wtorek, 18 października 2011

"Ewangelia według Syna"

Autor: Norman Mailer
Tytuł: "Ewangelia według Syna"
Wydawnictwo: Zysk i s-ka

Jakiś czas temu  miałam okazję przeczytać książkę, która mnie oczarowała i zachwyciła. Była to Ewangelia według Piłata Erica - Emmanuela Schmitta, która niezwykle harmonijnie połączyła boskość i człowieczeństwo Jezusa w przejmującym, bardzo mi bliskim wizerunku.
Książka Normana Mailera okazała się szansą nie tylko na poznanie alternatywnej wersji losów Jezusa z Nazaretu, ale również na skonfrontowanie wizji autora z wyobrażeniami Schmitta oraz przekazami ewangelicznymi.

Ewangelia według Syna to swego rodzaju apokryf, autoryzowana autobiografia Jezusa opowiedziana Jego słowami już po śmierci; historia prawdziwa w odróżnieniu od relacji Ewangelistów, którzy często - świadomie lub nie, a na pewno w dobrej wierze - bazując na opowieściach z drugiej ręki fałszowali prawdziwy obraz Jezusa i Jego przesłanie, a upiększając, przemilczając i modyfikując nie ustrzegli się błędów i nieścisłości.
Pomysł osadzenia Jezusa w roli narratora okazał się tyleż intrygujący, co karkołomny; odniosłam jednak wrażenie, że Mailer nie wykorzystał w pełni potencjału drzemiącego w tej oryginalnej koncepcji, a w pewnym sensie nawet go roztrwonił i zmarnował. Ale o tym za chwilę.


Historia życia Jezusa opowiedziana jest prostym, codziennym, zwięzłym językiem; powiedziałabym nawet, że momentami bezbarwnym i wypranym z emocji. Ale może w taki sposób autor wyobraża sobie dystans do świata zmartwychwstałego Boga?
Mailer siłą rzeczy odwołuje się do wydarzeń znanych z Biblii, a dotyczących życia i działalności Jezusa; pozwala spojrzeć na nie z innej perspektywy, Jego oczami; odmienna niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni interpretacja słów, motywacji i czynów zarówno Jego, jak i osób z Jego otoczenia, pozwala ujrzeć w zupełnie nowym świetle tak Jezusa, jak i relacje łączące Go z innymi ludźmi.
Choć autor czerpie pełnymi garściami z Ewangelii, jego interpretacje często są niespójne, zdania wynikają z siebie tylko pozornie, a implikacje są nie do końca zrozumiałe - brakuje ciągłości, logiki i wiarygodności przemyśleń. Sprawia to wrażenie, jakby Jezus sam nie do końca znał naturę swoich nauk i refleksji, czytaj: autor nie rozumie biblijnych przekazów i próbuje stwarzać pozory, że jest inaczej, co jest niebywale irytujące; nie trzeba być uczonym w Piśmie, żeby przejrzeć jego zabiegi.
Ponadto niektóre sprostowania ewangelicznych relacji wydały mi się na siłę udziwniane i nastawione na wywołanie kontrowersji, choć pozbawione większego znaczenia (np. kwestia zmartwychwstania nie trzeciego, a ósmego dnia), inne zaś brzmią dużo bardziej rozsądnie, niż biblijne.
Miałam również nadzieję, że autor pokusi się o przedstawienie wydarzeń, dla których zabrakło miejsca w Biblii - byłoby to z całą pewnością intrygujące doświadczenie; niestety, historia życia Jezusa została potraktowana dość zachowawczo i bez większych rewelacji. A szkoda.

Jeśli chodzi o wizerunek Jezusa, to jestem nim mocno rozczarowana.
Chrześcijanie wierzą, że osoba Chrystusa łączy w sobie pierwiastek ludzki i boski; inaczej byłby On tylko jednym z proroków, zaś zmartwychwstanie i odkupienie stałyby się mocno problematyczne. Jednak u Mailera brakuje jakichkolwiek oznak boskości Jezusa; co gorsza - nawet jako człowiek wypada On blado i nieprzekonująco.
Jezus Mailera pozbawiony jest charyzmy Jana Chrzciciela (która - jak podejrzewam - jest dla Niego źródłem kompleksów), siły perswazji, wiary w siebie i swoją misję. Wygląda na to, że aż do Ostatniej Wieczerzy nie zdawał sobie sprawy, jaki los i przeznaczenie przygotował dla Niego Bóg; bezwolnie wchodzi w wyznaczoną mu rolę, brakuje Mu przekonania o swoim boskim pochodzeniu, nie ogarnia istoty swego powołania. Bez Bożego natchnienia jest niezdolny do jakiegokolwiek zdecydowanego działania, często nie wie, co powiedzieć i zrobić, daje się ponosić emocjom - także tym negatywnym; niektóre ważne kwestie wypowiada jakby przypadkowo, pod wpływem chwili i emocji; przegrywa słowne pojedynki z uczonymi w Piśmie, a stosunek doń apostołów nie jest tak czołobitny i bezkrytyczny jak ten znany nam z Biblii. Przykro to mówić, ale Jezus to bezwolna marionetka, pozbawiony pewności siebie i charakteru nieudacznik.
Nie chodzi mi o to, by przedstawić Chrystusa jako nadczłowieka bez żadnej skazy. Jego człowiecza natura przejawiała się w głęboko ludzkich myślach, uczuciach, reakcjach; często nękały Go przeróżne wątpliwości, odczuwał strach, jednak miał charyzmę, osobowość i poczucie misji, otaczała go aura boskości! W Ewangeliach człowieczeństwo Jezusa wywołuje wzruszenie i poczucie bliskości; u Mailera - jedynie irytację bezustannym zwątpieniem i brakiem wiary w siebie. W dodatku według autora śmierć na krzyżu wcale nie oznacza zwycięstwa Boga, zaś misja Jezusa została zredukowana do walki z bogaczami w obronie ubogich. Jak to wygląda w kontekście chrześcijańskiej wiary? Czy jej istota ma w tym przypadku jakikolwiek sens?

