wtorek, 26 kwietnia 2011

"Zatruty tron"

Autor: Celine Kiernan
Tytuł: "Zatruty tron"
Wydawnictwo: Dolnośląskie - grupa wydawnicza Publicat

Trylogia Moorehawke, której pierwszy tom mam przed sobą, to literacki debiut irlandzkiej pisarki Celine Kiernan.
Akcja powieści, osadzona w realiach średniowiecznej Europy, koncentruje się wokół losów piętnastoletniej Wynter, córki lorda Lorcana Moorehawka, Obrońcy Tronu. Wynter jest wyjątkowo utalentowaną czeladniczką cechu cieśli i wraz ze swoim ojcem, mistrzem tego cechu, wróciła właśnie z ponurych Północnych Krain w rodzinne strony. Przepełnia ją tęsknota i radość z rychłego spotkania z bliskimi przyjaciółmi - królewskimi synami: następcą tronu Alberonem oraz Razim, z którymi w dzieciństwie stanowili nierozłączną trójkę. Niestety, bardzo prędko okazuje się, że jej marzenia się nie spełnią; w królestwie podczas jej nieobecności wiele się zmieniło, i to na gorsze. Kwitnący dotąd, praworządny i bezpieczny kraj pod rządami króla Jonathona, starego przyjaciela lorda Lorcana, przeszedł pełną grozy metamorfozę.
Podejrzewany o zdradę stanu młody następca tronu jest poszukiwany przez przez królewskich siepaczy; jego imię ma być na zawsze wymazane z historii i ludzkiej pamięci. Kontrowersyjna decyzja króla o nadaniu tytułu następcy tronu Raziemu, synowi Jonathona z nieprawego łoża staje się przedmiotem intryg, groźnych spisków i bezpardonowej walki o władzę.
Do łask powracają stare inkwizycyjne, acz dawno już zarzucone metody, które sieją w kraju zamęt, terror, zniszczenie i śmierć.
W środek tego chaosu nieoczekiwanie trafia Wynter oraz jej ojciec; niełatwo jest zachować dyplomatyczny dystans znajdując się tak blisko tronu, próbując jednocześnie okazywać królowi należny mu szacunek oraz posłuszeństwo, wspomóc Raziego dryfującego w zgubnych odmętach polityki i racji stanu oraz odkryć przyczynę nagłej zmiany zachowania władcy.
Wynter przekonuje się na własnej skórze, jak trudne, niebezpieczne i zdradliwe jest życie w cieniu walki o władzę. Obawia się o bezpieczeństwo przyjaciela z dzieciństwa - szantażowanego przez ojca bastarda Raziego oraz zaginionego, skazanego na "mortuus in vita" Alberona. Wkrótce staje się jasne, że i jej przyszłość rysuje się bardzo niepewnie, zaś dodatkowych zmartwień przysparza jej niespodziewana i postępująca choroba ojca.
Wynter jest zmuszona podjąć decyzję, w której ważną rolę odegra jej zdrowy rozsądek, lojalność oraz sumienie; droga, na którą wstępuje grozi śmiertelnym niebezpieczeństwem, ale właściwie nie ma większego wyboru. Jak potoczą się jej dalsze losy, z pewnością dowiemy się z drugiego tomu Trylogii Moorehawke...

Chociaż fantastyka nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim, pomyślałam, że byłaby to miła i pożądana odmiana po dość przytłaczającym repertuarze, z jakim miałam ostatnio do czynienia. Liczyłam na rozrywkę, która skutecznie oderwie mnie od codzienności, jednak rezultat jest...taki sobie. Czuję się trochę zawiedziona i rozczarowana.
Akcja powieści jest osadzona w realiach średniowiecznej Europy, co już na wstępie policzyłam autorce na plus. Jednak wydaje mi się, że autorka nie wykorzystała należycie potencjału drzemiącego w tej barwnej epoce oferującej cały wachlarz intrygujących możliwości i pomysłów. Przez ponad czterysta stron powieści akcja zamyka się prawie wyłącznie w zamkowych murach, zaś nieliczne tylko nawiązania i aluzje to zdecydowanie zbyt mało, by poczuć specyficzny, średniowieczny klimat. Bardzo mi tego brakowało.
Ponadto akcja jest właściwie mało zróżnicowana; większość wydarzeń to rozmowy prowadzone w zamkowych komnatach, zmieniają się jedynie interlokutorzy. Poważnym mankamentem są puste dialogi, które niewiele wnoszą do przebiegu akcji czy też przydługie i nudnawe sceny bez istotnego dla niej znaczenia. Denerwujące było to, że kluczowe momenty rozgrywały się zbyt szybko, bez należytego stopniowania napięcia, co umniejszało ich znaczenie i sens. Takie zabiegi nie pozwalały dostatecznie docenić intrygi powieści, wprowadzały czytelnika w błąd - właściwy wymiar wydarzeniom nadawało dopiero całościowe spojrzenie po zakończeniu lektury.

