moja ocena: 4/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/80250/cuda-polski---sladami-zamkow-i-ruin/opinia/1183141#opinia1183141 

"Moje życie z Mozartem"

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł:  "Moje życie z Mozartem"
Wydawnictwo: Znak

 
Sięgnęłam po tę książkę nie dlatego,że skusiło mnie nazwisko autora.Jedynym powodem,dla którego to zrobiłam,był jej tytuł.Tytuł,który mnie zafascynował podobnie jak sam Mozart i jego muzyka ; zaciekawiło mnie,jak znany pisarz wyrazi słowami coś,co dla mnie zawsze pozostawało w sferze uczuć i myśli ; miałam też nadzieję na porównanie moich własnych odczuć z odczuciami autora - na dobry początek połączyło nas uwielbienie do twórczości Mozarta.
Książka w formie listów do dawno zmarłego geniusza muzycznego,w której wspomnienia,przeżycia i przemyślenia nadawcy harmonijnie łączą się i dopasowują do charakteru muzyki adresata,ogromnie mnie poruszyła.

Listy są pełne życiowej mądrości,filozoficznych rozmyślań o sprawach głęboko ludzkich,fundamentalnych dla każdego człowieka,a jednocześnie pozbawione nadętego,wyszukanego i przemądrzałego stylu,co mile mnie zaskoczyło i ujęło.Słowa autora są prawdziwe,proste,ale nie banalne ; dziwi mnie niepomiernie,jak o sprawach,z którymi człowiek ma na co dzień do czynienia,można mówić tak pięknie,tak odkrywczo,że chwytają za serce i nie pozwalają przejść obok nich obojętnie.
Słowa autora są jak muzyka Mozarta,z której czerpie on siłę,mądrość,pociechę,która ukazuje mu na powrót sens życia i piękno otaczającego go świata,która pomaga mu poznać samego siebie i swoje pragnienia,pogodzić się z tym,co nieuniknione i czerpać radość z tego,co jest nam dane : "Radośnie zamieniasz nasze życie w pochwalny śpiew,w którym jest miejsce nawet na ból i cierpienie,albowiem być szczęśliwym nie oznacza bronić się przed nieszczęściem,ale je akceptować."
Poruszyło mnie to głębokie przeżywanie muzyki,ogrom emocji,jakie generowała w psychice autora i filozofię,jakiej była zarzewiem.

Ujęło mnie to,że pomimo wielu życiowych tragedii,dla których znalazł ukojenie,autor nie może ostatecznie pogodzić się z przedwczesną śmiercią kompozytora ; żal nad jego nie do końca spełnionym a tragicznie przerwanym życiem jest kolejną rzeczą,która nas łączy.Wspaniałe,choć gorzkie to uczucie.
"To,co odnajdujemy,okazuje się często czymś nam już znanym" - jak wiele słuszności i niewymuszonej prostoty jest w tych słowach wie każdy,kto przeżył coś podobnego; do piękna,prawdy i mądrości wiodą różne drogi,charakterystyczne dla każdego człowieka,ale to,co odkrywamy u ich kresu jest wspólne nam wszystkim,bo jest fundamentalne.Bardzo osobiste,a zarazem uniwersalne.
To zrozumiał Mozart,to ujrzał w jego muzyce Schmitt,to właśnie próbował uświadomić czytelnikowi.I zrobił to w wielkim stylu.Chapeaux bas!

Moja ocena: 4/5

Opublikowane na stronie:   http://lubimyczytac.pl/ksiazka/41539/moje-zycie-z-mozartem/opinia/1614890#opinia1614890

"Cztery życia wierzby"

Autor: Shan Sa
Tytuł: "Cztery życia wierzby"
Wydawnictwo: Muza
Okładka: miękka

Książka ta jest w istocie zbiorem czterech opowiadań,które łączy miejsce,a dzieli czas.Akcja bowiem toczy się w Chinach,w różnych okresach historycznych i na tym barwnym tle śledzimy pogmatwane ludzkie losy.Klamrą spinającą te tematycznie odmienne opowieści jest szeroko pojęte i głęboko człowiecze poszukiwanie szczęścia oraz spełnienia.

