wtorek, 12 lipca 2011

"Listy do Trynidadu"

Autor: Annika Idstroem
Tytuł: "Listy do Trynidadu"
Wydawnictwo: Kojro

Miłość otacza nas cały czas, a nie umiemy jej odnaleźć. Miłość jest przezroczysta i dlatego jej nie widać. Zgubiliśmy mapy, nikt nie potrafi wskazać drogi. Gdzieś znajduje się kompas, ale ma złamaną wskazówkę. - te proste, a zarazem pełne głębi, przejmujące słowa złamanej życiem czternastolatki w dramatyczny sposób dotykają sedna opowiedzianej tu historii. Fragmenty listów Ursuli do ojca były dla mnie jak uderzenie obuchem w głowę, stały się wyrazem bezdennej rozpaczy i samotności, niewysłuchanym krzykiem o pomoc, ostatnim błaganiem o odrobinę uczucia bezlitośnie zlekceważonym przez tych, którzy powinni być jej najbliżsi.

Seppo Siren jest zwyczajnym, szarym urzędnikiem skarbowym, który wiedzie spokojne, uporządkowane i nudne życie - jednak taka egzystencja całkowicie go zadowala. Żeni się z Elisabet, chociaż jej nie kocha; właściwie nie mamy pojęcia, dlaczego to zrobił. Dopiero dalsza lektura książki, dzięki której poznajemy lepiej bohaterów zagłębiając się w ich mroczny, pusty, przerażający świat uświadamia nam, że z pozoru normalne życie Seppo i Elisabet skrywa niejedną koszmarną tajemnicę. Miły i uczynny na co dzień urzędnik, który zdawać by się mogło kieruje się jedynie pełną współczucia chęcią pomocy bliźnim, w rzeczywistości czuje do nich pogardę i odrazę, zaś jego jedynym celem jest zaspokajanie swego rozdętego ego i poczucia władzy nad ludzkim życiem - w tym nad życiem własnej żony.
Możliwość okazywania swojej wyższości i władzy jest dla Seppo źródłem niemal erotycznej ekstazy. Brak jakichkolwiek przejawów uczucia, zwłaszcza wobec najbliższych - żony i córki, przekonanie o własnej supremacji oraz zadowolenie z życia, jakie prowadzi czynią Seppo w moich oczach prawdziwym potworem, socjopatą.
Szczególnie bolesny jest kompletny brak zainteresowania Ursulą, wręcz niechęć, jaką do niej czuje i której wcale przed nią nie ukrywa.
Elisabet wcale nie jest lepsza. Narodziny córki, która wydaje się być ociężała umysłowo wyzwalają w niej coś, co niewprawnemu oku może wydawać się pełną troski czułością, a w rzeczywistości nosi wszelkie znamiona zastępczego zespołu Muenchhausena. Dodatkowo obojętność ojca sprawia, że Ursula czuje się zamknięta w pułapce bez wyjścia, ale o tym dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy jest już za późno.
Wspólny wakacyjny wyjazd do Ziemi Świętej może stać się okazją do naprawienia kulejących stosunków rodzinnych, jednak uwypukla on jedynie przepaść między członkami rodziny. Elisabet teraz już bez żenady, ostentacyjnie zdradza męża, ujawnia się także jej choroba psychiczna. Seppo zachowaniem żony czuje się urażony o tyle, o ile cierpi na tym jego męskie ego. Ursula pozostawiona sama sobie podejmuje dramatyczne próby zwrócenia na siebie uwagi obojga rodziców - całkowicie bezskutecznie; każde z nich jest pochłonięte wyłącznie sobą. Zdesperowana dziewczynka podejmuje brzemienną w skutki decyzję, jedyne wyjście z sytuacji, jakie widzi dla siebie niemal od dnia narodzin. Listy, jakie wysyła do ojca są pełnym dramatyzmu, szokującym i wstrząsającym zapisem przeżyć i uczuć dziecka, które wcale upośledzone nie było, a które chora psychicznie matka i kaleki emocjonalnie ojciec uczynili ułomną na duszy.

