niedziela, 14 sierpnia 2011

"Blondynka na Tasmanii"

Autor: Beata Pawlikowska
Tytuł: "Blondynka na Tasmanii"
Wydawnictwo: National Geographic

Blondynka na Tasmanii to kolejna książka znanej podróżniczki Beaty Pawlikowskiej z przygodowej serii Dzienniki z podróży. Tym razem autorka dzieli się swoimi wrażeniami i obserwacjami z pobytu na wyspie, której klimat w znacznym stopniu kształtują słynne Ryczące Czterdziestki, zaś fauna i flora zadziwiają swoją dziwaczną odmiennością nie mniej niż wyspiarze swoimi zwyczajami i mentalnością.


Ta niewielkich rozmiarów książeczka przybliży Wam nie tylko specyfikę życia Tasmańczyków, która po prostu musi zaskakiwać każdego przybysza, ale również zapozna Was z najbardziej intrygującymi fenomenami wyspy. Przekonacie się, że na Tasmanii szczotki do czyszczenia butelek rosną na krzakach, w dżungli występują paprocie wielkości drzew oraz najwyższe na świecie eukaliptusy, w których stężenie olejków eterycznych prowadzi do samozapłonu.
Spotkacie tu najbardziej kuriozalne zwierzęta, których nie uświadczycie nigdzie indziej na świecie: przymilne wombaty o pancernych tyłkach, korzystające z elektrolokacji dziobaki, misie koala, z którymi bliskie spotkanie wybije Wam z głowy rozkoszne skojarzenia z dziecięcą przytulanką czy też diabła tasmańskiego, którego ponura legenda nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością...

Jeśli te oto przykłady niezwykłości Was nie zadowolą, pani Beata ma dla Was coś jeszcze. Jako że wszystko na Tasmanii jest dziwaczne, plaga ta nie ominęła nawet nazw geograficznych. No bo w którym miejscu na Ziemi natrafić można na równie wdzięczne nazwy, jak Klif Beczki Smoły, Skała Połówki Cytryny czy Zatoka Kury z Kurczęciem?

Lektura Blondynki na Tasmanii mimo licznych atrakcji, jakie oferuje oraz niezaprzeczalnego uroku, jakim tchnie, pozostawia pewien niedosyt i delikatną nutkę rozczarowania.
Po pierwsze - kwestia wydania kieszonkowego. Ma to oczywiście swoje plusy, gdyż można książkę zabrać ze sobą praktycznie wszędzie i w dowolnej chwili delektować się lekturą. Jednak dla mnie bardzo ważna w książkach podróżniczych jest także ich strona wizualna, a dokładnie - unikalne fotografie dokumentujące wyprawę, pozwalające poczuć niepowtarzalną magię i klimat odkrywanych miejsc. Żeby ten warunek został spełniony, zdjęcia po prostu muszą mieć odpowiedni format i zajmować sporo miejsca. Zmieszczenie fotografii w formacie kieszonkowym sprawia wrażenie, jakby zostały one tam wciśnięte na siłę, co pozbawia je uroku, psuje efekt i zniechęca do ich przeglądania.

Po drugie - kwestia stylu narracji pani Beaty, który zaintrygował mnie na długo, zanim się z nim zetknęłam osobiście, gdyż wywoływał spore kontrowersje wśród czytelników i był przyczyną rozbieżnych opinii.
No cóż... muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś bardziej porywającego. Właściwie zapiski z podróży składały się z kilku elementów: rysu historyczno - geograficznego, który sam w sobie był ciekawy, ale niestety niezbyt odkrywczy; podejrzewam, że podobne informacje znalazłabym w pierwszej lepszej encyklopedii; filozoficzne refleksje na tematy różne (luźno jednak związane z podróżą, przeważnie banalne, nudne, powierzchowne, czyli niepotrzebne) oraz obserwacje własne, które okazały się wyjątkowo interesujące - jednak jak na złość zajęły najmniej miejsca. A przecież o nie głównie chodziło!
Styl autorki okazał się niezbyt ciekawy i wciągający; mimo moich najszczerszych chęci nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że pobyt na Tasmanii w ostatecznym rozrachunku był nudny! Odczucie to kładę jednak na karb narracji, gdyż nie jestem w stanie wyobrazić sobie podobnej ewentualności. Brakowało mi przede wszystkim pasji, entuzjazmu, zachwytu - bo chociaż autorka o nich mówiła, to dla mnie pozostały to tylko puste słowa - nie byłam w stanie poczuć fantastycznego klimatu miejsca. Nie chcę nawet porównywać płaskiego, filozofującego, pseudo - poetyckiego stylu Blondynki do rewelacyjnej i przebojowej narracji Cejrowskiego, która stanowi dla mnie niedościgniony wzór literatury podróżniczej i etnograficznej.

Blondynka na Tasmanii to lektura typowo wakacyjna, niezbyt wymagająca, która być może zaskarbi sobie Waszą uwagę i sympatię. W moim przypadku tak się nie stało, ale być może miałam zbyt wielkie oczekiwania? Na pewno warto przekonać się samemu, bo przecież - ilu ludzi, tyle opinii. A już z pewnością warto zapoznać się z zadziwiającymi osobliwościami, jakie ma do zaoferowania egzotyczna i kapryśna Tasmania.