Bohaterem pierwszej opowieści toczącej się w XV wieku jest syn bogatego kupca,Czong Yang,który nie potrafiąc zadowolić się prostym,ale szczęśliwym życiem u boku ukochanej kobiety,rezygnuje z niego i podąża drogą,która zaspokaja jego ambicje,daje władzę,zaszczyty i bogactwo,ale jednocześnie przysparza śmiertelnych wrogów i niszczy dobro w jego duszy.Upadek Czong Yanga jest bolesny i tym bardziej dramatyczny,że oprócz swej pozycji na cesarskim dworze traci bezpowrotnie tę,którą kochał,a którą okrutnie zranił.Jej odejście uświadamia mu ogrom tej straty i pogrąża go w mroku samotności i wyrzutów sumienia.

Bohaterka drugiej opowieści bardzo przypadła mi do serca,a całe opowiadanie uważam za najbardziej udane ze wszystkich.
Młoda dziewczyna,wychowana w typowej chińskiej rodzinie,gdzie córki traktowane są jak zło konieczne,zaś synowie jak panowie życia i śmierci,na wskutek sprzyjających jej okoliczności bierze swój los we własne ręce.Ta wszechstronnie uzdolniona,piękna i nad wiek dojrzała dziewczyna siłą ducha,inteligencją i wytrwałością przekreśla stulecia męskiej dominacji przejmując rządy w domostwie rodziców ; ratuje życie swemu gnuśnemu i znacznie mniej wartościowemu bratu,silną ręką dyryguje liczną służbą,rozprawia się z konkubinami ojca.Zaprowadza własne rządy,w swoim postępowaniu jest konsekwentna,bezlitosna,ale sprawiedliwa.I co niebywałe - sama wybiera sobie męża,jest panią swego losu.Zważywszy na to,jak niewiele znaczyła kobieta w społeczeństwie chińskim,można ją tylko głęboko podziwiać i gratulować odwagi,hartu ducha,wiary we własne siły i możliwości.

Scenerię trzeciego opowiadania tworzą Chiny w czasie rewolucji kulturalnej Mao.Bohaterem jest młody licealista,który,przesiąknięty maoistowską ideologią poświęca swoje siły i młodzieńczy zapał zmienianiu na lepsze swojego świata.Walka z wrogami rewolucji nie jest łatwa,jednak w czasie dziejowej zawieruchy znaczonej nieustającym poczuciem zagrożenia,groźbą bezpodstawnej denuncjacji i fałszywego oskarżenia,gdzieś pomiędzy przymusową reedukacją a bezlitosnymi torturami,bohater przeżywa swoje pierwsze prawdziwe uczucie.Uczucie,początkowo wzruszające niewinne,zostaje zdeptane i zbrukane,by następnie,wspomagane wybaczeniem i zrozumieniem, przemienić się w chwytające za serce głębokie przywiązanie zdolne do bezgranicznego,ostatecznego poświęcenia.

Akcja czwartego opowiadania przenosi nas do współczesnych Chin.Jego bohaterka,niezależna i zapracowana businneswoman,w niczym nie przypomina swoich zgnębionych i powszechnie pogardzanych przodkiń ; czerpie z życia pełnymi garściami,ciężko zapracowała na owoce swojego sukcesu i nie ma zamiaru wiązać się na stałe z jakimkolwiek mężczyzną.Jednak podczas lotu samolotem do głosu dochodzi jej podświadomość,dotychczas cierpliwie ukryta pod pancerzem nowoczesności i wyemancypowania.Fantazja czy też nieuświadomione marzenie Ajing dotyczy tradycyjnego związku,w którym mężczyzna i kobieta pełnią z góry określone,nieprzekraczalne role,przestrzeganie których generuje ład,porządek,spokój i błogosławieństwo rodu.
Wizja bohaterki pozwala nam zgadywać,że życie,jakie prowadzi,nie przynosi jej oczekiwanej satysfakcji i wewnętrznego spełnienia.Do szczęścia brakuje jakiegoś nienazwanego,nieokreślonego składnika,głęboko zakorzenionego w tysiącletniej tradycji jej narodu.Zerwanie pępowiny łączącej z przeszłością nie zawsze przynosi wymierne efekty,powoduje poczucie zagubienia sensu życia i niemożności spełnienia się.Ważne jest znalezienie złotego środka,który pozwoli na zachowanie równowagi pomiędzy tym,co odziedziczone,a tym,co nabyte,między przeszłością a teraźniejszością.