Listy do Trynidadu to lektura niezwykła, zaskakująca i poruszająca do głębi. Niemal do końca autorka epatuje czytelnika lodowatą obojętnością, patologicznym chłodem uczuciowym bohaterów, które przyprawiają o gęsią skórkę, niedowierzanie i... wściekłość. Tak, czytanie o ludzkiej podłości, niegodziwościach, motywacjach obleczonych w płaszcz pozorów normalności budzi we mnie wstręt i złość, a także bezsilność tym większą, że obracały się one przeciw niewinnemu dziecku, które nie prosiło się na ten świat, a nie zaznało w życiu odrobiny dobra, ani krztyny szczęścia.
To potwornie przygnębiające, zwłaszcza w kontekście zakończenia, które jest najmocniejszym akcentem i największym atutem książki. Uświadomiło mi, do czego może doprowadzić całkowity brak uczuć wyższych, zainteresowania i uwagi należnych ludzkiej istocie, zrozumienia i akceptacji, a przede wszystkim - miłości i elementarnego choćby szacunku.

Kiedy właściwie miałam już odłożyć książkę, znudzona i zmęczona ludzkim egoizmem i chłodem emocjonalnym, nagle autorka dokonała czegoś kompletnie nieoczekiwanego i przejmująco spektakularnego. Zakończenie wprawiło mnie w totalne osłupienie i potwierdziło klasę autorki oraz jej niesamowitą zdolność do grania na emocjach i uczuciach czytelnika. Wytrąciło mnie z równowagi, wyrwało z odrętwienia, spowodowało, że rozszalała się we mnie burza emocji o imponującej rozpiętości. Wycisnęło mi łzy z oczu, a zaręczam, że o to niełatwo. Przyniosło głębokie zrozumienie, ale paradoksalnie wcale nie spokój i ukojenie, lecz cierpienie, żal i niepokój.

Listy do Trynidadu to lektura, dzięki której przeżyłam głęboki wstrząs. Autorka okazała się prawdziwą mistrzynią w budowaniu napięcia, prowadzenia czytelnika własnymi ścieżkami, kreowaniu przerażająco realistycznych portretów swoich bohaterów. Jej oszczędny, prosty styl ma niespotykaną siłę rażenia, zaś umiejętnie dobrane słowa zaskakują swoją trafnością i mocą.

Zapraszam gorąco do tej przejmującej lektury, która nie tylko odkrywa przed nami najbardziej mroczne i wstydliwe zakamarki ludzkiej duszy, lecz także stanowi głębokie i poruszające studium psychiki dziecka niekochanego i osamotnionego emocjonalnie. Generuje trudne pytania o sens życia pozbawionego uczuć i prawdziwy rozmiar wyrządzonych krzywd. Zaręczam, że na długo pozostanie Wam w pamięci.

Moja ocena: 4/5


książkę otrzymałam od Wydawnictwa Kojro - serdecznie dziękuję!

9 komentarzy:

  1. Recenzja kusi, tematyka też, więc książkę zdecydowanie muszę przeczytać:))
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Autorka gra na emocjach czytelników? To może być coś interesującego.
    Podoba mi się Twoja recenzja, zwłaszcza końcówka - czyli to, co książka wprowadzi do naszego życia.
    Po taką pozycję sięgnę z wielką chęcią.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na mnie również zrobiła spore wrażenie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten chłód emocjonalny z lekka mnie odstrasza, ale jeśli kończenie jest warte poświęcenia...To dlaczego nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. kasandra - polecam tym bardziej, że pasuje Ci tematyka!

    pisanyinaczej - super! Z pewnością się nie zawiedziesz!

    miqaisonfire - bardzo się cieszę, przekonasz się, że warto:)

    Scathach - bardzo mnie to cieszy:)

    Ewa - zakończenie jest po prostu niesamowite!

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha, nareszcie! Teraz po przenosinach mogę w końcu komentować Twoje świetne recenzje. Lubię książki opowiadające o emocjach. Zaciekawiłaś mnie i choć nie miałam jej w planach, postaram się z nią zapoznać. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się, że mogłaby mnie zainteresować:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Intueri - bardzo się cieszę, że wreszcie poznam Twoje opinie na temat recenzowanych przeze mnie książek:)

    saara - ja również mam taką nadzieję:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.