środa, 26 października 2011

"Spacer po szczęście"

Autor: Lucy Dillon
Tytuł: "Spacer po szczęście"
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Tego mi było trzeba! Sięgając po książkę angielskiej pisarki Lucy Dillon nie oczekiwałam zbyt wiele. Myślałam, że jest to zwyczajne babskie czytadło, które po prostu pomoże mi się zrelaksować, oderwać myśli od szarej codzienności; Spacer po szczęście - niby zwykła powieść obyczajowa, a oczarowała mnie i pochłonęła bez reszty skupiając moją niepodzielną uwagę budząc tym samym zazdrość domowników, zajmując moje myśli nawet w tych rzadkich chwilach, kiedy musiałam odłożyć lekturę i powrócić do rzeczywistości, wciągając mnie wgłąb swego świata do tego stopnia, że na ulicach Longhampton czułam się jak u siebie, a bohaterów witałam jak starych, dobrych znajomych.
Już dawno nie zdarzyło się, by książka wywarła na mnie tak wielkie, pozytywne wrażenie. Żal było się z nią rozstawać.

Juliet jest młodą wdową, która w ciągu kilku miesięcy, jakie upłynęły od śmierci Bena, zmieniła się nie do poznania ze szczęśliwej, żywiołowej kobiety w pogrążonego w żalu, stroniącego od życia odludka opłakującego w czterech ścianach domu utraconą miłość. Jej rodzina jest zupełnie bezradna, choć nie ustaje w wysiłkach, żeby przywrócić Juliet chęć do życia.
Aby wyrwać ją z marazmu, zdesperowana matka prosi Juliet, by kilka razy w tygodniu wyprowadzała na spacer jej suczkę. Odpowiedzialność i opieka nad psem okazują się dla Juliet zbawienne. Po początkowym okresie irytacji i zagubienia kobieta nie wyobraża sobie życia bez codziennych spacerów. Stopniowo zaczynają się do niej zgłaszać inni właściciele psów i w rezultacie Juliet zostaje nie tylko opiekunką całego stada czworonogów z Longhampton, ale również powiernicą ich właścicieli.
W życiu Juliet sporo się dzieje: do domu obok wprowadza się hałaśliwa i ekscentryczna rodzina, która w znaczny sposób wpłynie na jej nastawienie do świata. Kobieta poznaje także irlandzkiego budowlańca Lorcana, który pomaga jej w remoncie domu oraz Michaela, atrakcyjnego właściciela pewnej spanielki. Tymczasem zbliża się pierwsza rocznica śmierci Bena i choć wydaje się, że Juliet w dużej mierze otrząsnęła się z żałoby, rozpoczęcie nowego etapu w życiu wcale nie jest takie proste...

Spacer po szczęście to książka, od której trudno się oderwać, emanująca ciepłem, pozytywną energią i kojącą swojskością, buzująca od uczuć, których rozpiętość i różnorodność zachwyca i zaskakuje. To ciepła opowieść o niełatwych relacjach nie tylko pomiędzy ludźmi połączonymi więzami krwi, których skomplikowane uczucia, impulsywne charaktery czy bagaż dramatycznych doświadczeń częstokroć nie pozwalają się porozumieć, dotrzeć do siebie nawzajem mimo gorących chęci obu stron.

Ogromnym atutem powieści są bohaterowie: fantastycznie nieprzewidywalni, o złożonych charakterach, zmiennych nastrojach, mocno zróżnicowanych postawach życiowych; stopień uwikłania i natura łączących ich relacji, cała gama uczuć, z którymi na różne sposoby próbują się uporać w połączeniu z pełną prostoty i naturalności życiową mądrością wyzierającą z kart powieści sprawiają, że nie sposób przerwać delektowania się niepowtarzalnym klimatem lektury.

Wyraziście zarysowani bohaterowie, pełni irytujących przywar i sympatycznych zalet czyniących ich prawdziwymi postaciami z krwi i kości budzą mnóstwo rozmaitych emocji w nadzwyczajny sposób ożywiając fabułę: próbująca uporać się z żałobą Juliet, jej nadopiekuńcza matka i niezwykle taktowny ojciec, siostra Louise - rodzinna perfekcjonistka usiłująca zapanować nad swoim życiem, zwariowana rodzinka Kellych, bezpośredni Lorcan - wreszcie całe stado psów, kotów oraz ich właścicieli - cała ta galeria barwnych, pełnych życia postaci przewija się przez karty powieści z głośnym tupotem i serdeczną wrzawą.