Opowiadania te,choć nie sposób odmówić ich przesłaniu życiowej mądrości,specjalnie mnie nie zachwyciły.Bohaterowie dość płascy i monotonni,jakby stanowili tylko tło dla refleksji autorki,podczas gdy powinno być odwrotnie - to ich życie,emocje,przemyślenia winny być źródłem tych refleksji.
Narracja nieraz kuleje i nudzi,wiele opisów jest moim zdaniem po prostu zbędnych,zaburzają przesłanie opowieści.
Mimo wszystko uważam,że warto sięgnąć po tę lekturę choćby po to,żeby przenieść się w czasie i przestrzeni tam,gdzie życiem człowieka rządzi przeznaczenie i tradycja,a on mimo to nie ustaje w poszukiwaniu własnego szczęścia.A wszystko to w zacisznym cieniu dostojnych pagód i labiryncie tętniących pośpiechem drapaczy chmur.

Moja ocena: 3/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/53067/cztery-zycia-wierzby/opinia/1831912#opinia1831912

"Zapisane w kościach"

Autor: Simon Beckett
Tytuł: "Zapisane w kościach"
Wydawnictwo: Amber
Okładka: twarda

"Historia naszego życia i śmierci jest zapisana w kościach",powiada David Hunter,główny bohater książki.Współpracujący z policją antropolog sądowy,traktujący swoje ponure zajęcie bardziej jako powołanie niż profesję,wkracza na scenę wtedy,kiedy policja z różnych przyczyn ma trudności z identyfikacją zwłok,ustaleniem czasu i przyczyny zgonu.
Historia,która rozgrywa się na kartach tej powieści,zaczyna się dość typowo i zgoła niewinnie,nic też nie wskazuje na to,że miałaby przysporzyć Hunterowi szczególnych trudności.
Na prośbę inspektora policji udaje się on na małą,smaganą wiatrami wysepkę Runa na Hebrydach.Jego zadanie ma ograniczyć się do zbadania zwłok znalezionych w leśnej chatce - zanim policja zdecyduje,czy należy wszcząć śledztwo,pragnie zasięgnąć w tej kwestii opinii eksperta.
Banalna sprawa zaczyna się jednak komplikować i to niemal od pierwszych chwil.Na odciętej od świata wyspie zamieszkałej przez kilkuset mieszkańców narasta atmosfera grozy i wzajemnej nieufności zabarwionej coraz częstszą nutką histerii.Spiralę strachu nakręcają kolejne morderstwa oraz szalejący sztorm,który pogrąża wysepkę w chaosie.
David Hunter jednak się nie poddaje mozolnie próbując dopasować do siebie części tej makabrycznej i upiornej układanki...

"Zapisane w kościach" to kontynuacja bestsellerowej "Chemii śmierci",którą miałam okazję przeczytać kilka lat temu.Tym razem jednak zagadka,przed którą staje doktor Hunter jest o wiele bardziej mroczna,a intryga,w której sieć zostaje wplątany,dużo bardziej tajemnicza i wstrząsająca.
Muszę z całym uznaniem stwierdzić,że Beckett ponownie stanął na wysokości zadania.Przychodzą mi na myśl słowa Hitchcocka o tym,że "zaczyna się od trzęsienia ziemi,a dalej napięcie rośnie".Jeśli miałabym zastosować jakiekolwiek porównanie,to chyba takie,że o ile pierwsza część jest galopującym koniem,to druga pędzi bez cugli.
Od książki nie sposób się oderwać,a to dzięki umiejętnie i sprawnie prowadzonej akcji,mistrzowskiemu dawkowaniu napięcia,niezwykle wyraziście zobrazowanym charakterom,zaś przede wszystkim dzięki niesamowitej,mrocznej atmosferze przyprawiającej o dreszcz grozy,osiągającej swoje apogeum w fenomenalnym finale.Nie dość,że akcja w zakończeniu znacząco przyspiesza,to na dodatek zupełnie niespodziewane i intrygujące jej zwroty sprawiają,że książkę czyta się jednym tchem i z wypiekami na twarzy.
Jeśli o mnie chodzi,dodatkowego smaczku tej lekturze przydają fascynujące,choć nieraz makabrycznie szczegółowe opisy dotyczące sekcji zwłok czy też technik kryminalistycznych,z których korzystają eksperci medycyny sądowej.Choć autor ich nie szczędzi,jednak też nimi nie epatuje umiejętnie wplatając je w narrację.
Jak napisałam wcześniej - zakończenie powala na kolana.Ta książka to idealna lektura dla wszystkich miłośników zawiłych,ale logicznie skonstruowanych intryg,którym nie straszne makabryczne,mroczne klimaty oraz adrenalina pulsująca w żyłach.
Polecam!
Moja ocena: 5/5