Jeśli chodzi o bohaterów, to trzeba przyznać, że postaci zostały ciekawie nakreślone, choć moim zdaniem brakowały im większej głębi. Dużą zaletą była ich niejednoznaczność moralna - każdy miał swoje sekrety, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego i przyznam, że z niecierpliwością czekam na rozwój tych wątków w kolejnych tomach Trylogii. Barwność postaci, ich wielowymiarowość i wymykanie się jednoznacznym osądom są w stanie na dłużej utrzymać zainteresowanie czytelnika.
Obawiałam się nieco wątku miłosnego, jak się okazało - niepotrzebnie. Został on zaledwie delikatnie zarysowany, jakby przeniesiony do tła, co moim zdaniem było zabiegiem niezwykle udanym.
Również wątek nadprzyrodzony jawi się dość atrakcyjnie, choć tu z kolei nieco bym go uwypukliła; intrygujący pomysł, mgiełka tajemnicy i niedopowiedzenia czynią tę kwestię niezwykle pociągającą i zdecydowanie wartą pogłębienia, na co mam nadzieję w następnych częściach.
Mimo wielu niezaprzeczalnych zalet brakowało mi w tej powieści większej różnorodności - niemal pod każdym względem. Wydawać by się mogło, że autorce brakło odwagi, by popuścić nieco wodze wyobraźni. Kurczowe trzymanie się głównego wątku i ograniczenia czasoprzestrzenne sprawiały, że w wielu momentach zwyczajnie wiało nudą, brakowało elementów zaskoczenia i zwrotów akcji, bez których nie obejdzie się żadna dobra książka.

Dlatego też trudno mi ocenić tę powieść. Choć narracja jest spójna i konsekwentnie wiedzie czytelnika do punktu upatrzonego przez autorkę, przebieg akcji pozostawia wiele do życzenia, a tego mankamentu nie są w stanie przysłonić nietuzinkowe postaci bohaterów czy ciekawy koncept. Autorce udało się jednak zainteresować mnie tematem, dlatego z niecierpliwością, ale też obawą będę czekać na kontynuację Zatrutego tronu i dalszych przygód Wynter Moorehawke w tomie zatytułowanym Królestwo cieni.
Tyle z mojej strony - przekonajcie się sami, czy warto sięgnąć po tę lekturę. Serdecznie zapraszam!

Moja ocena: 3/5


książkę otrzymałam od Wydawnictwa Publicat - serdecznie dziękuję!

3 komentarze:

  1. Coraz więcej osób debiutuje, szkoda że w naszym kraju nie jest to takie proste...:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesująca recenzja:)). Mimo, że fantastyka nie jest moim ulubionym gatunkiem, z chęcią dam szansę książce i przeczytam, gdy będę miała taką okazję:).

    OdpowiedzUsuń
  3. pisanyinaczej - do tej pory nie mogę się zdecydować, czy to dobrze, czy źle:)

    kasandra - bardzo dziękuję. Jestem ciekawa Twojej opinii i odczuć bo jak dotychczas nie miałam ich z kim skonfrontować...mam więc nadzieję, że się skusisz na lekturę:)

    Pozdrawiam wszystkich!

    OdpowiedzUsuń

Spam, reklamy, wulgaryzmy i wypowiedzi niezwiązane z tematem będą natychmiast usuwane.