Ewangelia według Syna bardzo mnie rozczarowała. Oprócz tego, że odziera Jezusa z boskości i charakteru, nie wnosi nic nowego ani specjalnie interesującego do tematu. W zamyśle autora miała odmitologizować postać Jezusa, ukazać Jego życie z innej perspektywy, tymczasem pokazała Go w lekceważąco przykrym, wyjątkowo niesprawiedliwym, krzywdzącym i nieprawdziwym świetle stojącym w sprzeczności nie tylko z przekazami biblijnymi, ale nawet historycznymi. Interpretacje Jego nauk brzmią nielogicznie, powierzchownie i nieprzemyślanie, brakuje im nieraz sensu i głębi.
Nie jest to książka zła - wielu z Was z pewnością przypadnie do gustu inne spojrzenie na historię życia i działalności Jezusa; ja widocznie miałam zbyt wygórowane oczekiwania lub też potraktowałam powieść zbyt osobiście; w każdym razie dużo bardziej odpowiada mi i jest mi bliższy wizerunek Jezusa wykreowany przez Schmitta.

Moja ocena: 3/5

Opublikowane na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/53115/ewangelia-wedlug-syna/opinia/4016351#opinia4016351 



recenzja napisana dla portalu Sztukater ;)

11 komentarzy:

  1. Skoro książka Cie rozczarowała, to chwilowo dam sobie z nią spokój. Nie przeczę jednak, że jest to intrygująca pozycja z uwagi na podejmowaną tematykę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba wolę nie czytać tej książki, gdyż mogę zmienić swoje poglądy na temat religii, Jezusa i jego boskości, a tego bym nie chciała. Narazie wolę mieć taki wizerunek Syna Bożego jaki większość osób zapatruje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba sobie odpuszczę, chociaż początkowo wydała mi się całkiem interesująca ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. kasandra - z pewnością jest intrygująca - jestem zdania, że zawsze warto poznać inne podejście do jakiegoś tematu, zwłaszcza tak ważnego dla ogromnej rzeszy ludzi:)

    cyrysia - nie sądzę, aby było możliwe zmienić podejście do religii tylko po lekturze tej książki - w końcu to tylko licentia poetica autora, co nie zmienia faktu, że mnie akurat taka wizja nie przypadła do gustu:)

    Catalina - jeeest interesująca, tylko kłóci się z moimi wyobrażeniami:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie moje klimaty i już...:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznaję szczerze, że boję się takich książek :( tego konkretnie, że ocierają się one o jakąś herezję, której nie znoszę... Dlatego też rzadko po nie sięgam. Z tego, co piszesz wynika, że "Ewangelię według Syna" też sobie daruję. Za to Ciebie pozdrawiam BARDZO serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewa - ano, trudno...:)

    Ines - mnie ta książka sprawiła przykrość - jako osobie wierzącej. Choć ortodoksem nie jestem, wizja Jezusa Schmitta bardzo mi się spodobała. Wszystko zależy od punktu widzenia, ale mnie akurat ten nie przypadł do gustu zupełnie, a z Twojego postu wynika, że Tobie również daleko do takiej wizji. Rozumiem i podzielam!
    Pozdrawiam również GORĄCO:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chyba nie do końca rozumiem takie książki. Też jestem wierząca, ale chyba jednak wolałabym przeczytać Biblię od dechy do dechy niż czytać takie coś... dla mnie to jakaś ewngelicka hybryda. Nie przekonuje mnie.
    Pozdrawiam serdecznie :)!

    OdpowiedzUsuń
  9. Fuzja - ech, no mnie właśnie też nie przekonuje...co gorsza - nie mam pojęcia, czym kierował się autor, ale nie widzę w tym sensu...:(

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. miqaisonfire - ja musiałam tę książkę przeczytać, żeby dojść do podobnych wniosków xD
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.