sobota, 26 lutego 2011

"Cień katedry"

Autor: Urban Milos
Tytuł: "Cień katedry"
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Okładka: miękka

Kolejna książka tego autora i kolejne rozczarowanie.Chociaż jeśli chodzi o "Klątwę siedmiu kościołów",to przynajmniej wiedziałam,o co w niej chodzi..."Cień katedry" trawiłam cały dzień,a i tak nie jestem pewna,co tak na prawdę jest jej sednem.
Opis na okładce nijak się ma do treści książki - nie mam pojęcia,kto go układał ; pewnie ktoś,kto po jej lekturze był zdezorientowany podobnie jak ja,a chciał,żeby brzmiał zachęcająco.
Narratorów w powieści jest dwóch ; jeden to główny bohater,tajemniczy i ponury Roman Rops piszący książkę o praskiej katedrze św.Wita,przemierzający jej niezmierzone przestrzenie w poszukiwaniu nie tylko materiałów do książki...
Drugim narratorem jest policjantka Klara prowadząca śledztwo w sprawie morderstwa popełnionego w tejże katedrze na jednym z księży.
W cieniu katedry losy tych dwojga przecinają się,a nie jest to jedyne wydarzenie,które bierze swój początek w tym gotyckim mini-wszechświecie.Dzieją się tu rzeczy niewytłumaczalne,niesamowite i groźne ; mają one związek nie tylko z samą majestatyczną budowlą,ale także z mistycznym dziełem jej poświęconym - książce zatytułowanej "Tajemnice katedr",której treść wykazuje niepokojące związki ze średniowieczną alchemią.
Brzmi to wszystko dość fascynująco i intrygująco,jednak nie do końca tak właśnie jest.
Wszystko tu jest pomieszane,poplątane,nic nie wyjaśnia się do końca ; może ta dezinformacja jest celowa,żeby wzbudzić w czytelniku większą ciekawość,jednak dla mnie ten udawany pozorny bezład sugeruje raczej nie do końca przemyślany pomysł na książkę ; akcja głównie wlecze się niemiłosiernie,a kiedy w pewnym momencie przyspiesza i czytelnik zbliża się do wyjaśnienia jednej z zagadek - akcja niespodziewanie urywa się,zaś wyjaśnienie całej sprawy autor pozostawia domysłom czytelnika.
Książka jest zbyt przekombinowana,za dużo w niej niedomówień,udziwnień,pseudo-naukowego bełkotu ; do intrygującego pomysłu nie dorasta wykonanie.

Moja ocena: 2/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/60088/cien-katedry/opinia/1520305#opinia1520305 

"Wstrząsające wyznania Kathy"

Autor: Kathy O'Beirne
Tytuł: "Wstrząsające wyznania Kathy"
Wydawnictwo: Sonia Draga
Okładka: miękka