Moja ocena: 2/5




recenzja napisana dla portalu Sztukater :)

12 komentarzy:

  1. Też się zapisałam na tę książkę na Sztukaterze i przestałam żałować, że do mnie nie trafiła. ;)

    Jak będziesz mieć chwilę, wejdź proszę na mój adres blogspotowy, bo mam pewien problem i może będziesz umiała mi coś doradzić. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... Skoro ocena tak niska, to nie będę specjalnie jej szukać, jednak jeżeli wpadnie w moje ręce przypadkowo, dam jej szansę:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej podobne książki przekartkowuję w księgarni i odkładam. Dodatkowo tak niska ocena... Raczej sobie daruję.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem ogromną fanka Beaty Pawlikowskiej. Wszystko zaczęło się od pewnego wywiadu, który usłyszałam. Pawlikowska opisała w nim swoje życie, traumę, która ją spotkała itd. Podziwiałam ją. Podniosła się po tym, odnalazła klucz do szczęścia. Tuż po tym wywiadzie ruszyłam do sklepu i w moje ręce trafił pewien poradnik. W sumie "W Dżungli Życia" to pewna forma autobiografii Pawlikowskiej. Te książki mnie zmieniły, a podziw do podróżniczki wzrósł parokrotnie. Po serii poradników Pawlikowskiej wzięłam się za jedną z tych broszur podróżniczych. W sumie przeczytałam dwie pod rząd. To nie są książki podróżnicze, ale... jakoś mi się podobają. Np. Blondynkę w Amazonii zapamiętam do końca życia. Opis snu w dżungli i sposobów przeciw wężowych... wow. Trochę się rozpisałam, więc postaram się to zgrabnie podsumować. Nigdy nie ocenię dzieła Pawlikowskiej obiektywnie, zbyt bardzo ją lubię, podziwiam. Jest dla mnie w pewnym sensie autorytetem. Chociaż przyznam, że te broszurki są hm... przeciętne ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubie wszystko co jest związane z podróżami i mimo niskiej oceny, z chęcią sięgnęłabym po nią :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z pewnością sięgnę po tę książkę, gdyż lubię charakter opowiadania Pawalikowskiej :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam 2 książki Pawlikowskiej wydane w formie broszurki, m.in. opisywaną przez Ciebie "Blondynkę na Tasmanii". Przyznam szczerze, że ogromnie zaskoczyła mnie Twoja recenzja, bo liczyłam na prawdziwą ucztę, a tutaj piszesz, ze nic ciekawego... ech :( no cóż, przeczytać zapewne przeczytam, ale podejdę z innym już nastawieniem.

    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też jestem zaskoczona Twoją recenzją. Lubię słuchać Pawlikowskiej w radio, wydaje mi się niezwykle ciekawą osobą. Może problem z tą książką leży właśnie w formacie - zrobili kieszonkowe wydanie, małe, zmieści się do torebki np. na wakacjach, jakieś zdjęcia są, autorka coś poopowiada, swoim znanym nazwiskiem sygnuje i zrobimy biznes...Może miało być lekko, łatwo i przyjemnie, a wyszło przeciętnie, no i jak na Pawlikowską zbyt słabo? Powiało nudą, tak jakby poziom nie ten, jakby od niechcenia napisane... Może to moja nadinterpretacja. Coraz częściej niestety robi się coś dla pieniędzy, a nia dla poziomu i wychodzi klapa :( Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ewa - to w sumie rzecz gustu...

    kasandra - spróbuje, kto wie? Może Ci się spodoba?

    Maruda007 - ja z reguły też, chociaż na przykład książki Cejrowskiego kolekcjonuję i często do nich wracam:)

    Raya - mam nadzieję, że mojej opinii nie odczytałaś jako krytyki autorki, bo nie taki był mój zamiar. To była pierwsza jej książka, jaką przeczytałam i nie przypadła mi do gustu. Być może zmienię zdanie po kolejnych pozycjach z tej serii, ale póki co - tak, jak napisałaś, są po prostu przeciętne.:)

    Cassiel - dobre podejście! Moja ocena nie powinna zniechęcać miłośników podróżowania:)

    pisanyinaczej - i chętnie poznam Twoją opinię!

    elwika - tym bardziej jestem ciekawa Twoich odczuć, bo być może jestem zbyt wybredna... Fajnie byłoby skonfrontować swoje wrażenia:)

    Agnieszka - nie znam Pawlikowskiej zbyt dobrze i trudno mi powiedzieć, co jest jak na nią zbyt słabo:) Stwierdzam obiektywnie, że jest to książka przeciętna:(Ale jest lekko, łatwo i przyjemnie!

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzę, że masz podobne odczucia do moich:) Ja książek tej pani czytac po prostu nie potrafię. Nudne są jak flaki z olejem. Miałem kilka podejść i każde z nich było tak samo marne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię książki podróżnicze, potrafią mnie przenieść w miejsca, o których odwiedzeniu nigdy nawet nie marzyłam :) Co się jednak tyczy pani Pawlikowskiej- o ile uwielbiam jej słuchać i uważam, że ma niezwykły dar mówienia o tyle jej styl pisania kompletnie mnie nie porywa... Od jej książek zdecydowanie wolę spisane wspomnienia pana Cejrowskiego, albo chociaż innej blondynki- Martyny Wojciechowskiej. Dlatego też rozumiem Twoją ocenę :D

    OdpowiedzUsuń
  12. podsluch - dzięki za ten wpis, bo już zaczynałam myśleć, że ze mną jest coś nie tak xDDD

    Ala - zgadzam się z całej rozciągłości! Ja również uwielbiam prozę Cejrowskiego i Wojciechowskiej!

    Pozdrawiam serdecznie!:)

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.