W powieści ujęło mnie to, że Lucy Dillon potrafi przedstawić codzienne, zwyczajne sprawy w sposób, któremu bardzo daleko do banalności i sentymentalizmu; nawet nie tak przecież rzadkie zjawiska, jak żałoba po śmierci współmałżonka, zdrada małżeńska, dylematy młodej mamy wracającej po urlopie macierzyńskim do pracy zaprezentowała z różnych perspektyw i w sposób całkowicie nietuzinkowy, pełen emocji, ale nie sentymentalny, z taktownym wyczuciem dającym wgląd w uczucia i rozterki bohaterów.
Autorka pokazuje, że nie ma gotowych przepisów pozwalających odnaleźć się w każdej sytuacji życiowej; daje do zrozumienia, że każdy powinien znaleźć własny, co nie jest bynajmniej zadaniem łatwym, oczywistym i bezproblemowym.

Spodobała mi się też niejednoznaczność życiowych perypetii bohaterów, ich wewnętrzne rozterki, które przez wzgląd na swoją autentyczność trafiają wprost do czytelnika. Bardzo przypadła mi do gustu również atmosfera angielskiego miasteczka oraz przedstawione z żartobliwą sympatią specyficzne środowisko właścicieli psów. Pełne subtelnego humoru i delikatnej ironii celne spostrzeżenia zarówno na temat czworonogów, jak też ich państwa, stanowią jeden z głównych atutów powieści i dodają jej wyjątkowego uroku.

Spacer po szczęście to niebanalna, hucząca od uczuć i emocji powieść o optymistycznym wydźwięku. Choć idealnie nadaje się na odstresowujące popołudnie, nie jest to bezrefleksyjne czytadło - wręcz przeciwnie: to mądra, pełna ciepła i humoru opowieść o tym, co w życiu najważniejsze.
Serdecznie polecam!

Moja ocena: 5/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/114015/spacer-po-szczescie/opinia/4114203#opinia4114203 


książkę otrzymałam od Wydawnictwa Prószyński i s-ka - serdecznie dziękuję!

12 komentarzy:

  1. Lubię czytać takie książki jesienią. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałabym podobne odczucia do Twoich przed przeczytaniem tej książki i pobieżnej ocenie okładki i jej opisu: że temat wyświechtany, pewnie książka tylko dla kobiet, z przewidywalnymi bohaterami i jakąś taką infantylnością w tle... A tymczasem wyłowiłaś perełkę :) cieszę się, że pochłonęła Cię ona w takim stopniu i z wielką radością przetestuję ją na sobie :) Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Skończyłam właśnie czytać ,,Spacer po szczęście'' i muszę zgodzić się z twoją opinią, bo mnie także ta książka urzekła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę miałam na oku już wcześniej. Dobrze, że to nie zwykłe czytadło. Chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewa - o, tak! Ponura jesienna szaruga za oknem plus ciepła herbatka i ta właśnie lektura to najlepsza recepta na udany dzień:)

    Ines - sama nie spodziewałam się aż takich emocji! Książka trafia na zaszczytne miejsce zarezerwowane dla moich ulubionych lektur:)

    cyrysia - świetnie! Czekam zatem na Twoją recenzję:)

    de_merteuil - bardzo się cieszę i zazdroszczę, że lektura jeszcze przed Tobą!

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie przeczytam. Dawno nie czytałam niczego lekkiego i prostego zarazem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię takie ksiązki o zwykłych problemach, pełne emocji, chętnie i ja sięgnę po ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  8. Idealna książka na obecną pogodę:). Muszę przeczytać!!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z pewnością przeczytam i to w najbliższym czasie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. elwika - i mam nadzieję, że Ci się spodoba: to naprawdę fantastyczna lektura!

    Aneta - jestem pewna, że znajdziesz w niej to, czego szukasz:)

    Bujaczek - bardzo się cieszę; mnie tak bardzo przypadła do gustu, że chciałabym, aby jak najwięcej czytelników dzieliło ze mną moje wrażenia!

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Rzeczywiście wygląda jak romansidło :P
    Ale już kilka razy okazało się, że książka, którą wziąłem za "romansidło" własnie, tym romansidłem wcale nie była :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Na pewno ją przeczytam, szczególnie, że wydał ją Prószyński ;)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.