Ta książka to istny horror ; każdy przymiotnik,którym spróbujemy określić jej tematykę,będzie grubym niedomówieniem.Napisać,że jestem wstrząśnięta - to niedopowiedzenie.Napisać,że jestem przerażona - to za mało.
Niniejsza książka opowiada o tym,w jaki sposób kościół katolicki zgodnie z obowiązującym w Irlandii prawem zgotował piekło na ziemi setkom,a może i tysiącom kobiet czyniąc z nich niewolnice - w dosłownym znaczeniu tego słowa.I nie działo się to w jakiejś odległej przeszłości,ale zaledwie kilkadziesiąt lat temu.
Mam przed sobą wyznania jednej z takich kobiet ; nie wspomnienia,bo te zwykle kojarzą się z czymś przyjemnym,wartym zapamiętania.Wyznania - bo wyartykułowanie potwornych cierpień,jakich doświadczyła ich autorka,tylko je spotęgowało.
Zaczęło się już we wczesnym dzieciństwie - Kathy przyszła na świat w rodzinie,w której niepodzielną władzę sprawował ojciec,domowy tyran i jej kat.Opisy tortur fizycznych i psychicznych,jakie zadawał pięcioletniej córce,są niewyobrażalne.Zahukana i znękana matka nie była w stanie w jakikolwiek sposób przeciwstawić się przytłaczającej osobowości męża.
Jakby tego było mało,siedmioletnia Kathy została zgwałcona przez dwóch starszych chłopców,którzy wcześniej regularnie ją molestowali.W wieku ośmiu lat ojciec,który nie mógł dłużej znieść jej obecności w domu,wywiózł córkę do szkoły poprawczej prowadzonej przez zakonnice.Dziewczynka doświadczała w tym przeklętym miejscu wielu szykan,była bita,poniżana,głodzona,gwałcona przez księdza ; musiała też wykonywać katorżniczą pracę ponad siły,która - jak się okazało - była zwykłym sposobem zakonnic na przygotowanie dziewcząt do niewolniczej pracy w tzw.pralniach sióstr magdalenek.
Kiedy Kathy poskarżyła się matce przełożonej na zachowanie księdza,została zamknięta w szpitalu psychiatrycznym,co również należało do kanonu postępowania sióstr - więziono tam dziewczęta,które padły ofiara gwałtu chroniąc w ten sposób sprawców przestępstwa.
W psychiatryku Kathy doświadczyła terapii elektrowstrząsami oraz lekami psychotropowymi ; pospolitą karą dla kilkunastoletnich dzieci było na przykład...mycie trupów przed pogrzebem.
Kiedy wydawało się,że gorzej już być nie może,dziewczynkę w wieku 12 lat przekazano do pralni sióstr magdalenek - było to miejsce,w którym "upadłe" kobiety i sprawiające trudności wychowawcze dzieci zmuszano do wykonywania ciężkiej,niewolniczej pracy w warunkach,których nie powstydziłby się żaden obóz koncentracyjny.Jakby tego było mało,Kathy także tutaj padała ofiarą gwałtów i molestowania.W wieku 13 lat zaszła w ciążę i urodziła dziecko - ponieważ było chorowite,zakonnice powstrzymały się w tym wypadku od sprzedaży niemowlęcia jakiejś bogatej rodzinie w Ameryce - proceder ten była na porządku dziennym w podobnych wypadkach.
Nie był to jedyny szemrany sposób,w jaki władze kościelne zdobywały pieniądze na własne potrzeby - dziewczęta z poprawczaka,po ukończeniu 18 roku życia zwykle nie miały dokąd pójść ; zmuszone były prostytuować się,aby zdobyć pieniądze na czynsz,by móc dalej mieszkać w jedynym miejscu,jakie znały...
Córeczka Kathy żyła jedynie 10 lat,gdyż była bardzo chorowita - przez ten czas przebywała w sierocińcu prowadzonym przez zakonnice,gdzie Kathy mogła ją odwiedzać przebywając w poprawczaku.

Mogłabym napisać dużo więcej na temat przeżyć Kathy (celowo nie dodałam przymiotnika - jak napisałam wcześniej,każdy,jaki znam,nie oddaje nawet w drobnej części gehenny,jaką przeszła),ale ciekawy czytelnik może sięgnąć do nich sam.
Moim pierwszym wrażeniem po tej lekturze było niedowierzanie - tyle nieszczęść w jednym,cichym życiu? To niemożliwe,żeby z jednej niedoli wpadać w kolejną,a każda jest po stokroć bardziej przerażająca od poprzedniej.
Nie do wiary,że w dzisiejszych,cywilizowanych ponoć czasach (ostatnią pralnię magdalenek zamknięto w 1996 roku!),w jednym z europejskich krajów szerzy się na ogromną skalę najordynarniejsze niewolnictwo! I to usankcjonowane prawnie ; bo choć przestępstw dokonywali przedstawiciele kościoła katolickiego,to wszystko to działo się w majestacie prawa i przy milczącej zgodzie społeczeństwa.
Niewolnicza praca,gwałty i molestowanie seksualne,powszechne znęcanie się,systematyczne pozbawianie godności ludzkiej,zamykanie zdrowych kobiet w szpitalach psychiatrycznych tylko po to,żeby prawda o wydarzeniach w tych kościelnych instytucjach nigdy nie wyszła na jaw,proceder sprzedaży dzieci oraz czerpanie zysku i nakłanianie do nierządu...to przecież doskonały opis działalności organizacji przestępczej.Organizacji,mającej stuprocentowe poparcie w katolickim społeczeństwie Irlandii.Działającej zgodnie z prawem!
Bohaterce niniejszych wyznań udało się wydobyć z trybów tej piekielnej machiny ; choć przypłaciła to zmarnowanym życiem i nawracającą depresją,postanowiła nagłośnić całą sprawę,wykrzyczeć swój ból ; swój - i setek innych kobiet,które do dziś (!!!) tkwią w zamkniętych szpitalach psychiatrycznych,które straciły życie zaharowując się na śmierć w pralniach magdalenek,które okaleczone fizycznie i psychicznie nie potrafią odnaleźć się w codziennym życiu.
Niestety,droga do prawdy okazała się niewdzięczna i wyboista - społeczeństwo nie chciało słuchać,nie chciało wierzyć ; władze kościelne i państwowe umywały ręce (premier zareagował dopiero po nagłośnieniu sprawy molestowania nieletnich przez media,niezależnie od historii Kathy).Kobieta otrzymała wiele telefonów z pogróżkami,szykanowano ją na wszelkie możliwe sposoby.
Do tej pory specjalna fundacja wypłaca stosowne odszkodowania ; znaczy to,że nie wszystkie sprawy zostały jeszcze zamknięte,nie wszystkie żyjące ofiary doczekały się zadośćuczynienia.I nie wiadomo,czy kiedykolwiek go doczekają...

Polecam tę niewiarygodnie wstrząsającą lekturę,ale tylko czytelnikom o naprawdę mocnych nerwach.W trakcie czytania wiele razy miałam ochotę płakać z bezsilności,ze złości,z litości.Ogrom emocji,jakie ta książka wzbudza,jest niesamowity.
Nasuwa się taka refleksja : w całym kosmosie zła,jakie człowiek może wyrządzić drugiemu człowiekowi,najokrutniejsze jest zło wynikające z zaniechania,z obojętności,z milczącego przyzwolenia na nie. 

Moja ocena: 4/5

"Baśnie"

Autor: Hans Christian Andersen
Tytuł: "Baśnie"

Zwykle słyszę z różnych źródeł słowa,że "to nie jest lektura dla dzieci".Dlaczego? Bo podobno baśnie są krańcowo smutne,nieraz okrutne,przygnębiające,nie kończą się hollywoodzkim happy endem.Wzbudzają w dzieciach niepokój,powodują senne koszmary.A tak być nie powinno.
Moim zdaniem nie ma bardziej odpowiedniej lektury,jeśli chcemy wychować wrażliwe,współczujące dziecko,które w stosunkach międzyludzkich potrafi wykazać się choćby odrobiną empatii.To prawda,że baśnie Andersena są smutne - mimo fantastycznej otoczki opowiadają o prawdziwym życiu,które bardzo rzadko przecież jest usłane różami,które przynosi też ból,cierpienie i niedolę.Los "Dziewczynki z zapałkami" do dziś wzbudza we mnie podobne uczucia,jak w dzieciństwie,kiedy zetknęłam się z nią po raz pierwszy - litości,gniewu na ludzką obojętność,smutku nad zmarnowanym życiem.
Nierzadko towarzyszyły im łzy żalu.
I czy to źle? Co złego jest w tym,że dziecko wzrusza się losem drugiego człowieka,choćby ten był fikcyjnym bohaterem? Kto powiedział,że dzieciństwo powinno być beztroskie i wesołe? A czy to znaczy,że także pozbawione głębszych uczuć,prowokujących do zastanowienia nad sobą,nad światem,wyciskającym łzy z oczu,przecinającym bezchmurne,dziecięce czoło zmarszczką egzystencjalnego smutku? Że za wcześnie? Że z wiekiem przyjdzie czas na smutne myśli? Bzdura! Później będzie za późno.
Wbrew pozorom Andersen przyzwyczaja dzieci do "prawdziwego" życia w niezwykle subtelny sposób - cierpiące z powodu odrzucenia i nietolerancji Brzydkie Kaczątko przemienia się w pięknego łabędzia i sam staje się obiektem zazdrości ; ginąca z miłości Mała Syrenka godzi się z losem i zmienia się w ducha morza,pełna nadziei na uzyskanie duszy ; ołowiany żołnierz ginie co prawda w ogniu,ale razem ze swoją ukochaną baletnicą ; dziewczynka z zapałkami umiera,ale po tamtej stronie spotyka Babunię,która zabiera ją do Boga ; Karen,której pycha została ukarana w okrutny sposób,odzyskuje nogi po tym,kiedy jej skrucha staje się szczera.
Przykłady można by mnożyć ; baśnie rzadko kiedy kończą się szczęśliwie w potocznym rozumieniu tego słowa ; autor pokazuje czytelnikowi,że nie wszystko,co uważamy za tragedię,musi nią być;że nawet najtrudniejsze życiowe doświadczenie czegoś nas uczy.Oswaja nas z cierpieniem i śmiercią nie tylko naszą,ale także naszych bliskich,uczy ją akceptować,traktować jako nieodłączny element życia.Pokazuje,że choć życie rzadko bywa sprawiedliwe i nie toczy się po naszej myśli - możliwe jest pogodzenie się z wyrokami losu,uodpornienie się na zadawane ciosy,co czyni nas silniejszymi,lepszymi i mądrzejszymi.
Być może dzieci nie ogarną ogromu symboliki i przesłania "Baśni",ale z pewnością intuicyjnie je wyczują ; gwarantuję,że ich pierwsze refleksje,będące nieraz i wynikiem szoku po lekturze co bardziej wstrząsających utworów,zaważą na całym ich późniejszym światopoglądzie.Taka jest magia i siła "Baśni" pana Andersena.
Nie odmawiajmy dzieciom pierwszych prawdziwych wrażeń w ich życiu,pozwólmy im przeżyć je po swojemu ; bądźmy przy nich,by wytłumaczyć,rozwiać wątpliwości,by wzruszać się razem z nimi.Kiedyś nam za to podziękują.

Moja ocena: 5/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/11543/basnie/opinia/921103#opinia921103 

"Podróżnik WC"

Autor:Wojciech Cejrowski
Tytuł:"Podróżnik WC"
Wydawnictwo: Bernardinum, 2010
Ilość stron: 251
Okładka: twarda

Katastrofa! Sięgnęłam po tę książkę z założeniem,że będę się nią delektować i rozkoszować każdym zdaniem,czytać po jednym,góra dwa rozdziały dziennie,żeby starczyło na jak najdłużej - i nic z tego nie wyszło.
Książka jest po prostu rewelacyjna!Człowiek łyka ją głębokimi haustami,jak świeże powietrze,wciąż niesyty jej wspaniałości.I choć bardzo się starałam "oszczędzać" sobie tę lekturę,połknęłam ją w jeden dzień,zachłannie zaczytując się w kolejnych przygodach WC.
Uwielbiam w książkach Cejrowskiego wszystko ; od stylu narracji,lekkiego,przystępnego,gawędziarskiego,po dowcipne,niejednokrotnie gorzko-ironiczne poczucie humoru,błyskotliwy zmysł obserwacji,inteligentne pointy...po prostu wszystko.
To jedna z niewielu książek,która dla mnie jest produktem skończonym,nie wymagającym absolutnie żadnych poprawek,idealnym zarówno pod względem formy,jak i treści.
Poza tym samo nowe,poprawione wydanie jest bardzo dopracowane,wręcz dopieszczone : piękny papier,twarda,kolorowa obwoluta,mnóstwo cudownych zdjęć.Wydawnictwo Bernardinum stanęło na wysokości zadania.
Wspaniała uczta dla oka i dla ducha. Polecam gorąco!

Moja ocena: 5/5

Opublikowane na stronie:  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/78855/podroznik-wc-wydanie-ii-poprawione/opinia/1237348#opinia1237348

"Władca much"

Autor: William Golding
Tytuł: "Władca much"
Wydawnictwo: Literackie
Okładka: miękka

Książka jest przerażająca,kiedy się ją czyta ; wstrząsająca,kiedy człowiek zacznie ją interpretować na wszelkie możliwe sposoby ; wieje od niej grozą,kiedy sobie uświadamiamy ogrom zniszczeń dziecięcej psychiki.
Jest to opowieść o grupie chłopców,którzy ewakuowani przed bombą atomową rozbijają się samolotem na bezludnej,tropikalnej wyspie.Nagle grupa kilkunastoletnich (i młodszych) dzieci zostaje sama,pozbawiona opieki dorosłych.Po chwilach zagubienia i dezorientacji postanawiają stworzyć swoje własne społeczeństwo wzorując się na prawach panujących w tym stworzonym przez dorosłych.Niestety,już od początku wszystko idzie nie tak ; bardzo szybko generuje się konflikt między dwoma chłopcami - Ralfem,wybranym jednogłośnie na wodza oraz Jackiem,porywczym,ale posiadającym więcej charyzmy i bezwzględności.
Początkowo Ralf za pomocą rzeczowych,konkretnych i dojrzałych argumentów organizuje społeczność i prawa,jakimi powinna się kierować,trzyma ją w ryzach (bardzo mu w tym pomagają mądre rady Prosiaczka) ; niestety,wraz z upływem czasu chłopcy zwyczajnie dziczeją upojeni wolnością,brakiem reguł i nadzoru dorosłych.Ich moralność się zatraca,zatraca się pojmowanie i rozróżnianie dobra i zła,zatraca się sumienie.Chłopcy dają upust wszelkim swoim instynktom,przestają liczyć się z kimkolwiek i czymkolwiek,w swoim poczynaniach posuwają się coraz dalej tracąc kontrolę nad swoim zachowaniem,przesuwając granicę tolerancji swoich czynów coraz dalej.
Rozsądek Ralfa i Prosiaczka przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie ; posłuch zyskuje Jack i jego poplecznicy,którzy schowani za bezpieczną maską barw wojennych ulegają degradacji jako ludzie.Liczą się tylko krwawe polowania i przemoc,której eskalacja prowadzi wkrótce do prawdziwej tragedii.I to nie jednej.
Jak daleko posunęłyby się dzieci,gdyby nie przybycie dorosłych? Nietrudno to sobie wyobrazić.
Przerażające w tej książce jest przede wszystkim to,do czego zdolne jest dziecko pozbawione kontroli i nadzoru dorosłych - strażników moralności i praw cywilizacji.Jak niewiele trzeba,żeby wszystkie odruchy,instynkty rodzące się w dziecięcej psychice,ale skutecznie tłumione przez ochronny pancerz dobrego wychowania i nakazów moralnych wzięły w łeb.Z jaką niezwykłą łatwością przychodzi oszukiwanie własnego sumienia i usypianie go,pozwalając na zapanowanie nad sobą mrocznej stronie duszy.Że dla człowieka tak naprawdę granicę stanowi jego własna wyobraźnia,a nie sumienie.
Często się mówi,że ta książka to przestroga dla dorosłych,ostrzeżenie przed tym,do czego może doprowadzić uciszanie sumienia i przesuwanie granic tego,co dozwolone.Zgadam się.Przestroga tym wyraźniejsza i bardziej poruszająca,że ukazana na przykładzie istot tak wydawałoby się niewinnych i nieskażonych złem jak dzieci.
To musi poruszać.I porusza do głębi. 

Moja ocena: 5/5